Kategorie
1918-1939

Skrzydlata obrona – William „Billy” Mitchell i jego wizja organizacji sił powietrznych – część 1

Do osiągnięcia zakładanych przez niego celów potrzebny był czas i odpowiednie zasoby ludzkie – piloci, mechanicy, inżynierowie czy wreszcie robotnicy fabryczni. Aby skutecznie rozwijać potencjał powietrzny Mitchell postulował wyznaczenie w całym kraju szlaków powietrznych, przeznaczonych dla cywilnych i wojskowych samolotów. Jak pisał: w przyszłości zobaczymy lotnictwo handlowe obok militarnego, jedno będące bezpośrednim wsparciem dla drugiego, oba używające tych samych szlaków lotniczych, tych samych urządzeń nawigacyjnych(( Ibidem, s. 32.)). Drogi te miały być wyposażone w naziemną łączność radiową, umożliwiającą kontakt i naprowadzanie samolotów oraz sieć lądowisk i punktów tankowania. Poza tym konieczne było utworzenie służby meteorologicznej, zdolnej do tworzenia 36 godzinnych prognoz pogodowych, po to, by móc ostrzec pilotów przed nadchodzącą burzą czy mgłą. Oprócz zysków finansowych, takie przedsięwzięcie miało na celu ukazanie potęgi lotnictwa i jego możliwości. Zdaniem Mitchella miało to udowodnić, iż jest ono zdolne przejąć na siebie główny ciężar obrony kraju. Kolejnym krokiem powinno być rozwinięcie możliwości latania nad zbiornikami wodnymi oraz w nocy. Nie można było też zapominać o skonstruowaniu nowoczesnych celowników bombardierskich i uzbrojenia. Amerykanie, według autora, posiadali najbardziej niezawodny na świecie silnik lotniczy – Liberty. Zgromadzili też w czasie wojny duże zapasy wyposażenia lotniczego, którego nie zdążono użyć w walce. Mitchell najbardziej cenił jednak amerykański personel lotniczy, który wychwalał w dość pompatycznym stylu. Wszystkie te elementy miały zagwarantować zrealizowanie założonego przez niego celu((Ibidem, s. 31-35.)).
Podwaliny pod ten system położone zostały już w 1919 roku, kiedy to zorganizowano szlak powietrzny z Nowego Jorku do San Francisco. Miał on lądowiska położone co 50 mil i porty lotnicze co 200 mil, wszystkie połączone telegrafem lub telefonem. Pierwszy przelot grup 30 samolotów w obie strony cieszył się ogromnym zainteresowaniem społeczeństwa, a zwycięzca pokonał trasę w 24 godziny. Bezpośrednim skutkiem tego wydarzenia było utworzenie na tej transkontynentalnej trasie poczty lotniczej, którą Mitchell uważał za najlepszą na świecie. Podkreślał on też, że większość wypadków, do których doszło podczas pionierskiego przelotu na tej trasie, dotyczyła pilotów nie mających doświadczenia wojennego. Podsumowując, stwierdzał: nasze osiągnięcia przyniosły wiele owoców. Były obserwowane przez obce narody nawet dokładniej, niż przez nasz rząd, a lekcje z nich starannie przyswojone (…) w ten sposób zapłaciliśmy w wielkim stopniu za pionierstwo i eksperymenty, z których inni (…) wyciągnęli zyski((Ibidem, s. 37.)). Po udowodnieniu, że możliwy jest przelot nad kontynentem amerykańskim, podjęto próbę lotu do Azji. W 1920 roku zespół kapitana Streetta w składzie 3 samolotów przeleciał z Nowego Jorku, przez Kanadę, do miasta Nome na Alasce. Stamtąd Amerykanie mogli dolecieć do Azji w ciągu półtorej godziny, ale nie podjęto takiej próby ze względu na brak stosunków dyplomatycznych pomiędzy USA i Rosją(( Ibidem, s. 35-38.)).
Generał pisał także o próbie zakupienia wielkiego sterowca w Niemczech. Maszyna ta miała posłużyć do przeprowadzania różnych testów, na czele z użyciem go jako powietrznego lotniskowca, przenoszącego na pokładzie samoloty. Głównym jego zainteresowaniem pozostawało jednak zwalczanie okrętów z powietrza. Prace koncepcyjne wykazały, że najsłabiej opancerzonym fragmentem kadłuba statku jest jego dno. Mitchell i jego współpracownicy uznali, że bezpośrednie uderzenie bombą w pokład okrętu nie jest konieczne, wystarczy jej eksplozja pod wodą, blisko niego. Fala uderzeniowa i wysokie ciśnienie miało zniszczyć nieopancerzone dno lub uszkodzić systemy kondensacji i śruby, a co za tym idzie, uniemożliwić napędzanie jednostki. Dla przetestowania tych założeń skonstruowano specjalne zapalniki, detonujące bomby pod wodą i użyto ich próbnie na wodach zatoki Chesapeake. Wyniki testów pozwoliły Mitchellowi jesienią 1920 roku zwrócić się do Kongresu z oświadczeniem, iż możliwe jest zatopienie w ten sposób każdego istniejącego, lub zbudowanego w przyszłości okrętu. Sekretarz marynarki wojennej wyśmiał te twierdzenia i stwierdził, że podczas takiej próby jest gotów stać na mostku bombardowanego okrętu. Kongres jednak postanowił poprosić prezydenta o wyznaczenie okrętów do przeprowadzenia takiego testu. USA przejęły po I wojnie światowej część niemieckiej floty, postanowiono więc sięgnąć po te zasoby – wybór padł m.in. na pancernik Ostfriesland. Mitchell nie chciał się zgodzić na osadzenie okrętu aż 75 mil od wybrzeża, by nie utrudniać zadania lotnikom, ale opór dowództwa marynarki był zbyt silny. Poza tym uznano, iż test powinien odbyć się na głębokich wodach, po to by symulować realne warunki wojenne. Bazą samolotów zostało Langley Field w Virginii, utworzono też na potrzebę prób specjalny związek taktyczny – 1. Tymczasową Brygadę Powietrzną. Jej główną siłę uderzeniową stanowiły ciężkie bombowce Martin NBS-1((Ibidem, s. 38-46.)).

Autor: Damian Zieliński

Damian Zieliński - Doktorant w Zakładzie Historii Powszechnej XIX i XX wieku IH UAM. Laureat Nagrody im. Kazimierza Tymienieckiego za najlepszą pracę magisterską obronioną w Instytucie Historii UAM w roku akademickim 2012/2013 (tytuł rozprawy: Paul Emil von Lettow-Vorbeck – biografia). Interesuje się historią Niemiec i Afryki w XIX i XX wieku oraz teorią wojskowości.