Kategorie
XX i XXI wiek

Ardeny 1944 – szybowce na ratunek Bastogne – część 1

Samoloty C-47 należące do 435. Grupy Transportowej USAAF. Ta właśnie grupa zainicjowała celne zrzuty zaopatrzenia dla Bastogne.Fot. Kolekcja autora (autorstwo nieznane)
Samoloty C-47 należące do 435. Grupy Transportowej USAAF. Ta właśnie grupa zainicjowała celne zrzuty zaopatrzenia dla Bastogne.
Fot. Kolekcja autora (autorstwo nieznane)

Nad Bastogne samoloty „pathfinderskie” wpadły w intensywny ostrzał przeciwlotniczy. C-47 ppłk. Croucha został trafiony, ale nie zestrzelony. Mimo sporej dziury w kadłubie samolot zachował pełną sprawność i Crouch przeszedł do lotu koszącego nad wierzchołkami drzew, aby oderwać się od ognia niemieckich dział przeciwlotniczych 88 mm. Z lotu koszącego wzniósł samolot tylko na wysokość wymaganą do prawidłowego wypełnienia czaszy spadochronowej. W tej chwili zespół Jake’a McNiece’a wyskoczył nad Bastogne około godziny 9.37. Drugi C-47 pilotowany przez por. Lionela Wooda również pomyślnie przedarł się przez niemiecki ogień przeciwlotniczy. Z samolotu tego wyskoczyła dziesiątka „pathfinderów” pod dowództwem por. Shrable’a D. Williamsa. Obie grupy spadochroniarzy natychmiast rozstawiły swój sprzęt. Dla ochrony przed niemieckim podsłuchem Eureki uruchomiono dla pierwszej fali 40 C-47 w ostatniej fazie dolotu do Bastogne. O godzinie 11.50 niebo zasłoniły setki spadochronów z zasobnikami. Operacja logistyczna pod kryptonimem Repulse mogła od tej chwili ruszyć prawidłowym tokiem.

Hände hoch! – Nuts!

W IV wieku p.n.e. słynny chiński mistrz strategii Sun Zi napisał: „Otoczonemu wrogowi musisz pozostawić jedną drogę wyjścia” ((Zi S., Sztuka wojenna, Wydawnictwo vis-à-vis/Etiuda, Kraków 2003, s. 75.)) . Z jego mądrości zawartych w dziele „Sztuka wojenna” do dziś korzystają akademie wojskowe całego świata. Stratedzy feldmarszałka von Rundstedta najwyraźniej nie do końca zgadzali się z chińskim myślicielem wojennym. Chcieli bardzo tanim kosztem upiec trzy pieczenie na jednym ogniu – wziąć do niewoli znienawidzoną od Normandii dywizję powietrznodesantową wroga (101. DPD) i część jego korpusu zmechanizowanego (VIII), jak również zdobyć miasto, a wszystko to bez walki i bez zastosowania się do rady Sun Zi.

Według tej niemieckiej koncepcji nikt nie miał uciec z Bastogne, a wyłącznie pójść do niewoli po otrzymaniu takiej propozycji 22 grudnia, gdy Bastogne było odcięte od sił alianckich. Było to jednak niemieckie myślenie życzeniowe. Niemców rozochocił fakt, że na samym początku kontrofensywy ardeńskiej dość łatwo wzięli do niewoli ok. 20 tysięcy żołnierzy amerykańskich rozbijając przy tym w puch dwie dywizje piechoty US Army i fundując Amerykanom ponury rekord – największą liczbę jeńców pojmanych z jednego związku taktycznego amerykańskich sił zbrojnych. Jako owa rekordzistka niechlubnie zapisała się w annałach US Army 106. DP, z której poszło do niewoli rekordowe 7,5 tysiąca żołnierzy za jednym zamachem. Takiego upokorzenia siły zbrojne Stanów Zjednoczonych w swojej historii nie zaznały.

Najwyraźniej Niemcy myśleli, że stanie się to regułą. Problem w tym, że spotkali się w Ardenach z bardzo różnorodną amerykańską mentalnością. Co raz udało się Niemcom z amerykańskim żołnierzem tuż po okresie unitarnym niekoniecznie musiało się udać ze starym frontowcem US Army. Z amerykańską młodzieżą pokolenia „Wielkiego kryzysu”, której wyjątkowo twarde życie nie rozpieszczało, z młodzieżą od dzieciństwa wychowywaną w twardym duchu rywalizacji w każdej dziedzinie życia, z młodzieżą dobrze ostrzelaną w twardym boju, trzeba się było liczyć. Co mogło się Niemcom udać raz w przypadku świeżych, nie znających frontu dywizji z uzupełnień, to niekoniecznie musiało się udać z doświadczonymi weteranami, na dodatek przepojonymi duchem rywalizacji i poczucia własnej wartości. Mowa tu co najmniej o amerykańskiej 101. DPD.

Gdy 22 grudnia niemieccy emisariusze zawitali do Bastogne z propozycją poddania się Amerykanów „na honorowych warunkach” wówczas dowodzący 101. dywizją gen. Anthony C. McAuliffe miał im do powiedzenia tylko jedno słynne słowo, które przeszło do historii amerykańskiej wojskowości – „Gówno!” ((Ambrose S. E., Kompania braci, op.cit., s. 199.)) . Posłużył się słowem „nuts!”, które wśród wielu znaczeń może być także wulgaryzmem i Niemcy nie od razu zrozumieli, z jaką odpowiedzią się spotkali. Poprosili o wytłumaczenie, co to znaczy, wówczas powiedziano im, że mają iść do diabła, jak wspominają uczestnicy tej rozmowy.

 

Gen. Anthony C. McAuliffe w Bastogne. Dowodził wówczas 101. DPD w zastępstwie gen. Taylora. McAuliffe ubrany jest w małą i stosunkowo cienką lotniczą kurtkę B-15.Fot. US Army Signal Corps
Gen. Anthony C. McAuliffe w Bastogne. Dowodził wówczas 101. DPD w zastępstwie gen. Taylora. McAuliffe ubrany jest w małą i stosunkowo cienką lotniczą kurtkę B-15.
Fot. US Army Signal Corps

W tym czasie piloci szybowcowi USAAF nie wiedzieli, że jeden ów wulgaryzm dowódcy 101. DPD zorganizuje im nadchodzące dni. Że będzie dla nich oznaczał misję, na którą gdyby spojrzeć przez pryzmat reguł obsługi sprzętu lotniczego, mechaniki lotu i prawa lotniczego to można by ją określić wyłącznie mianem szaleństwa. Dla pilotów szybowcowych złych wiadomości było zresztą więcej, ale wówczas nic jeszcze o tym nie wiedzieli. Wśród amerykańskich wojsk lądowych w Ardenach narastała bowiem „psychoza myśliwca P-47”. W US Army gruchnęła przemożna plotka, że Niemcy zdobyli gdzieś amerykańskie samoloty myśliwskie P-47 Thunderbolt i atakują nimi Amerykanów w trakcie swojej kontrofensywy zimowej.

Źródła tej niezwykłej plotki nigdy nie zbadano, ale rzecz stała się na tyle niebezpieczna, iż osobistą interwencję w tej sprawie podjęli generałowie lotnictwa Hoyt S. Vandenberg, James H. Doolittle i Carl A. Spaatz ((Patton G. S., Wojna – jak ją poznałem, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1964, s. 198.)) . Potęga plotki i psychoza z tym związana była tak wielka, że zdecydowano się wycofać samoloty P-47 z zadań myśliwsko-bombowych na rzecz wsparcia korpusów XII i XX US Army. Piloci szybowcowi USAAF nic o tym jeszcze nie wiedzieli, tymczasem to właśnie w osłonie myśliwców P-47 mieli za cztery dni latać z misją logistycznego wspierania okrążonego Bastogne. Przy takiej psychozie rzekomych zdobycznych P-47 atakujących Amerykanów można było w szybowcu wpaść w ogień z ziemi zarówno niemiecki, jak i amerykański.

Te problemy potencjalnie mogły jednak nadejść za cztery dni. Tymczasem załoga oblężonego Bastogne otrzymała wspomnianą propozycję kapitulacji. Być może optymizm Niemców podbudował opłakany widok niejednego żołnierza US Army w tamtym czasie i miejscu. Widok obalający stereotypy bogatej US Army opływającej we wszelkie możliwe dobra wojenne i konsumpcyjne. Należy bardzo silnie rozgraniczać potęgę ekonomiczną Stanów Zjednoczonych i jej potencjał wytwórczy od ówczesnych możliwości logistycznych – od znanego pojęcia „rurociągu US Quartermaster Corps”. Ów umowny „rurociąg” był schematem działania amerykańskiej logistyki od pierwszego dotknięcia się robotnika w fabryce do produkowanego przez niego przedmiotu dla wojska aż po chwilę wręczenia tegoż przedmiotu żołnierzowi na pierwszej linii frontu. Według tego schematu organizacyjnego upływało co najmniej pół roku od chwili wyprodukowania czegoś w USA do chwili dotarcia tego przedmiotu na pierwszą linię frontu.

Autor: Grzegorz Czwartosz

Grzegorz Czwartosz - b. pilot sportowy i b. rzecznik prasowy korporacji lotniczych. Od roku 1984 dziennikarz, publicysta oraz wydawca prasy lotniczej i wojskowo-historycznej. Specjalizuje się w historii Kanady, Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej, jak również w technice, szybownictwie, operacjach powietrznodesantowych, szkolnictwie lotniczym, normach bezpieczeństwa lotów, prawie lotniczym i wojskowym public relations. Wspiera ruch rekonstrukcji historycznych.