Kategorie
1918-1939

Skrzydlata obrona – William „Billy” Mitchell i jego wizja organizacji sił powietrznych – część 2

W każdym państwie powinny jednocześnie funkcjonować 3 typy danego samolotu – jeden w linii, drugi, nowocześniejszy w produkcji i jeden w formie projektu, przewyższającego dwa modele poprzedzające go. Bombowce miały przenosić dwie torpedy lub inne pociski przeciwokrętowe, lub jedną potężną bombę. Uzbrojenie mogło być też zastąpione przez zbiorniki paliwa, montowane w celu tankowania samolotów eskorty po przygodnym lądowaniu. Maszyny te mogły też służyć w charakterze transportowców. Stosunek liczebny płatowców pościgowych do bombowych powinien wynosić 2:1. Generał nie był pewien, co do przyszłych losów aeroplanów szturmowych. O wyniku wojen miały rozstrzygać przecież naloty bombowe, a nie wspieranie wojsk lądowych na ziemi. Widział dla nich jednak miejsce w starciach z przeciwnikami stojącymi na niskim poziomie rozwoju technicznego. Ataki powinny przeprowadzać w formacjach liczących 100 maszyn, oraz ze wsparciem pościgowców((Ibidem, s. 184-190.)).
Konstrukcja przyszłych samolotów miała być wyłącznie metalowa. Byłoby to ułatwieniem przy hangarowaniu i składowaniu ich pod chmurką. Aeroplany miały trzymać takie wyposażenie, by mogły realizować swoje zadania niezależnie od warunków pogodowych i pór roku. Mitchell był przeciwnikiem państwowego przemysłu aeronautycznego, uważał bowiem, iż jest on bardziej kosztowny i mniej innowacyjny od cywilnych konstruktorów. Przy zamówieniach na nowe maszyny konieczny był pewien łańcuch decyzyjny. Lotnicy mieli określić, jakie samoloty są im potrzebne, zespoły inżynierskie sił powietrznych miały przełożyć te pragnienia na język techniczny i opracować warunki konkursu. W tym zaś powinni uczestniczyć cywilni konstruktorzy, a organy państwa odpowiadałyby jedynie za wybór najlepszej koncepcji i gratyfikację dla zwycięzców. Po wykonaniu kilku prototypów miał odbyć się drugi konkurs, tym razem decydujący o wyborze prywatnej fabryki, w celu produkcji masowej płatowca. Warunki miały być tak ułożone, by premiować jakość i doświadczone zakłady, a nie najtańszą ofertę. Pod żadnym pozorem o wynikach przetargu nie mogli decydować politycy(( Ibidem, s. 190, 193-195.)).
Poza zakupem samych samolotów, konieczne było też utworzenie rezerw sprzętowych i materiałowych, zarówno w głębi kraju, jak i przy linii frontu. Aby system logistyczny był wydajny, liczba typów samolotów powinna być jak najmniejsza. Mitchell ubolewał nad sytuacją amerykańskiego przemysłu lotniczego w czasie I wojny światowej, kiedy to zaniedbania władz doprowadziły do konieczności zakupu aeroplanów w Europie((Ibidem, s. 195-198.)). Za najlepsze podsumowanie jego argumentacji może posłużyć ten cytat: Bez naszych własnych możliwości zaopatrzenia w nowoczesne samoloty (…) nie możemy, jako naród, podjąć żadnych niezależnych kroków pomiędzy wielkimi mocarstwami (…) ponieważ zawsze będziemy poddani ich kontroli, tak jak to było w ostatniej wojnie((Ibidem, s. 198.)).
Według Williama Mitchella doświadczenia historyczne pokazały, iż jedynym sposobem zniszczenia wrogiego lotnictwa jest zmuszenie go do walki w powietrzu i pokonanie. Jeśli narzucenie inicjatywy nie było możliwe, należało walczyć nad własnym terytorium z użyciem dział i ckm-ów przeciwlotniczych oraz eskadr samolotów pościgowych. Najpierw trzeba było jednak wykryć wrogie samoloty. Służyć temu mogły naziemne systemy lokacyjne, ale generał powątpiewał w ich skuteczność. Tak samo negatywnie zapatrywał się na stawianie balonów zaporowych. W przyszłości ataki naziemne miały być dokonywane bombami szybującymi i powietrznymi torpedami, a samoloty-nosiciele dzięki temu mogły pozostawać poza zasięgiem wrogiej artylerii. Generał uważał, że opieranie obrony przeciwlotniczej jedynie na instalacjach naziemnych jest pozbawione sensu. Musiały je wspierać samoloty rozpoznawcze, wypatrujące wrogich maszyn. Stanowiska obserwacyjne powinny być połączone w jedną sieć łączności, a główny ciężar walk, także nocnych, miał spadać na barki samolotów pościgowych. Posterunki miały być rozstawione aż na 150 mil od bronionego obszaru, reflektory przeciwlotnicze winny działać w grupach po 30-50 urządzeń, a całością obrony miał kierować jeden dowódca. Powinien on mieć dużą tablicę (…) wykonaną jak mapa, pokazująca szczegółowo każdą część obszaru obrony (…) pod mapą powinien być zamontowany system lamp elektrycznych, tak żeby łatwo pokazywać kierunek lotu, prędkość, ilość i typ wrogich samolotów((Ibidem, s. 210.)). Trudności w efektywnym użyciu artylerii przeciwlotniczej wynikały zdaniem autora z braku punktu odniesienia na niebie oraz z nietrafnego obliczenia wysokości i prędkości wrogich aeroplanów. Pisał: jedyną obroną przeciw samolotom, jest uderzyć prędzej na przeciwnika, tak daleko od domu, jak to tylko możliwe. Pomysł obrony kraju przed atakiem lotniczym z ziemi, przy pomocy karabinów maszynowych i dział przeciwlotniczych jest absolutnie niezdolny do przeprowadzenia((Ibidem, s. 213.)). Jak widać, lotnictwo było dla niego najlepszym środkiem zwalczania wrogich aeroplanów((Ibidem, s. 199-213.)).

Autor: Damian Zieliński

Damian Zieliński - Doktorant w Zakładzie Historii Powszechnej XIX i XX wieku IH UAM. Laureat Nagrody im. Kazimierza Tymienieckiego za najlepszą pracę magisterską obronioną w Instytucie Historii UAM w roku akademickim 2012/2013 (tytuł rozprawy: Paul Emil von Lettow-Vorbeck – biografia). Interesuje się historią Niemiec i Afryki w XIX i XX wieku oraz teorią wojskowości.