Kategorie
1918-1939

Skrzydlata obrona – William „Billy” Mitchell i jego wizja organizacji sił powietrznych – część 2

Część 1 artykułu

Główną osią zainteresowań Mitchella było jednak lotnictwo wojskowe. Organizacji tej formacji i wyszkoleniu jej członków poświęcił wiele miejsca w swojej pracy. Gdzie nie ma wizji, tam naród ginie – ten cytat z Biblii towarzyszył mu jako motto tych rozważań((Ibidem, s. 97. Where there is no vision, the people perish. Księga Przysłów 29, 18. Tłumaczenie z angielskiego oryginału naszym zdaniem lepiej oddaje sens cytatu. W polskim tłumaczeniu fragment brzmi: Gdzie nie ma widzenia, naród się psuje. Prz 29, 18; Pismo święte Starego i Nowego Testamentu, Poznań 1991, s. 731. Redakcja wydania opatrzyła werset przypisem, wyjaśniającym, iż w oryginale odnosił się on do widzenia proroczego. Nie mamy podstaw, by podejrzewać gen. Mitchella o zdolności profetyczne, nie można mu zaś odmówić wizjonerskiego i nowatorskiego myślenia. )). Najważniejsza była sprawa podporządkowania sił lotniczych: w tym kluczowym momencie Stany Zjednoczone stoją w obliczu dwóch alternatyw: rozwoju w ich aeronautycznej organizacji i konsolidacji ich działalności powietrznych pod jednym odpowiedzialnym kierownictwem lub (…) podzielone pomiędzy inne służby, których główne działania są dalekie od aeronautyki(( B. Mitchell, op. cit., s. 97.)). Billy Mitchell oczywiście był zwolennikiem tego pierwszego rozwiązania. Jego argumenty dotyczyły różnych sfer. Najpierw sięgał do kwestii finansowych, podkreślając różnice między lotnictwem, a innymi rodzajami sił zbrojnych. Miało ono być użyteczne również w czasie pokoju – każdy cywilny samolot mógł być szybko przekształcony w razie potrzeby w wojskowy, to samo odnosiło się też do pilotów czy mechaników. Rząd, na przykład, w czasie pokoju powinien utrzymywać tylko niewielki procent swojej siły powietrznej w wojskowej służbie czynnej; reszta może być użyta w cywilnych zadaniach przez większą część roku i zgromadzona każdego roku na około miesiąc do przeprowadzenia manewrów i szkolenia wojskowego((Ibidem, s. 98.)). Następnie znów wracał do kwestii zwalczania marynarki wojennej. Pisał: skuteczność potencjału powietrznego przeciwko okrętom podwodnym jest prawdopodobnie mniejsza, niż przeciwko jakiemukolwiek innemu celowi (…) najlepszym atakiem przeciwko nim jest zniszczenie ich baz i magazynów paliwa((Ibidem, s. 99. )). Wraz z podkreślaniem zalet okrętów podwodnych szła jednocześnie krytyka pancerników i innych jednostek nawodnych – były one nieproporcjonalnie drogie w stosunku do ich możliwości. Budowa pancerników była sensowna tylko dla krajów morskich, takich jak Wielka Brytania, czy Japonia, inne zaś (np. USA) nie powinny w ten sposób rozpraszać swoich wysiłków militarnych((Ibidem, s. 97-101.)).
Mitchell obronę państwa dzielił na 4 etapy. Pierwszym było utrzymanie spokoju wewnętrznego, umożliwiającego swobodną produkcję zbrojeniową. Zatroszczyć się o to miały siły lądowe, stacjonujące w kraju oraz lotnictwo, chroniące przed napadami powietrznymi przeciwnika. Drugi etap to obrona wybrzeży i granic. Komponenty realizujące te zadania były identyczne, siłom powietrznym przypadało niszczenie wrogich płatowców oraz okrętów. Kolejny krok to kontrola transportu morskiego. W tym wypadku generał akcentował znaczenie lotnictwa i okrętów podwodnych. Ostatnią fazą była walka ofensywna prowadzona za morzami i oceanami – może to zostać przeprowadzone głównie pod osłoną potencjału powietrznego, w asyście okrętów podwodnych i sił lądowych (…) w przyszłości, nawodne transporty eskortowane przez okręty wojenne (…) nie będą mogły zaistnieć w obliczu przeważających sił powietrznych. Tylko gdy zostanie wprowadzona pełna dominacja w powietrzu, to inwazja zamorska (…) będzie mogła zostać przeprowadzona((Ibidem, s. 102.)). Analiza użycia niemieckich okrętów podwodnych w czasie Wielkiej Wojny doprowadziła autora do uznania je za niezwykle wartościowe. Ich ataki torpedowe, ostrzał z dział pokładowych czy stawianie min przynosiły wiele strat Entencie, a zwalczanie tych jednostek angażowało dużo większe zasoby ludzkie, niż po stronie niemieckiej. Były też dużo tańsze w utrzymaniu niż okręty nawodne. Co ciekawe, w zastosowaniu rozpoznawczych urządzeń hydroakustycznych nie widział zagrożenia dla tych jednostek, lecz szansę na ich rozwój – miały one sprawdzać się najlepiej właśnie na zanurzonych okrętach. Podsumowując ten wywód pisał: działania floty w starym znaczeniu mogą nigdy więcej już nie wystąpić((Ibidem, s. 109.)). Wierzył też w użycie okrętów podwodnych w charakterze lotniskowców((Ibidem, s. 101-109.)).
Pancerniki były jego zdaniem skazane na zniknięcie z pola walki. Wyliczał, iż koszt jednego takiego okrętu jest równy kosztowi budowy 4000 samolotów. Gdyby Stany Zjednoczone zrezygnowały ze swojej floty jednostek tego typu, można by wytworzyć 72 tysiące płatowców. Poza tym budowa i utrzymywanie odpowiednich instalacji portowych generowała kolejne koszty. Użycie aeroplanów do obrony wybrzeży było zdaniem Amerykanina dużo tańsze, pozwalało też na rezygnację z nadbrzeżnych baterii artyleryjskich, czy kosztownego zaplecza infrastrukturalnego marynarki wojennej. Aby lotnictwo rozwijało się w odpowiedni sposób, konieczne było uzyskanie niezależności budżetowej od tradycyjnych rodzajów sił zbrojnych. Równie ważna była kwestia wyszkolenia personelu. Mitchell z przerażeniem zauważał, że niemal połowa śmiertelnych wypadków w siłach zbrojnych USA w czasie pokoju dotyczy członków służby lotniczej. Aby zniwelować te niekorzystne statystyki konieczne było stworzenie nowego, osobnego systemu szkolenia, edukacji i rezerw. Za szczególnie istotne uważał oddanie rozwoju całego lotnictwa w ręce jednej, doświadczonej osoby. Idea ta często przewijała się na kartach jego dzieła, można więc przypuszczać, że ambitny generał widział siebie na tej pozycji. Był gotów ewentualnie przyjąć odmienne rozwiązanie – skupienie całej władzy nad wojskiem w jednym departamencie, a nie w osobnych wydziałach odpowiedzialnych za poszczególne rodzaje sił zbrojnych. Skutek miał być podobny – równoprawność lotnictwa z marynarką wojenną i siłami lądowymi. Mitchell ponownie powoływał się w tym wypadku na przykład brytyjski, czyli powołanie osobnego ministerstwa lotnictwa. Obejmowało ono swoimi kompetencjami zarówno kwestie militarne, jak i cywilne. Generał podziwiał też brytyjskie siły powietrzne, zarządzane przez ludzi wierzących w rosnące znaczenie samolotów w przyszłości. Skutkiem działalności tych struktur miały być też zmiany w innych rodzajach sił zbrojnych, np. budowa potężnych lotniskowców dla marynarki. Nie szczędził też pochwał pod adresem Francji. Jej lotnictwo uznawał za najwspanialsze na świecie. Choć podlegało ono wciąż armii, to za jego rozbudowę odpowiedzialny był specjalny departament. Doceniał też rozwiązania włoskie czy nawet szwedzkie. Oczywiście jego zdaniem za tymi przykładami powinny podążyć Stany Zjednoczone. Cytował też raport Rady Obrony Narodowej z 1919 roku. Nawoływał on do podjęcia zmian systemowych, umożliwiających utrzymanie dystansu w kwestii lotnictwa za szybko rozwijającymi się krajami europejskimi. Należało do nich powołanie osobnej agencji rządowej, zajmującej się tymi sprawami – co pokrywało się z oczekiwaniami autora Skrzydlatej Obrony((Ibidem, s. 109-119.)).

Autor: Damian Zieliński

Damian Zieliński - Doktorant w Zakładzie Historii Powszechnej XIX i XX wieku IH UAM. Laureat Nagrody im. Kazimierza Tymienieckiego za najlepszą pracę magisterską obronioną w Instytucie Historii UAM w roku akademickim 2012/2013 (tytuł rozprawy: Paul Emil von Lettow-Vorbeck – biografia). Interesuje się historią Niemiec i Afryki w XIX i XX wieku oraz teorią wojskowości.