Kategorie
XX i XXI wiek

Walki Uliczne Stefana Roweckiego – podręcznik walki w mieście czy rzecz o tłumieniu rewolucji?

Autor rozpoczął zasadniczą część swoich rozważań od zanalizowania fenomenu rozruchów ulicznych. Inspirował się nie tylko opracowaniami o charakterze militarnym, sięgał też do Psychologii Tłumu Gustava Le Bona, znanego francuskiego socjologa. Podpułkownik stwierdzał, iż zamieszki zawsze poprzedzone są stopniowym pogarszaniem się nastrojów określonych mas ludzkich i ich radykalizacją. Wyjaśniał, iż nawet rozsądni ludzie poddawani wpływowi tłumu przestają zachowywać się racjonalnie i tracą swą indywidualność. Pisał: gdy ta „wola tłumu” ogarnie wszystkich, tłum przeobraża się w ślepy i dziki motłoch, którego opanowanie możliwe jest tylko przez zdecydowane, szybkie i bezwzględne działanie siły zbrojnej((Ibidem, s. 72.)). Dlatego władze powinny starać się nie dopuścić do zbierania się tłumów, by zdusić protesty w zarodku. Rowecki wyróżniał dwa sposoby wywiązania się rozruchów i walk zbrojnych: spontaniczny, rodzący się z manifestacji i starć z policją, oraz zamach na legalne władze, przygotowany w konspiracji. W przypadku zagrożenia komunistycznego za bardziej groźny uznawał ten drugi, gdyż znał rozważania teoretyczne sowieckich sztabowców w tym zakresie. Za główną broń rewolucjonistów uznawał propagandę, której zadaniem było wpłynięcie na tłumy oraz rozbicie spójności i obniżenie morale wojska. Autor podkreślał, iż: jak uczą (…) studia i doświadczenia sowieckie zdemoralizowanie oddziałów wojska i policji jest niemal podstawowym warunkiem powodzenia przygotowanej rewolucji(( Ibidem, s. 3.)). Dowództwo buntu jego zdaniem było jednym ze słabszych ogniw dotychczasowych rewolt. Brakowało mu planów, odpowiedniego zaplecza w postaci sztabu i zaopatrzenia oraz łączności. W większości przypadków dochodziło do walk pojedynczych grup rewolucjonistów, które nie potrafiły koordynować swych działań i wzajemnie się wspierać. O ile początkowe fazy zamieszek mogły być pod pewną kontrolą ich prowodyrów, to po umasowieniu protestów tracili oni jakikolwiek wpływ na zrewoltowane tłumy. Umożliwiało to, jego zdaniem, łatwiejsze stłumienie zamieszek(( Ibidem, s. 1-4, 72-73.)).
Polski oficer wyraźnie akcentował konieczność przejęcia dowodzenia nad całą akcją pacyfikacyjną przez wojsko, o ile dojdzie już do jego użycia. Kluczowym warunkiem dla powodzenia takich działań, było rozwinięcie własnej, rządowej akcji propagandowej. Rowecki wyróżniał trzy rodzaje zamieszek: pierwszym były rozruchy spontaniczne, wynikłe na skutek stopniowej radykalizacji tłumów podczas walk z siłami porządkowymi. Drugi przypadek dotyczyć miał lepiej zmotywowanych, wyposażonych i uzbrojonych rewolucjonistów, jego źródłem były konspiracyjne przygotowania, lub opieszałość sił bezpieczeństwa, które dawały się rozbrajać manifestantom. Jako ostatnie wyróżnił zamieszki wzniecone przez zbuntowaną część sił zbrojnych, dobrze wyszkolonych i wyposażonych. Stosownie do charakterystyki rozruchów wyróżnił też sposoby ich zwalczania. W pierwszym przypadku sugerował zadawanie możliwie jak najmniejszych strat demonstrantom, podobnie jak uszanowanie własności prywatnej. Pacyfikacja powinna jednak być bezwzględna i zdecydowana, by jak najszybciej zakończyć zamieszki. W drugim wypadku stłumienie rozruchów powinno odbyć się przy jak najmniejszym zadaniu strat i szkód ludności, nie biorącej udziału w buncie(( Ibidem, s. 6.)). Ostatni zaś wariant to po prostu normalna bitwa, przeniesiona w warunki rewolucyjnych walk w mieście, bitwa, której celem będzie zupełne rozbicie przeciwnika, chociażby do kompletnego jego zniszczenia(( Ibidem, s. 6.)). W każdym z przypadków zalecał rygorystyczne oddzielenie armii od ludności cywilnej, tak by agitatorzy nie mogli wpływać swą propagandą na żołnierzy(( Ibidem, s. 5-7.)).
Kwestia pewności wojska była zdaniem autora niezbędnym warunkiem do rozpoczęcia samej akcji pacyfikacyjnej. Sugerował on użycie oddziałów pochodzących z innych części kraju, złożonych z żołnierzy nie znających miejscowej ludności. Aby ułatwić im poruszanie się w mieście, konieczne było przydzielenie do nich oficera łącznikowego z lokalnego garnizonu. Zdaniem Roweckiego, jeśli dowódca nie miał pełnego przekonania co do morale swoich podwładnych, to lepiej było wycofać się poza miasto i chwilowo je utracić, niż zaryzykować przejście żołnierzy na stronę demonstrantów((Ibidem, s. 7-8.)).
Przed przystąpieniem do interwencji, głównodowodzący powinien przede wszystkim rozpoznać sytuację. W przypadku chwiejnych postaw rebeliantów zalecał postawienie im ultimatum i żądanie udzielenia odpowiedzi w sprawie kapitulacji. Gdyby powstańcy urośli już w siłę, wtedy konieczne mogło okazać się zaatakowanie ich z zaskoczenia, bez negocjacji(( Ibidem, s. 8-9, 13-14.)).
Kluczowym fragmentem rozważań polskiego oficera była analiza charakteru terenu zurbanizowanego, na podstawie której zbudował swe postulaty w zakresie taktyki. Obszary miejskie wyróżniały się swą specyfiką, utrudniającą obserwowanie przeciwnika, komplikującą dowodzenie, łączność, użycie artylerii i lotnictwa i samo poruszanie się wojska. Wysokie budynki dawały możliwość obserwowania i pokrycia ogniem znacznych obszarów, rzeki zaś stanowiły naturalną barierę dla walczących stron. Wielkomiejskie, kamieniczne zabudowania (podał przykłady Paryża, Berlina, czy Warszawy) przypominać miały warunki obszarów górskich. Podobnie jak w górach, w nowoczesnych miastach skuteczna mogła być jedynie artyleria stromotorowa, a drogi przemarszu wojsk były ściśle ograniczone. Co za tym idzie, niezbędne było utrzymanie najważniejszych ulic – linii komunikacyjnych, (…) placów lub skrzyżowań ulic, to jest węzłów komunikacyjnych((Ibidem, s. 12.)). Zdaniem przyszłego „Grota” wielkie miasta mogły najłatwiej stać się zarzewiem walk rewolucyjnych. Charakterystyczne dla nich było ograniczenie ulic z dwóch stron pionowymi ścianami domów, dodatkowym mankamentem były podziemne instalacje, takie jak kanały czy tunele kolejowe. Dzięki nim obrońcy mogli utrzymywać łączność, ale też dokonywać niespodziewanych wypadów na tyły przeciwnika. Jak pisał: w wielkich miastach nowoczesnych znajduje się pod ziemią jakgdyby drugie miasto, więc walka o nie będzie się toczyła analogicznie do tej, która rozgrywać się będzie na powierzchni((Ibidem, s. 13.)). Jak widać, słowa te okazały się prorocze w odniesieniu do powstania warszawskiego, choć autor odwoływał się już do niemieckich doświadczeń walk ze spartakusowcami w Berlinie z 1919 roku((Ibidem, s. 11-13.)).
Odnosząc się do ogólnej charakterystyki działań w mieście, porównywał je z walkami fortecznymi, gdzie toczyły się zmagania o każdy skrawek muru lub część budynku(( Ibidem, s. 14.)). Miały one być bardzo zacięte, długotrwałe, a co za tym idzie: nacierający musi stopniowo i bardzo powoli zdobywać dom za domem, kompleks budynków za kompleksem, co wymaga bardzo długiego czasu i wielkich ofiar((Ibidem, s. 14.)). Choć warunki starć różniły się znacznie od walk polowych, to miały obowiązywać w nich te same zasady taktyki – tylko natarcie mogło przynieść zwycięstwo. Dlatego wojsko powinno jak najszybciej uderzyć na zbuntowanych, nie dając im ani chwili czasu na zorganizowanie się, powinno niezwłocznie zgnieść i rozbić ich, a tem samem stłumić rozruchy(( Ibidem, s. 16.)). Podpułkownik sugerował rozpoczęcie ataku o świcie, gdy niedoświadczonych obrońców opuści czujność. Pomimo trudności w ich użyciu, powinno się zastosować na szeroką skalę bronie techniczne (artylerię, broń pancerną i chemiczną czy samoloty), tak by zyskać przewagę nad obrońcami i ograniczyć ofiary w ludziach. Rowecki kategorycznie nakazywał unikanie starć nocnych, by nie pogorszyć jeszcze i tak słabych warunków obserwacji i łączności na polu walki. Akcentował też konieczność przygotowania wojska do akcji gaśniczych, pożary były bowiem w terenach miejskich ogromnym zagrożeniem, zarówno dla obrońców, jak i nacierających(( Ibidem, s. 14-19.)).
Dalszą część swych rozważań polski oficer poświęcił użyciu poszczególnych rodzajów sił zbrojnych w warunkach miejskich. Najważniejszym z nich miała być piechota. Jej pododdziały, nawet pojedyncze drużyny i sekcje miały być w stanie wykonać większość zadań w tym terenie. W miarę potrzeby należało wzmacniać je karabinami maszynowymi, moździerzami i pojedynczymi armatami. Najbardziej korzystną organizacje miały według niego pododdziały niemieckie, gdzie pojedyncze sekcje grenadierów i fizylierów były związane dowództwem dopiero na poziomie plutonu. Dawało to jego dowódcy większą swobodę użycia poszczególnych jednostek. Zdaniem podpułkownika lkm-y i rkm-y miały odgrywać większą rolę w tych walkach niż ckm-y, gdyż obszar zabudowany nie pozwalał wykorzystać przewagi zasięgu tych ostatnich. Piechurzy powinni być wyposażeni w pistolety maszynowe, granaty ręczne i noże, karabiny powtarzalne były zbyt nieporęczne w warunkach miejskich. Rola koni miała być zmniejszona do absolutnego minimum, tabory miały być jak najmniejsze, a ckm-y i moździerze przetaczać musieli sami żołnierze. Do utrzymania łączności wystarczyć powinni kolarze i samochody. Karabiny maszynowe i moździerze w miarę możliwości należało montować na ciężarówkach(( Ibidem, s. 20-21, 34.)).
Podpułkownik bardzo sceptycznie odnosił się do niemieckich instrukcji, zalecających nieskrępowane użycie ciężkiej artylerii w walkach miejskich – uważał to rozwiązanie za niehumanitarne i narażające ludność cywilną na niepotrzebne straty. W wyjątkowych sytuacjach polecał użycie artylerii stromotorowej, prowadzącej ogień z dużej odległości. Chętniej widział za to pojedyncze działa i moździerze przydzielane do pododdziałów piechoty. Miały one niszczyć punkty oporu nieprzyjaciela oraz umożliwiać wybicie otworów w murach i ścianach budynków. Ich trakcję również mieli stanowić sami żołnierze, lub samochody ciężarowe((Ibidem, s. 21-23.)).
Kawaleria mogła być używana jedynie na samym początku zamieszek, gdy tłum jeszcze nie zdążył odpowiednio się zorganizować. Jak pisał Rowecki: w dzisiejszych walkach ulicznych kawaleria nie może bowiem odegrać żadnej roli (…) ograniczone do ulic pole działania, bruki, ślizganie się koni, szczególnie w razie polania bruków (…) wodą mydlaną, naftą, oliwą, łatwość spłoszenia koni i wywołania paniki, niemożność ich ukrycia, trudności furażowania – wszystko to są powody, dla których kawalerji nie powinno się przeznaczać do działań (…) w mieście(( Ibidem, s. 23-24.)).
Lotnictwo w terenie zurbanizowanym służyć mogło jedynie do rozpoznania i zrzucania ulotek propagandowych. Z powodu niewielkiej celności bombardowań, nadawały się one jedynie do atakowania całych dzielnic miasta(( Ibidem, s. 24-25.)).
Poważne zadania stawiał Rowecki przed saperami. Mieli oni działać w niewielkich patrolach, przydzielanych do poszczególnych pododdziałów piechoty i torować drogę piechurom, wysadzając zabarykadowane wejścia, okna, oraz wybijając otwory w murach. W przypadku obrony, mieli odpowiadać za przygotowanie fortyfikacyjne budynków i barykadowanie ulic(( Ibidem, s. 25-26.)).
Istotną rolę odgrywać miały również pojazdy pancerne, szczególnie ze względu na brak odpowiedniej broni i umiejętności ich zwalczania wśród buntowników. Pociągi pancerne nie powinny brać bezpośredniego udziału w walkach, a jedynie zabezpieczać dworce i linie kolejowe. Samochody pancerne stanowiły poważną siłę bojową, ale konieczne było ich ostrożne użycie. Wąskie ulice nie sprzyjały manewrom, ważny był odpowiedni kąt podniesienia uzbrojenia, tak by ostrzeliwać górne kondygnacje budynków. Należało używać ich jedynie wraz z wspierającą piechotą, tak by nie stały się łatwym łupem dla ukrytych w budynkach obrońców. Najlepiej, by wchodziły do walki parami, aby wzajemnie się wspierać, a użycie ich na danym odcinku miało być krótkotrwałe. Autor zauważał, że czołgi mogą odgrywać podobną rolę, a dodatkowo mają lepsze własności trakcyjne. Jednak hałas przesuwających się po twardym podłożu gąsienic uniemożliwiał atak z zaskoczenia. Do obrony przed bronią pancerną służyć miały, prócz artylerii, patrole uzbrojone w wiązki granatów ręcznych czy kostki materiałów wybuchowych. Poza tym, obronę bierną zapewniały barykady i rowy sporządzone w poprzek ulic(( Ibidem, s. 26-28.)).

Autor: Damian Zieliński

Damian Zieliński - Doktorant w Zakładzie Historii Powszechnej XIX i XX wieku IH UAM. Laureat Nagrody im. Kazimierza Tymienieckiego za najlepszą pracę magisterską obronioną w Instytucie Historii UAM w roku akademickim 2012/2013 (tytuł rozprawy: Paul Emil von Lettow-Vorbeck – biografia). Interesuje się historią Niemiec i Afryki w XIX i XX wieku oraz teorią wojskowości.