Luftwaffe nad Bałkanami – część II

Część pierwsza artykułu.

Na północy kraju warunki pogodowe pozwalały na więcej i maszyny Luftflotte 4 mogły w miarę swobodnie poszukiwać kolejnych celów. Do większej bitwy w powietrzu doszło nad lotniskiem Rovine gdzie dwie Staffeln z III/JG 54 zaskoczyły parę lądujących IK2 ze 10 Eskadrila. Pilotujący jedną z maszyn sierżant Branko Jovanovic wdał się w 7 minutowy pojedynek z Niemcami, co pozwoliło Hurricanom na włączenie się do bitwy, za którymi poszły kolejne samoloty ze 106 Eskadrila oraz kolejne IK-2. Ze strony Niemieckiej dołączyła kolejna Staffel. W powietrzu było więc sporo samolotów, ale efekt nie był piorunujący. Jugosłowianie zgłosili 1 lub 2 zestrzelenia tracąc z kolei 3 własne maszyny.
Opór lotnictwa Jugosławii po pierwszych 72 godzinach był już tak mały, że większość zadań JG 54 składała się obecnie z zadań związanych z atakowaniem celów naziemnych. Głównym celem były lokomotywy co miało przełożyć się na zniszczenie złośliwości transportowych przeciwnika. ((J.Weal, Jagdgeschwader 54 ‚Grünherz’, Oxford 2001, s. 39.)) W sumie JG 54 stracił w operacji na Bałkanach 1 pilota zanim został wycofany by przezbroić się na Bf 109F i rozpocząć przygotowania do ataku na Rosję. Podczas zdawania samolotów doszło do zabawnego wydarzenia kiedy to znudzeni piloci urządzali sobie loty na wyczynowych szybowcach znalezionych w okolicach Belrgadu. Za sterami zasiadały prawdziwe asy tego sportu z Wolfganiem Späte na czele. Od zaprawionych w tym sporcie ekspertów nie chciał być gorszy dowódca w JG 54 Hannes Trautloft i po krótkim przeszkoleniu również wystartował. W tym samym czasie na lotnisku lądował awaryjnie Do 17 i by lepiej się temu przyjrzeć wykonał ostry skręt i postanowił odwrócić szybowiec na plecy, a że był ledwie 1000m nad ziemią manewr ten doprowadził go do gwałtownej utraty wysokości. Odruchowo poszukał manetki gazu, ale nic nie znalazł i zdał sobie sprawę z własnego położenia. Ziemia była coraz bliżej, a tak się złożyło, że szybowiec parł w kierunku przywracanych do stanu używalności i ustawionych w rządku Bf 109, które JG 54 zdawał. Tylko cudem udało się uniknąć kolizji, choć szybowiec w końcu przepadł i z hukiem zwalił się na ziemię. Trautloft wyszedł z tego bez szwanku ((E. Mombeck, J-L. Roba, Pegg Martin, Jagdwaffe, Strike in the Balkans, April-May 1941, Sittingbourne 2002, s. 7.))
Tymczasem pod wieczór personel lotniska Kragujevac zdecydował się spalić zgromadzone tam Messerschmitty sądząc, że Niemcy są już tuż tuż, ale już po fakcie okazało się, że tuż tuż to 40 mil. W szeregi wojsk Jugosłowiańskich ewidentnie wdzierała się panika.
10 kwietnia walki we Macedonii zbliżały się ku końcowi, a Zagrzeb był już pod okupacją co zaowocowało proklamowaniem Niepodległego Państwa Chorwackiego. Chaos w jednostkach był już na tyle duży, że nawet nie zgłaszano się po wsparcie ze strony własnego lotnictwa, a te z kolei zajęte było poszukiwaniem bezpieczniejszych lotnisk, co z kolei było znów utrudnione przez warunki pogodowe. Panika wkradała się coraz bardziej w szeregi lotników i chaotyczne próby ucieczki w jednym z przypadków skończyły się tragicznie, kiedy w bardzo trudnych warunkach pogodowych para samolotów zderzyła się tuz po starci próbując przedostać się na inne lotnisko. W głowach części załóg zaczął się rodzić plan opuszczenia kraju, który ewidentnie zbliżał się do upadku. Dochodziło również do przypadków sabotażu, więc sytuacja powoli zaczynała wyglądać wręcz katastroficznie. Duch walki w zasadzie nie istniał, a dodatkowe sabotowanie poczynań reszty sprawnych samolotów świadczyło o wielkiej niestabilności.
Głównym celem dla uciekających samolotów była położona niedaleko Rosja, część maszyn kierowała się do Czarnogóry oraz rozważano ucieczkę do Grecji.
Lekka poprawa pogody pozwoliła znów na intensywniejsze wsparcie postępujących wojsk Wermachtu. W powietrzu nie było już praktycznie większego zagrożenia dla maszyn Luftwaffe, choć czasem dochodziło do starć. Widząc sąsiada na kolanach do boju weszły jednostki Węgierskie. Pod względem wyposażenie Węgrzy nie prezentowali się tak dobrze jak Jugosłowianie, ale na tym etapie nie miało to już większego znaczenia, jako że przeciwnika praktycznie nie było.
Zarówno 11 jak i 12 kwietnia pogoda znów była głównym rozgrywającym po obu stronach i 12 Fligerkorps VIII został w całości uziemiony w związku z fatalnymi warunkami w powietrzu. Pewną aktywność wykazały jedynie pozostałe niemieckie jednostki, ale nie była ona wielka. W szeregach lotnictwa Jugosławii pozostało już tylko 41 myśliwców, 37 bombowców i 9 maszyn rozpoznania dalekiego zasięgu. Podobnie jak Niemcy również Jugosłowianie ograniczyli swoje loty do minimum.
12 kwietnia doszło do jednego z najbardziej udanych ataków w całej kampanii podczas którego trzy Staffeln wyposażone w maszyny Bf 110 dokonały ataku na lotnisko Bjeljina, które było miejsce gromadzenia się wielu niedobitków z wykruszających się i otoczonych jednostek. Łupem Niemców wykonujących ataki z lotu koszącego padły Blenheimy, Hurricany, Breguety i maszyny szkolne. Ziszczono kilkadziesiąt samolotów.
Słowa uznania należą się pilotom i personelowi obsługującemu maszyny z jugosłowiańskiego 4 Pułku, który dysponował jeszcze kilkoma sprawnymi samolotami i przy każdej narażającej się okazji próbował atakować niemieckie maszyny rozpoznawcze. Podczas innego ataku maj. Branko Fandel pilotując Do 17K wystartował wraz z resztą swego oddziału w celu zaatakowania postępujących niemieckich kolumn. Podczas lotu spostrzegł jednak nienaruszony most o kluczowym znaczeniu i postanowił go zaatakować. Udało mu się umieścić dwie bomby 100kg w celu, ale most przetrwał. Kilkanaście kilometrów dalej, jego maszyna została trafiona i cała załoga poniosła śmierć. Przypadki takie jak powyższe nie były jednak w stanie zmienić ogólnego obrazu wojny i stanu lotnictwa.
Dość ostre starcia miały również miejsce nad rzeką Dunaj gdzie niemieckie Ju 87 ścierały się z załogami okrętów odpowiedzialnych za osłonę rzeki. Stosowane przez Niemców bomby nie stanowiły większego zagrożenia dla opancerzonych jednostek, ale podczas jednego z nalotów lotnikom sprzyjało wyjątkowe szczęście i jedna z bomb trafiła poprzez komin w maszynownię niszcząc cały okręt. Załogi odgryzały się dość intensywnie i po walce zgłosiły zestrzelenie 3 Ju 87.