Ardeny 1944 – szybowce na ratunek Bastogne – część 1

Streszczenie Summary
Publikacja jest pierwszą częścią pracy dotyczącej szybowcowej ewakuacji żołnierzy amerykańskich spod Bastogne. Sama operacja była pewną nowością dla amerykańskich dowódców, którzy do lat drugiej wojny światowej traktowali szybownictwo z pewną pogardą. Atak niemiecki w Ardenach zmusił jednak amerykańskich generałów do wykorzystania wszystkich możliwości, w tym także szybowców. This is the first part of a work dealing with the evacuation of American soldiers from Bastogne carried out with the use of gliders. The operation was something of a novelty for the American high command, as before World War II glider units had been held in low regard. However, the German attack in Ardennes forced the American generals to utilize all available solutions, including glider units.
Hasła indeksowe Key Words
szybowce, Ardeny, Bastogne, 1944, USAAF gliders, Ardennes, Bastogne, 1944, USAAF

W 68. rocznicę amerykańskiej Operacji Repulse („Odpór”) przypominamy wydarzenia z zachodnioeuropejskiego teatru działań wojennych, które swoim charakterem bardziej przypominają front wschodni II wojny światowej, niż typowe działania aliantów zachodnich. W historii szybownictwa wojskowego stosunkowo mało jest operacji zimowych. Niewiele jest także operacji bardziej dramatycznych, a przy tym zapomnianych, niż szybowcowa część Repulse.

Ratowanie szybowcami oblężonego zimą 1944 roku Bastogne należy do najpiękniejszych kart w historii amerykańskich sił zbrojnych, ale też kart najbardziej niedocenianych i najgorzej zbadanych od strony historycznej. Jest to karta pełna poświęcenia ze strony transportowych załóg lotniczych US Army Air Forces (USAAF), pełna olbrzymiej wdzięczności ze strony ratowanych żołnierzy, niemniej również karta pełna swoistego szaleństwa, gdy ruszyły w powietrze szybowce, do jakich nikt z instynktem samozachowawczym nigdy nie wsiadłby dla odbycia nimi lotów. Opiewany nieraz na świecie duch amerykańskiej przedsiębiorczości miewa wprawdzie swoje zalety, ale niejedno ma on oblicze. O obliczach jasnych mówi się dobitnie i chętnie – te ciemniejsze próbuje się zbyć milczeniem. Tak to działa w życiu, ale nie inaczej działa też w dziedzinie badań historycznych, które nieraz zamiast być ostoją obiektywizmu stają się prezentacją prawd selektywnych.

Jedna z amerykańskich wersji (były też wersje produkcji brytyjskiej) haftowanej odznaka pilota szybowcowego USAAF – dużo wygodniejsza i pewniej trzymająca się ubioru polowego, niż elegancka odznaka metalowa, których piloci szybowcowi w warunkach polowych nie nosili. Ponieważ nie naszywali na swoje kurtki godeł dywizjonów transportowych (dlaczego? – patrz artykuł) wówczas odznaka pilota szybowcowego stawała się ich jedynym pierwszym wyróżnikiem wśród innych mas żołnierskich. Z tą odznaką nikt nie mógł niczego rozkazać pilotowi po lądowaniu, bo wiadomo było, że pilot taki musi kierować się wyłącznie rozkazem dowódcy USAAF na daną operację. Tylko pilot wiedział, jakie ma rozkazy i czy ma natychmiast udawać się do punktu zbornego dla pilotów szybowcowych, czy też ma walczyć razem z piechotą. Tak, czy inaczej, odznaka dawała sporą niezależność pilota na froncie i nawet generał piechoty niczego nie mógł mu rozkazać, gdyż pilota obowiązywały rozkazy wyższego rzędu.Fot. Grzegorz Czwartosz
Jedna z amerykańskich wersji (były też wersje produkcji brytyjskiej) haftowanej odznaka pilota szybowcowego USAAF – dużo wygodniejsza i pewniej trzymająca się ubioru polowego, niż elegancka odznaka metalowa, których piloci szybowcowi w warunkach polowych nie nosili. Ponieważ nie naszywali na swoje kurtki godeł dywizjonów transportowych (dlaczego? – patrz artykuł) wówczas odznaka pilota szybowcowego stawała się ich jedynym pierwszym wyróżnikiem wśród innych mas żołnierskich. Z tą odznaką nikt nie mógł niczego rozkazać pilotowi po lądowaniu, bo wiadomo było, że pilot taki musi kierować się wyłącznie rozkazem dowódcy USAAF na daną operację. Tylko pilot wiedział, jakie ma rozkazy i czy ma natychmiast udawać się do punktu zbornego dla pilotów szybowcowych, czy też ma walczyć razem z piechotą. Tak, czy inaczej, odznaka dawała sporą niezależność pilota na froncie i nawet generał piechoty niczego nie mógł mu rozkazać, gdyż pilota obowiązywały rozkazy wyższego rzędu.
Fot. Grzegorz Czwartosz

Loty amerykańskich szybowców transportowych CG-4A w misji ratunkowej do oblężonego Bastogne jak w soczewce skupiły wszystkie problemy, z jakimi musieli się borykać piloci szybowcowi USAAF na zachodnioeuropejskim teatrze działań wojennych (TDW). Należy silnie podkreślić, iż problemy te dotyczyły zagranicznych misji szybowcowych USAAF, nie zaś realizowanych nad macierzystym terenem Stanów Zjednoczonych. Tam kontrola różnych władz lotniczych nad szybownictwem wojskowym była stosunkowo – jak na warunki wojenne – rygorystyczna i skala problemów z szybownictwem wojskowym była nieporównywalnie mniejsza niż w bazach zachodnioeuropejskich. O ile w USA jeszcze ktoś kontrolował USAAF pod względem przestrzegania prawa i procedur w szybownictwie wojskowym, o tyle w Wielkiej Brytanii i później na kontynencie sprawy te wymknęły się całkowicie spod kontroli jakichkolwiek obiektywnych władz, czy choćby tylko senatorów i kongresmenów amerykańskich związanych z lotnictwem i szybownictwem.

Czynnikiem, który przez całą wojnę okrutnie mścił się na amerykańskich pilotach szybowców transportowych było całkowite désintéressement dowództwa US Army Air Corps (wcześniejsza nazwa USAAF) wobec szybownictwa. Wobec szybownictwa jakiegokolwiek, czy to traktowanego sportowo, czy jako metody wychowania paramilitarnego (jak w przedwojennej Europie), czy w końcu jako środka transportu. Zjawisko to miało bardzo głębokie korzenie datujące się od roku 1928, gdy w Stanach Zjednoczonych rozpoczął się dynamiczny rozwój szybownictwa i fala entuzjazmu z tym związanego zalała kraj. Nie dotknęła ona jednak nigdy władz wojskowych, które wobec szybownictwa miały stosunek jeśli nie ironiczny i pogardliwy, to co najmniej obojętny (( Development & Procuerment of Gliders in the Army Air Forces 1941-1944, AAF Historical Office, marzec 1946, s. 3-4.))

Jeśli prześledzimy amerykańską lotniczą prasę specjalistyczną z okresu międzywojennego, ale także prasę popularną, to znajdziemy w tych mediach obraz intensywnej walki światłych środowisk lotniczych Ameryki z „betonem” wojskowym o to, aby uruchomić w Stanach Zjednoczonych program szkolnictwa szybowcowego, jaki funkcjonował przed wojną w Trzeciej Rzeszy, Polsce i Związku Radzieckim. Wysiłki te nic nie dały, a zapłacili za to amerykańscy piloci szybowcowi czasu II wojny światowej. W takich warunkach, w jakich bezpardonowo zmuszano tych ludzi do latania szybowcami z pogwałceniem prawa i procedur, a wręcz mechaniki lotu, aktem samej tylko odwagi cywilnej był start szybowcem, nie mówiąc już o odwadze czasu wojny w zderzeniu z realiami operacji szybowcowych na terenie wroga.