Kategorie
XX i XXI wiek

Wysiedlenia Polaków z Kraju Warty do Generalnego Gubernatorstwa w latach 1939-1944 : organizacja, sposób przeprowadzania, transport

              Po zakończeniu akcji wysiedleńczej funkcjonariusze zawiadamiali telefonicznie placówkę policyjną o jej wykonaniu oraz o liczbie osób poddanych wysiedleniu. Należało niezwłocznie powiadomić, jeśli kogoś nie udało się wysiedlić. Z każdej akcji spisywano pisemne sprawozdanie, które otrzymywał szef placówki przesiedleńczej ((M. Rutowska, Wysiedlenia ludności polskiej…, s. 79.)).

Wysiedlony 8 grudnia 1939 r. z Nowego Miasta (powiat jarociński) Henryk Szymański, tak opisał jego przebieg: Około godziny 21 jednocześnie do bram kilku domów zaczęły dobijać się trzyosobowe grupy Niemców, w tym jeden umundurowany żandarm po dwóch miejscowych cywilnych volksdeutschów – wszyscy uzbrojeni w karabiny lub krótką broń palną. Niektórzy trzymali także pejcze, wymachując nimi niby dla rozrywki. Roznosiły się po wymarłych ulicach Nowego Miasta odgłosy walenia kolbami karabinów do drzwi polskich domów oraz chrapliwe okrzyki hitlerowców: „Aufmachen!”, „Schnell!”, „Los!” i inne nienawistne dla naszego ucha słowa. (…) Żandarm zabrał się do odczytywania krótkiego nakazu wysiedlenia do Generalnej Guberni. (…) Niemiec podał następnie kilka danych informacyjnych, z których wynikało, że wujostwo mają tylko 20 minut czasu na zapakowanie odzieży oraz żywności na jeden dzień, że nie wolno zabrać więcej niż dwie walizki oraz po 200 złotych gotówki na osobę. Złoto i kosztowności należy zdać żandarmowi, gdyż w przeciwnym wypadku grozi natychmiast sąd i obóz koncentracyjny ((H. Szymański, Akcja „Ansiedlung” w Nowym Mieście nad Wartą, [w:] Wysiedlenie i poniewierka…, s. 514- 515.)).

W nocy z 23 na 24 lutego Niemcy wyprowadzili z mieszkania pod nr 5 panią Elżbietę Orłowską  (…) i z mieszkania nr 6 panią Wójcikową, z 4-letnim dzieckiem. Pozostaliśmy na jeden dzień jedynymi Polakami w tym domu, gdyż nocy następnej załomotali kolbami karabinów do naszych domów. Było ich trzech: żandarm i dwóch policjantów (jeden z nich przyznał się, ze jest synem stolarza z Konstantynowa). Wrzaskiem i popychaniem zmusili nas, po 15 minutach do opuszczenia mieszkania. Zdążyliśmy ubrać się oraz za ich zgodą włożyć do walizki po jednej zmianie bielizny i zabrać jeden kosz na całą rodzinę. Nie zabraliśmy ze sobą żadnych przedmiotów kuchennych ani żywności ((Z. Chiżyński, Jak wysiedlano z Łodzi [w:] Czas przeszły – ciągle obecny. Tułaczka. Historia, wspomnienia, dokumenty, red. J. Baranowski, R. Bonisławski, Łódź 2004,  s. 48. )).

Obowiązywał bezwzględny nakaz pozostawienia przez wysiedlanych w opuszczanym mieszkaniu pozostałych ubrań, bielizny, pościeli, zastawy stołowej, naczyń oraz narzędzi do wykonywania zawodu ((M. Rutowska, Wysiedlenia ludności polskiej…, s. 79. )). Sprowadzeni na miejsce Polaków,  nowi lokatorzy – Niemcy, mieli zastać mieszkanie gotowe do zamieszkania.

Kiedy się ubrałyśmy, mama zaczęła się pakować. Do worka włożyła poduszkę i koc, zobaczywszy to, niemiecki żołnierz wyrwał jej ten tobołek z rąk, odrzucił i powiedział „nie wolno nic brać, to musi wszystko tu zostać tak, jak jest, bo tu przyjdą inni ludzie i im to będzie potrzebne”. (…) Tak więc z domu zabrałyśmy tylko to, co miałyśmy na sobie ((A. Machnicka, Na wygnaniu [w: ] Czas przeszły – ciągle obecny…, s. 132.)).

            Wysiedleni nie mogli pogodzić się utratą majątku całego życia: Widzieliśmy z okien naszych pomieszczeń osadników niemieckich z dużymi numerami na piersiach, szukających swoich właściwych numerów uprzednio naklejonych na bramach do niedawna naszych gospodarstw. Po odnalezieniu swojego właściwego numeru zrywali plomby i wprowadzali się do rzekomo swojego majątku, w którym zastali inwentarz żywy i różne niezbędne maszyny rolnicze oraz płody rolne. Z zasiedlenia najwięcej zapewne zadowolone były Niemki. W domu zastały wszystko, co tylko potrzebne było w prowadzeniu gospodarstwa domowego, a więc przede wszystkim świeżą żywność, pościel, bieliznę, odzież, a było tego wszystkiego bardzo wiele ((Cz. Kosiński, Ten, który przetrwał [w: ] Czas przeszły – ciągle obecny…, s. 103. )).

Masowe wysiedlenia wywoływały opór społeczeństwa polskiego. W Kraju Warty unikano wysiedlenia przez wcześniejsze opuszczanie domostw i przebywanie u rodziny bądź u znajomych w tej samej, albo innej miejscowości. W okresie letnim ukrywano się w lesie albo na polu w zbożu. Było to możliwe dzięki rozszyfrowaniu ustalonego schematu podejmowanego przez władze hitlerowskie przy organizowaniu wysiedleń (oznaczanie domów przeznaczonych dla osadników niemieckich oznaczało, że niebawem dotychczasowi ich mieszkańcy zostaną z nich wypędzeni) ((Cz. Łuczak, Wstęp [w: ] Wysiedlenie i poniewierka…, s. 31.)). Schwytanym osobom ukrywającym się przed wysiedleniem groziło zesłanie do obozu koncentracyjnego.

Po przymusowym pozostawieniu i oddaniu całego niemal dobytku wysiedlani Polacy stawali się nędzarzami. Jeśli nawet udało im się spakować i zabrać część z posiadanych wartościowych przedmiotów dających przynajmniej możliwość przeżycia przez pewien czas na wygnaniu to i tak często nie udawało się ich przewieźć do Generalnej Guberni. Konfiskacie ulegały już najczęściej podczas pierwszych rewizji w obozach przesiedleńczych, dokąd trafiali wyrzuceni ze swoich mieszkań ((M. Rutowska, Lager Glowna…, s. 27.)). W obozie tymczasowym oczekiwali oni kilka dni albo nawet kilkanaście tygodni na sformowanie transportu. Zdarzało się, ze wysiedlone osoby pozostawały kilka dni i kilka nocy na otwartej przestrzeni w złych warunkach atmosferycznych.

              Wysiedlony do Generalnej Guberni Romuald Kempf tak wspomina transport: Stłoczeni i zgnębieni ruszyliśmy w nieznane. Wagony były pozamykane. Żandarmi nie pozwolili nawet na postojach podać trochę wody, choć jechało z nami wiele dzieci ((R. Kempf, Zanim przyszła wolność, [w:] Wysiedlenie i poniewierka…, s. 214- 215.)).

              Umieszczone w obozach przesiedleńczych osoby wywożono stopniowo do Generalnego Gubernatorstwa specjalnymi konwojowanymi przez policję pociągami. Przeważnie transport wysiedlonych odbywał się wagonami towarowymi, bardzo rzadko wagonami osobowymi.  Czas transportu trwał najczęściej kilka dni, z częstymi postojami, na których jednak ludność nie była wypuszczana z wagonów. Przedłużanie się czasu trwania transportu wynikało niekiedy ze skierowania go do nieodpowiedniej miejscowości, albo z odmowy przyjęcia wysiedlonych przez lokalne władze. Warunki transportu urągały przeważnie wszelkim zasadom humanitaryzmu ((Cz. Łuczak, Wstęp [w:] Wysiedlenie i poniewierka…, s. 15.)). Wysiedleni odbywali „podróż” do Generalnej Guberni stłoczeni ponad miarę w nieogrzewanych, zakratowanych drutem kolczastym pociągach. Podróżowali w okropnym ścisku, całą drogę przebywali na stojąco. Podczas srogiej zimy 1939/1940 r., kiedy temperatury osiągały -30 stopni, wysiedlonym dokuczało przenikliwe zimno, natomiast wiosną i latem cierpieli z powodu upału, pragnienia oraz braku powietrza Wysiedleni odbywali podróż najczęściej bez choćby minimalnego zapasu żywności a także wody pitnej. Zamknięci w wagonach ludzie potrzeby sanitarne zmuszeni byli załatwiać wewnątrz wagonu. Sceny wyciągania po otwarciu wagonów w miejscu przeznaczenia transportu zwłok, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu osób nie należały do rzadkości ((Ibidem, s. 15.)).

              Wreszcie osłabieni, przemoczeni, głodni doszliśmy do pociągu. Były to wagony towarowe, w kącie było kilka bochenków chleba. Zapełnili nami wagony, zaryglowali drzwi i bardzo wolno wywieźli w nieznane. (…) W zatłoczonym wagonie brak było powietrza. Pamiętam, jak w naszym kątku szukałam choć jakiejś szpary, bo nie było czym oddychać. Mdleliśmy w tym zaduchu, nie było gdzie się załatwić. Nie pomógł wstyd, trzeba było załatwiać swoje potrzeby wobec wszystkich. Gdy już nas dowieźli do końcowej stacji powstał wielki krzyk. (…) Furmankami rozwieziono nas  po wioskach. My trafiliśmy do wsi Nakory, gm. Krześlin, pow. Siedlce ((I. Andrzejewska, Gehenna tułacza [w: ] Czas przeszły – ciągle obecny…, s. 42. )).

            Napływ setek tysięcy wysiedlonych do Generalnej Guberni pogorszył sytuację aprowizacyjną tego okręgu, obciążonego przez władze hitlerowskie kontyngentami żywnościowymi oraz bezwzględnie eksploatowanego gospodarczo. Doszczętnie ograbionych wysiedleńców przyjmowała pod swoją opiekę miejscowa ludność. Udzielała im pierwszej, spontanicznej i bezinteresownej pomocy. Przyjmowała gościnnie w swych domach, dzieliła się żywnością oraz organizowała bezpłatną pomoc lekarską. Sytuację wysiedlonych trafnie scharakteryzowała Bożena Niemirowska-Szczepańczyk: Nasz status stałych mieszkańców Nadola związany był z przydomkiem „wysiedleńcy”. A to znaczyło, ludzie, którym zabrano wszystko, co mieli, ludzie żyjący kątem w obcym domu i do tego bez widoków znalezienia pracy, którą dotychczas wykonywali. Zamieszkaliśmy w domu gospodarza Ignacego Szczegielnika. Była to tylko jedna izba, bez podłogi, pieca i urządzeń sanitarnych. Ta część domu, w której zamieszkała nasza rodzina, była jeszcze nie wykończona i nie przystosowana do przebywania w niej zimą. Nie była ogacona, jak reszta domu, stąd też trudno było utrzymać w niej właściwą temperaturę. Udało nam się jednak zdobyć piecyk żelazny, tzn. „kozę” i niezbędne do niej rury. Dodam i to, że w izbie naszej nie było żadnych mebli. My też nie przywieźliśmy ze sobą nic, co możnaby zaliczyć do kategorii sprzętu domowego. Ale litościwy gospodarz, bo jako przyzwoity człowiek nie mógł postąpić inaczej, dał słomę do spania, trochę drewna na opał, zrobił z żerdzi jakieś prycze do spania, jakieś siedziska oraz niby-stół ((B. Niemirowska-Szczepańczyk, Koszmarne przeżycia [w: ] Czas przeszły – ciągle obecny…, s. 40. )).

            Na podzielonych i okupowanych ziemiach polskich, każdy z okupantów realizował własną, często zbieżną politykę demograficzną. Obydwaj okupanci dokonywali wielkich akcji wysiedleńczych ludności polskiej.

Masowe przymusowe wysiedlenia Polaków do Generalnego Gubernatorstwa były elementem polityki demograficznej zmierzającej do stworzenia miejsc osadniczych dla przesiedleńców niemieckich z Rosji Radzieckiej, Besarabii, krajów nadbałtyckich, przenoszonych w ramach akcji: „Heim ins Reich” do Kraju Warty. Przez wysiedlenia zamierzano także pozbawić społeczeństwo polskie jego przywódców.

            Prowadzona na terenie Kraju Warty w latach 1939-1945 polityka germanizacji przejawiała się m. in. w wysiedleniach, przesiedleniach oraz rugach ludności polskiej, które według szacunków objęły ponad 600 tysięcy osób. Zmiana warunków wojennych zadecydowała o zaprzestaniu wysyłania transportów do Generalnej Guberni. W ich miejsce zwiększyła się ilość transportów osób wysyłanych na przymusowe roboty do Rzeszy.

            Wysiedlenie oznaczało nie tylko utratę dorobku całego życia, czasem oznaczało także śmierć. Nieludzkie warunki panujące w obozach przesiedleńczych, punktach zbornych, podczas transportu do Generalnej Guberni są stałym elementem wspomnień wysiedlonych. Ich gehenna nie kończyła się w momencie przyjazdu do Generalnej Guberni. Nędzarze przybyli z Kraju Warty tylko dzięki pomocy miejscowych byli w stanie przeżyć. Gdy tylko zaistniały warunki do powrotu (po przetoczeniu się frontu), wysiedleni jak najprędzej powracali do swoich domów. W większości przypadków zastawali je zdewastowane, z porozkradanym wyposażeniem albo zburzone, jako „poniemieckie”. Powracający z wysiedlenia znów musieli organizować swoje życie od początku.

            Celem mojego opracowania nie była próba dania kolejnego przykładu martyrologii narodu polskiego. Myślę wszakże, że wobec przedstawionego wyżej obrazu losów wysiedlonych Wielkopolan, oburzać muszą próby zrównywania ich z tzw. „wypędzeniem” ludności niemieckiej po II wojnie światowej, jakie pojawiają się w publicystyce, ale niestety także nauce niemieckiej. Przygnębiające są obserwacje Ewy Thompson o daleko idącej kolonizacji, traktowanych jako prowincje małych i finansowo słabych historiografii krajów Europy Środkowowschodniej i Wschodniej  przez bogate i silne zachodnie nauki historyczne. Choć w niewielkim zakresie, starałam się moim opracowaniem, przeciwstawić się tym tendencjom ((E. Thompson, Postmodernizm, pamięć, logo centryzm. [w:] (Nie)obecność. Pominięcia i przemilczenia w narracjach XX wieku, edited by Hanna Gosk and Bożena Karwowska (Warsaw: ELIPSA, 2008). )).

Maria Guzek

Bibliografia:

Źródła:

  1. 1.      Czas przeszły – ciągle obecny. Tułaczka. Historia, wspomnienia, dokumenty, red. J. Baranowski, R. Bonisławski, Łódź 2004.  
  2. 2.      Proces Artura Greisera przed Najwyższym Trybunałem Narodowym, Główna Komisja Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, Warszawa 1946.
  3. Wysiedlenie i poniewierka 1939- 1945. Wspomnienia Polaków wysiedlonych przez okupanta hitlerowskiego z ziem polskich ‘wcielonych’ do Rzeszy, wybór i oprac. R. Dyliński, M. Flejsierowicz, S. Kubiak, Poznań 1974.

Opracowania:

  1. Eberhardt P.,  Migracje polityczne na ziemiach polskich (1939-1950), Poznań 2010.
  2. Górczyńska-Przybyłowicz B., Prześladowania i zagłada Żydów pod rządami nazistów w Kraju Warty, [w: ] „Przegląd Zachodni” 2009, nr 2
  3.  Hürter J., Narodowosocjalistyczny reżim okupacyjny i rasistowska wojna eksterminacyjna na Wschodzie, [w: ] Stiftung Haus der Geschicshte der Bundesrepubkik Deutschland, Bonn 2007.
  4. Janowicz Z., Ustrój administracyjny ziem polskich wcielonych do Rzeszy niemieckiej 1939-1945: tzw. okręgi Kraju Warty i Gdańska – Prus Zachodnich, Poznań 1961.
  5. Jastrzębski W., Hitlerowskie wysiedlenia z ziem polskich wcielonych do Rzeszy 1939-1945, Poznań 1968
  6. Łuczak Cz., Polityka ludnościowa i ekonomiczna hitlerowskich Niemiec w okupowanej Polsce, Poznań 1979.
  7. Madajczyk Cz., Generalplan Ost. w: „Przegląd Zachodni 1955 nr 1-2.
  8. Marczewski J., Hitlerowska koncepcja polityki kolonizacyjno-wysiedleńczej i jej realizacja w „Okręgu Warty”, Poznań 1979.
  9. Nawrocki S., Czarny E., Okres okupacji hitlerowskiej [w :] Dzieje Jarocina, red. Cz. Łuczak, Poznań 1998.
  10. Rutowska M., Lager Glowna. Niemiecki obóz przesiedleńczy na Głównej w Poznaniu dla ludności polskiej 1939-1940, Poznań 2008.
  11. Rutowska M., Niemieckie wysiedlenia i przesiedlenia ludności na okupowanych ziemiach polskich (1939-1945), [w: ] Historia i pamięć: masowego przesiedlenia 1939-1945-1949, IZ Policy Papers, nr 1, Poznań 2009.
  12. Rutowska M., Obóz przesiedleńczy w Cerekwicy (październik-grudzień 1939). Wysiedlenia ludności polskiej z powiatu jarocińskiego do Generalnego Gubernatorstwa w latach II wojny światowej, w: „Zapiski Jarocińskie” 2005 nr 1.
  13. Rutowska M, Wysiedlenia ludności polskiej z Kraju Warty do Generalnego Gubernatorstwa 1939-1941, Poznań 2003.
  14. Szulc W., Hitlerowski aparat wysiedleńczy w Polsce. Sylwetki głównych jego „działaczy”, Warszawa 1973.
  15. Szymański A., Hitlerowskie wysiedlenia Polaków z ziemi pleszewskiej i jarocińskiej w latach 1939-1945, Pleszew 2006.
  16. Thompson E., Postmodernizm, pamięć, logocentryzm [w: ] (Nie)obecność. Pominięcia i przemilczenia w narracjach XX wieku, Warszawa 2008.
  17. Walczak M., Wielkopolska konspiracja oświatowa, Warszawa 1972.
  18. Wippermann W., Jak dalece nowoczesny był „Generalplan Ost”? Tezy i antytezy,

[w: ] Nazizm, Trzecia Rzesza a procesy modernizacji, wybór i oprac. H. Orłowski, Poznań 2000.

  1. Zwangsumsiedlung, Flucht Und Vertreibung 1939-1959. Atlas zur Geschichte Ostmitteleuropas, Bonn 2010.

21. http://www.sfvv.de/sites/default/files/downloads/koncepcja_sfvv_2012.pdf, dostęp z dn. 02.03.2013 r.

Autor: Maria Niestrawska

Maria Niestrawska - Absolwentka Wydziału Historycznego Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu ze specjalnością turystyka historyczna i animacja historii. Jej zainteresowania badawcze skupiają się na historii II Rzeczypospolitej oraz historii II wojny światowej, ze szczególnym uwzględnieniem okupacji Wielkopolski oraz wysiedleń ludności polskiej. Pracownik Muzeum Literackiego Henryka Sienkiewicza w Poznaniu Oddział Biblioteki Raczyńskich.