Kategorie
Nowożytność

Sobieski wielkim dowódcą był? Bitwa pod Mątwami, wojskowa porażka Jana Sobieskiego.

            O godzinie ósmej nad ranem odbyła się rada wojenna, na której postanowiono przeprawić wojska królewskie na drugą stronę rzeki, gdzie znajdowały się wrogie oddziały ((A. Haratym, dz. cyt., s. 210.)). Tak śmiała decyzja mogła być podjęta pod wpływem błędnych informacji na temat ukształtowania terenu, który oddzielał wrogie armie. Dowództwo armii królewskiej błędnie bowiem uważało, że pomiędzy zwolennikami Jana Kazimierza a wojskiem Lubomirskiego znajdowały się dwie przeprawy, a nie jedna ((Tamże, s. 210.)). Gdyby tak faktycznie było, to pomysł regalistów miał duże szanse powodzenia. Król zamierzał bowiem opanować przeciwległy brzeg i utworzyć tam silny przyczółek. Dlatego postanowiono wysłać na drugi brzeg całą dragonię, w celu usypania szańców. Był jednak drugi minus tego planu – większość żołnierzy tej formacji nie posiadała bowiem szpadli ((W. Kłaczewski, Jerzy…, s. 265 oraz W. Majewski, dz. cyt., s. 67-70.)).

Poza tym, podczas przeprawy nikt nie pomyślał o ustaleniu dowództwa nad przeprawiającymi się oddziałami. To w końcu musiało doprowadzić do pewnego chaosu wśród pozbawionej kierownictwa armii królewskiej. Pojawiająca się na drugim brzegu Noteci jazda Sieniawskiego i Sobieskiego nie zdając sobie sprawy z ukształtowania terenu posuwała się dalej. Napierana przez następne chorągwie w końcu znalazła się przed dragonią ((W. Kłaczewski, Jerzy…, s. 265 oraz W. Majewski, dz. cyt., s. 70.)).

            Manewr królewski został zauważony przez przeciwnika. Rokoszanie zaalarmowani przez dowódcę przedniej straży (Zarudnego) zaczęli gromadzić się w pobliżu rzeki ((W. Majewski, dz. cyt., s. 68-70.)). Kiedy zauważono, że konnica znalazła się przed piechotą postanowiono wykorzystać tę sytuację. Jeden z dowódców skonfederowanego wojska, Józef Borek, dał rozkaz do ataku ((W. Kłaczewski, Jerzy…, s. 265.)).

            Nagłe pojawienie się mas jazdy na wzgórzu było zaskoczeniem dla królewskich. Zjeżdżanie ze wzniesienia zwiększyło znacznie impet szarży rokoszan. […] Jazda królewska, zaskoczona i spychana impetem przeciwników, po krótkiej obustronnej strzalaninie rzuciła się w dzikiej panice do ucieczki, tratując w centrum własną dragonię, nie mogącą strzelać, aby nie razić swoich, część jej zresztą miała zamoczone w czasie przeprawy lonty ((W. Majewski, dz. cyt., s. 71.)). Jan Sobieski podczas bitwy w ogóle nie potrafił zapanować nad całością oddziałów, którym udało się przeprawić. W ogóle podczas samego ataku hetman polny znajdował się na tyłach swoich oddziałów ((wspominano już, że podczas przeprawy armia królewska nie była kierowana przez żadnego dowódcę. Jazda pod dowództwem Sobieskiego pojawiła się po drugiej stronie Noteci dopiero po przeprawieniu się tam dragonii. )). Jego działania nie przyniosły większego powodzenia, jednak to dzięki postawie marszałka wielkiego część oddziałów królewskich zdołała się wycofać ((W. Kłaczewski, Jerzy…, s. 266 oraz A. Haratym, dz. cyt., s. 215.)).

            Przyczyn klęski oddziałów królewskich w bitwie pod Mątwami było kilka ((Wymieniam je za Mirosławem Nagielskim, zob.: M. Nagielski, dz. cyt., s. 299.)). Po pierwsze, przerzucenie własnych sił przez przeprawę bez dokładnego rozpoznania jak daleko od niej znajdował się przeciwnik. Dalej, mylna informacja o istniejących rzekomo dwóch przeprawach, podczas gdy tak naprawdę istniała tylko jedna, na dodatek bardzo wąska. Po trzecie, brak wyznaczonego dowódcy, który kierowałby oddziałami przeprawiającymi się na drugi brzeg Noteci. Wreszcie, błędne ustawienie oddziałów królewskich, co w konsekwencji przyczyniło się do stratowania przez jazdę własnej dragonii. Poza tym, nie należy zapominać o szybkości działań rokoszan, zajmowaniu przez nich dogodnego terenu do obrony oraz wykorzystaniu błędów oddziałów królewskich, o których wyżej wspomniano ((W. Majewski, dz. cyt., s. 77.)).

            Klęska wojskowa, a także polityczna ((Rokosz Lubomirskiego w dość dużym stopniu przyczynił się do tego, że stronnictwo dworskie musiało zrezygnować ze swoich planów reformatorskich.)), stronnictwa dworskiego stała się faktem. Osiemnaście dni po bitwie pod Mątwami (31 lipca) rokoszanie zawarli ugodę z królem, która ostatecznie zakończyła rokosz.

***

            Jeżeli natomiast chodzi o ocenę postawy Jana Sobieskiego w bitwie pod Mątwami, to kwestia ta wydaje się być dość skomplikowana. Z jednej strony można stwierdzić, że hetman polny tak naprawdę nie miał większego wpływu na przebieg działań wojennych w czasie trwającej wówczas wojny domowej. Wspominano już o tym, że pomysły i propozycje Sobieskiego były konsekwentnie odrzucane przez króla oraz Stanisława Potockiego (ówczesnego hetmana wielkiego koronnego). Chęć szybkiego rozprawienia się Sobieskiego z przeciwnikiem, za pomocą samej jazdy, a później piechoty i artylerii, która miała dołączyć na pole bitwy, nie znajdowała akceptacji wśród pozostałych dowódców.

            Z drugiej jednak strony, nie wolno zapominać, że podczas samej bitwy przyszły monarcha był najwyższym dowódcą. Jako hetman polny (pod nieobecność króla oraz Potockiego), to on faktycznie dowodził armią koronną i powinien odpowiadać za przebieg walki.

            Dodatkowo, Sobieskiemu zarzuca się błędy taktyczne podczas samej bitwy. Zbyt późna przeprawa hetmana polnego miała przyczynić się do złego ustawienia jazdy, co w konsekwencji doprowadziło do stratowania dragonów przez własną konnicę ((A. Haratym, dz. cyt., s. 215.)).

            Problematyczna wydaje się być również kwestia decyzji o przeprawie armii królewskiej na drugą stronę Noteci ((Więcej na ten temat, zob.: W. Majewski, dz. cyt., s. 87-90.)). Powszechnie uważa się, że decyzję taką podjął Jan Kazimierz za namową Sobieskiego ((Uważa tak nawet Zbigniew Wójcik, autor biografii Jana III Sobieskiego, w której pozytywnie ocenia on postać polskiego monarchy, zob.: Z. Wójcik, Jan Kazimierz…, s. 201-202.)). Hetman polny w liście do swojej żony Marii Kazimiery informował ją jednak, że w żadnym wypadku nie namawiał króla do przeprawy przez Noteć, zaznacza jednak, że nie należał także do przeciwników tego planu. Z relacji samego Sobieskiego wynikałoby więc, że w tej kwestii hetman pozostawał obojętny ((Jan III Sobieski, Listy do Marysieńki, oprac. L. Kukulski, Warszawa 1970, s. 147.)). Hetman polny był także oskarżany za klęskę mątewską przez rokoszan. Nie należałoby jednak do tych skarg przywiązywać zbyt dużej wagi, biorąc pod uwagę to, że Sobieski był przez zwolenników Lubomirskiego powszechnie znienawidzony. Przyczyną tego było piastowanie przez przyszłego króla urzędów odebranych wcześniej eks-marszałkowi. Co ciekawe jednak, odpowiedzialnością za przeprawę Jan Kazimierz obciążał właśnie Sobieskiego.

            Trudno więc z całą pewnością stwierdzić czy to hetman polny był głównym pomysłodawcą przeprawy. Biorąc jednak pod uwagę, że to Sobieskiemu właśnie najbardziej zależało na jak najszybszym rozprawieniu się z przeciwnikiem, można zaryzykować stwierdzenie, że hetman polny poparł plan przeprawienia się na drugi brzeg rzeki. Operacja ta miała przecież doprowadzić do bezpośredniego starcia między zwalczającymi się obozami. Jeżeli nawet Sobieski nie był gorącym zwolennikiem tego pomysłu, to z drugiej strony nie należał też to jego przeciwników, o czym sam wspomina w swojej korespondencji. Winą za nieznajomość terenu, na którym prowadzono działania wojenne, należałoby więc również obarczyć marszałka wielkiego.

            Podsumowując, Sobieskiemu na początku kariery hetmańskiej przyszło się zmierzyć z wymagającym przeciwnikiem. Jerzy Sebastian Lubomirski był wybitnym dowódcą i tylko jego antykrólewska postawa w ostatnich latach życia doprowadziła do tego, że eks-marszałka nie wymienia się obecnie w panteonie polskich dowódców staropolskich. Przywódca rokoszu, w czasie zbrojnego konfliktu z Janem Kazimierzem, zdawał sobie sprawę ze swoich słabości, dlatego przyjął taktykę tak zwanego tańca gonionego. Co prawda, nie dowodził on w decydującej bitwie wojny domowej, ale to najprawdopodobniej za jego sprawą wybrano wygodny do obrony teren, który w znaczący sposób wpłynął na losy bitwy ((W. Majewski, dz. cyt., s. 77. )).

            Z kolei dowódcy stronnictwa dworskiego na tle Lubomirskiego prezentowali się mizernie. Jan Kazimierz był bardziej zwolennikiem prowadzenia wojny na sposób zachodni. Cechowała więc go powolność działań, a jako dowódca jazdy polskiej nie prezentował większych zdolności ((Tamże, s. 62.)). Stanisław Rewera Potocki w czasie wojny miał już ponad 80 lat, w starciu z mobilnym, ze zdecydowanym oddziałem Lubomirskiego nie wydawało się, aby efektywnie sprawował swoją funkcję. Jedynie Sobieski przedstawiał się spośród całego dowództwa najbardziej obiecująco. Był zwolennikiem zdecydowanych działań wobec eks-marszałka, które mogły przynieść sukces regalistom. Ostatecznie jednak jego pomysły nie były akceptowane.

            Należy więc stwierdzić, że winę za wojskową porażkę armii królewskiej w czasie rokoszu ponosi król oraz hetmani. Jana Kazimierza oraz Potockiego nie stać było na zdecydowane działania podczas wojny domowej. Jan Sobieski, z kolei w czasie decydującej bitwy był najwyższym dowódcą. To on w takim razie odpowiadał za wynik starcia. Poza tym, dowódcy armii królewskiej nie postarali się o dokładne rozpoznanie terenu, na którym miało dojść do bitwy. Błąd ten w dużej mierze przyczynił się do porażki regalistów. Dodatkowo, Jan Sobieski nie zapanował nad ustawieniem armii, która przeprawiła się na drugą stronę Noteci. Stratowanie dragonii przez jazdę, to skutek złego działania hetmana polnego.

            Nie ulega wątpliwości, że Jan Sobieski był wielkim dowódcą. Na poparcie tej tezy wystarczy tylko wspomnieć jego zwycięstwa spod Chocimia i Wiednia. Jednak początek jego hetmańskiej kariery do najłatwiejszych nie należał. Debiut Sobieskiego jako samodzielnego dowódcy także nie był udany. Klęska pod Mątwami to w dużej mierze wina hetmana polnego. Jednak doświadczenie, jakie zdobył w starciu ze zdolniejszym w owym czasie żołnierzem, z całą pewnością wpłynęło na ukształtowanie wojskowych zdolności przyszłego monarchy. Śmiało więc można stwierdzić, że Jan Sobieski, obok Jana Karola Chodkiewicza, Stanisława Żółkiewskiego, Stefana Czarnieckiego i Jerzego Sebastiana Lubomirskiego należał do najwybitniejszych siedemnastowiecznych hetmanów Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Szymon Dranikowski

Bibliografia:

Źródła drukowane:

Jan III Sobieski, Listy do Marysieńki, oprac. L. Kukulski, Warszawa 1970.

Jemiołowski M., Pamiętnik dzieje Polski zawierający (1648-1679), oprac. J. Dzięgielewski, Warszawa 2000.

Pasek J.Ch., Pamiętniki, oprac. R. Pollak, Warszawa 1989.

Volumina Legum, wyd. J. Ohryzko, t. IV, Petersburg 1859.

Opracowania:

Haratym A., Jan Sobieski jako hetman polny koronny (maj 1666 – luty 1667 r.), w: Staropolska sztuka wojenna w XVI-XVIII wieku, red. M. Nagielski, Warszawa 2002.

Kłaczewski W., Jerzy Sebastian Lubomirski, Wrocław 2002.

Korzon T., Dola i niedola Jana Sobieskiego, t. I, Kraków 1898.

Leczyk M., Wojskowy przebieg rokoszu J. Lubomirskiego, „Biuletyn Wojskowej Akademii Politycznej”, Historia I, R. 4 (1958), nr 2.

Majewski W., Bitwa pod Mątwami, „Studia i Materiały do Historii Wojskowości” 7 (1961), nr 1.

Nagielski M., Druga wojna domowa w Polsce: z dziejów polityczno-wojskowych Rzeczypospolitej u schyłku rządów Jana Kazimierza Wazy, Warszawa 2011.

Płaza S., Rokosz Lubomirskiego, Kraków 1994.

Sasanka P., U źródeł kariery Jana Sobieskiego, „Wiadomości historyczne” 1-2 (2003), nr 1.

Wójcik Z., Jan Kazimierz Waza, Wrocław 2004.

Wójcik Z., Jan Sobieski 1629-1696, Warszawa 1983.

Autor: Szymon Dranikowski

Szymon Dranikowski - absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu im.Adama Mickiewicza, specjalność historia nauczycielska. Jego zainteresowania badawcze obejmują dzieje Rzeczypospolitej Obojga Narodów za panowania dynastii Wazów.