Kategorie
XX i XXI wiek

Walki Uliczne Stefana Roweckiego – podręcznik walki w mieście czy rzecz o tłumieniu rewolucji?

Same granaty ręczne powinny być jednym z głównych środków bojowych. Za jeszcze bardziej śmiercionośną broń uważał Rowecki miotacze ognia. Były one szczególnie destrukcyjne dla psychiki i morale rebeliantów, ale z ich użyciem wiązało się ryzyko wywołania pożarów. Dużą wagę przykładał autor do maskowania ruchów wojsk zaporami dymnymi. Umożliwiały one skryte podejście pod kluczowe punkty oporu przeciwnika, ale też zdezorientowanie tłumu. Jak bowiem pisał: każdy z uczestników rozruchów, nie widząc całej masy zbuntowanych (…) będzie się czuł jakgdyby odosobniony i pozostawiony samemu sobie(( Ibidem, s. 31.)). Rowecki zalecał też użycie gazów bojowych, ale jedynie tych drażniących i łzawiących. Miały one budzić przestrach wśród buntowników i zmusić ich do ucieczki(( Ibidem, s. 29-32.)).
Przyszły „Grot” wyraźnie zaznaczał, iż do tłumienia zamieszek lepiej jest użyć nawet zbyt wielu żołnierzy. Niewielka liczba wojskowych miała bowiem prowokować tłum do podejmowania działań ofensywnych. Autor wysoko oceniał niemieckie rozwiązania oddziałów kombinowanych, składających się z kompanii piechoty, plutonu ckm-ów, oddziału moździerzy, plutonu artylerii i oddziału saperów. Również sowieckie doświadczenia wskazywały na konieczność tworzenia mieszanych oddziałów, wspieranych samochodami pancernymi((Ibidem, s. 33-34.)).
Dowodzenie akcją, gdy już zostanie przekazane w ręce wojskowe, powinno być jednolite – wszystkie władze administracyjne i siły porządkowe na danym terenie miały podporządkować się głównodowodzącemu. Miała to być osoba dynamiczna, zdecydowana, ale równocześnie spokojna, najlepiej o znanym powszechnie nazwisku. Miał on swobodnie podejmować decyzje, nieskrępowany naciskami władz politycznych i przełożonych. Specyfika walk w mieście wymagała sporej samodzielności od dowódców niższego szczebla. Z powodu trudności w koordynacji działań i łączności, często byli zdani tylko na siebie(( Ibidem, s. 36-39.)).
Analizując dowództwo sił rebeliantów, autor wspominał: jeśliby nawet przygotowano potajemnie aparat dowództwa, to brak zgrania i opanowania tak nieuchwytnych, zbrojnych szeregów, jakimi są tłumy, lub grupy zbuntowanych, nie pozwoli na stworzenie sprawnego i panującego nad biegiem wypadków dowództwa(( Ibidem, s. 39.)). Dodatkowym problemem dla buntowników jest fakt demokratycznego wybierania przywódców tworzących się spontanicznie grup, co powodowało ich ciągłą zależność od swych podwładnych. Brakowało też odpowiedniej hierarchii służbowej i karności. Poza tym śmierć takiego wodza była zwykle potężnym ciosem dla morale powstańców(( Ibidem, s. 39-40.)).
W zakresie pozyskania informacji o położeniu przeciwnika, dowódca miał korzystać z podległych mu służb cywilnych, oraz z własnego aparatu wywiadowczego. Konieczne było rozpoznanie nastrojów politycznych mieszkańców, stanu instalacji użytku publicznego, poznanie dowódców rebeliantów, ale i rozmieszczenia kluczowych budynków w okolicy. Rowecki polecał stworzenie siatki rezydentów w terenie, odpowiedzialnych za zbieranie i przekazywanie informacji. Do tego ostatniego zadania prócz gołębi pocztowych, przeznaczał kobiety i dzieci, które jak sądził, z łatwością będą pokonywać linie przeciwników. W przypadku przesłuchiwania ludności cywilnej zalecał zwracanie uwagi na pochodzenie społeczne i poglądy polityczne informatorów. Gdyby nie udało się uzyskać pomocy miejscowych elit (lekarze, księża, nauczyciele, kupcy, urzędnicy państwowi), to należało się ograniczyć do przepytania kobiet i dzieci. Autor najwyraźniej wierzył w ich bezstronność(( Ibidem, s. 41-47, 51-52.)).
Choć Rowecki wciąż podkreślał, jak niekorzystnie warunki miejskie wpływają na łączność, to zauważał też zalety takiego terenu. Wojsko mogło bowiem korzystać z cywilnej sieci telefonicznej i telegraficznej. Dlatego jednym z najważniejszych zadań dla oddziałów pacyfikacyjnych było jak najszybsze zdobycie głównej centrali telefonicznej w mieście. Z propagandowego punktu widzenia istotne było też zajęcie lokalnej rozgłośni radiowej(( Ibidem, s. 49-51.)).
Głównodowodzący akcją nie może zapominać o zaopatrzeniu swoich oddziałów w żywność. Przymierający głodem żołnierze są bowiem podatni na agitację rewolucyjną i mogą dołączyć do buntowników. Istotne było zaprowadzenie blokady miasta – armia będzie mogła korzystać z dostaw zewnętrznych, a powstańcy (wraz z mieszkańcami) w końcu przejedzą zapasy. Ważne ze względów propagandowych było również przygotowanie opieki medycznej, szczególnie dla cywilów. Istotne było też przeciwdziałanie epidemiom, których siedliskiem mogły łatwo stać się oblężone miasta((Ibidem, s. 54-57.)).
Polski teoretyk wyraźnie zaniepokojony był możliwością prowadzenia działań dywersyjnych na tyłach sił pacyfikacyjnych. Dlatego postulował wprowadzenie w całym mieście surowego zakazu otwierania okien, oraz nakazu pozostawienia otwartych drzwi. Miało to uniemożliwić nagłe ostrzeliwanie wojska z budynków, oraz ich łatwą inspekcję. W wypadku wspierania rewolucjonistów przez ludność miejscową, konieczne było jej chwilowe wysiedlenie poza obszar miasta, a nawet do przygotowanego uprzednio obozu koncentracyjnego((Należy zauważyć, iż wówczas określenie „obozy koncentracyjne” było neutralne aksjologicznie. Nie kojarzyły się one z nazistowskimi obozami, których czas miał dopiero nadejść. Utożsamiano je z miejscem internowania, zbiórki, koncentracji właśnie, ludności cywilnej. Koncepcja ta pochodziła z czasów drugiej wojny burskiej (1899-1902) i została pierwszy raz kompleksowo zastosowana przez Brytyjczyków wobec ludności afrykanerskiej.)). Zalecał jednak przeprowadzanie takich działań w jak najbardziej ograniczonym zakresie(( Ibidem, s. 57-58.)).
Interwenci powinni zadbać o przychylność cywilów. Należało ich informować o podejmowanych działaniach np. o godzinie policyjnej czy o konieczności oddania broni. Ułatwić te zadania miało powołanie specjalnej komórki prasowej, odpowiedzialnej za kontakty z mediami. Wojsko powinno przeprowadzić akcję rozbrojenia cywilów i organizacji z posiadanej legalnie broni palnej. Przeszukiwania prywatnych posesji powinny mieć miejsce wczesnym rankiem, tak, by zaskoczyć mieszkańców(( Ibidem, s. 59-63.)).
Szczególnie ważne miało być zabezpieczenie kluczowych obiektów użyteczności publicznej w mieście, takich jak elektrownia, gazownia czy stacja wodociągów. Armia powinna je osłaniać, by uchronić przed sabotażem i tym samym umożliwić mieszkańcom normalne funkcjonowanie. Poza tymi obiektami dużą uwagę należało poświęcić zajęciu istotnych obiektów infrastruktury komunikacyjnej, takich jak dworce kolejowe(( Ibidem, s. 64-66.)).
Szczególnej uwagi wymagała sprawa poruszanie się wojska w ogarniętym rozruchami mieście. Maszerujące w szyku bojowym kolumny powinny być jak najbardziej samodzielne, ponieważ specyficzne warunki obszaru zurbanizowanego utrudniały łączność między nimi i wzajemne wsparcie. Do zadań straży przedniej należało wysyłanie patroli w boczne ulice, przylegające do osi marszu kolumny. Po jej przejściu patrole te miały dołączyć do straży tylnej. Pododdziały te nie miały poruszać się równolegle do samej kolumny, lecz jedynie blokować drogi z obu jej flank. Pozwalało to chronić ją z tych kierunków niewielkim kosztem. Główne zagrożenie dla maszerujących to strzelcy ukryci na górnych piętrach budynków. Dlatego najliczniejszą część kolumny mieli stanowić żołnierze, poruszający się jeden za drugim, chodnikami po obu stronach ulicy. Ich zadaniem było obserwowanie przeciwległych budynków i odpowiadanie ogniem w razie potrzeby. Straż przednią dzielił Rowecki na szpicę i grupę uderzeniową, utrzymujące dystans 50-100 metrów między sobą. W straży przedniej powinny znajdować się rkm-y lub lkm-y z obsługą. Siły główne miały maszerować w odstępie 100-300 metrów. Poruszające się środkiem ulicy działa, ckm-y, moździerze i wozy osłaniała piechota, zajmująca pozycje po bokach. Organizacja straży tylnej wyglądała podobnie jak analogicznego pododdziału na czele kolumny. W sprzyjających warunkach należało też wystawić patrole poruszające się po dachach zabudowań(( Ibidem, s. 67-71.)).
W przypadku nawiązania kontaktu ogniowego, walkę prowadzić miała jedynie straż przednia i strzelcy-obserwatorzy, poruszający się wzdłuż murów. Zadaniem reszty kolumny było kontynuowanie marszu i szukanie osłony. Umożliwiać to miał ogień zaporowy karabinów maszynowych i moździerzy, kierowany na wykryte stanowiska przeciwnika(( Ibidem, s. 71.)).
W przypadku zetknięcia z tłumem protestujących wojsko powinno zachować dystans 30-50 metrów od nich, by zapobiec przemieszaniu szyków i próbom rozbrojenia. W przypadku zbliżania się ich, należało wydać dwukrotnie ostrzeżenie, a następnie zagrozić użyciem broni. Najpierw powinno sięgnąć się po gaz łzawiący lub drażniący oraz broń białą, a dopiero gdy to nie zda egzaminu, otworzyć ogień. Rowecki, wzorując się na rozwiązaniach niemieckich, zdecydowanie odradzał oczekiwanie na oddanie pierwszych strzałów przez protestujących. Moment ten powinien nastąpić po wspomnianych trzech ostrzeżeniach: tłum musi sobie zdawać sprawę z tego, że groźba nie jest czczem słowem i zarządzenia dowódcy oddziału wojskowego muszą być bezwzględnie i niezwłocznie wykonane(( Ibidem, s. 75.)). Poza tym: pod żadnym pozorem nie wolno używać ślepych naboi lub strzelać w górę. To tylko ośmiela tłum i powoduje lekceważenie siły wojska. Z chwilą użycia broni mierzyć celnie; bardzo skuteczny okazał się ogień w nogi(( Ibidem, s. 75.)). W działaniach tych piechocie mogły towarzyszyć wozy pancerne, korzystanie z kawalerii należało ograniczyć do wczesnych etapów zamieszek(( Ibidem, s. 71-75.)).
Oczyszczanie placów miejskich również wymagało użycia specjalnej taktyki. Żołnierze nie powinni otaczać ich koncentrycznie, lecz wchodzić do akcji tylko z jednego kierunku, by dać protestującym możliwość ucieczki. Wojsko miało zająć najwyższe budynki i umieścić tam stanowiska ckm-ów oraz utworzyć czworobok, spychający protestujących z placu. Po zajęciu terenu zabezpiecza się go ustawiając blokady i posterunki na drogach wylotowych z placu. Na 150-200 metrów przed nimi konieczne jest wystawienie znaków ostrzegających przed zbliżaniem się do pozycji. Podobnie w rozważaniach Roweckiego wygląda oczyszczanie ulic z protestujących(( Ibidem, s. 77-80.)).

Autor: Damian Zieliński

Damian Zieliński - Doktorant w Zakładzie Historii Powszechnej XIX i XX wieku IH UAM. Laureat Nagrody im. Kazimierza Tymienieckiego za najlepszą pracę magisterską obronioną w Instytucie Historii UAM w roku akademickim 2012/2013 (tytuł rozprawy: Paul Emil von Lettow-Vorbeck – biografia). Interesuje się historią Niemiec i Afryki w XIX i XX wieku oraz teorią wojskowości.