Kategorie
XX i XXI wiek

Obóz dla wysiedlonych w Cerekwicy

Zorganizowane przez okupanta obozy dla wysiedlonej ludności mieściły się najczęściej w zabudowaniach gospodarczych i wojskowych oraz w budynkach należących do organizacji społecznych, oświatowych i kościelnych. Wyrzuceni z własnych domów Polacy spędzali w nich od kilku dni do kilkunastu tygodni w oczekiwaniu na transport do Generalnego Gubernatorstwa. Większość z tych budynków nie była przystosowana do przetrzymywania w nich ludzi, nawet przez krótki czas.
Oprócz obozów przejściowych władze okupacyjne zorganizowały tzw. punkty zborne(( J. Marczewski, Hitlerowska polityka wysiedleńcza…, s. 284.)). Nosiły one również nazwę Lager. Wysiedleni spędzali w nich kilka lub kilkanaście godzin przed przewiezieniem ich do obozu przesiedleńczego.
26 października 1939 r. w Cerekwicy utworzono pierwszy na terenie Okręgu Rzeszy Poznań obóz przesiedleńczy dla ludności polskiej. Nosił on nazwę Internierungslager-Zerkheim (obóz dla internowanych w Cerekwicy)((Regulamin obozu w Cerekwicy (kopia), w zbiorach Muzeum Regionalnego w Jarocinie. )). Decyzję o jego powstaniu podjęli landrat jarociński – Peter Orlovski oraz burmistrz Jarocina – Alfred Baumgart. Zwierzchnictwo nad obozem sprawował landrat, natomiast komendantem obozu mianowano szefa żandarmerii – Fenglera. Rzeczywisty nadzór nad obozem sprawował jednak inspektor żandarmerii w Jarocinie – Nagel.
Utworzenie obozu w Cerekwicy było konsekwencją przeprowadzenia w powiecie jarocińskim wysiedlenia ludności, które nastąpiło w nocy z 25 na 26 października 1939 r. Było to zarazem pierwsze zorganizowane wysiedlenie ludności w Kraju Warty((M. Rutowska, Wysiedlenia ludności polskiej…, s. 162. )). Wysiedlono wtedy właścicieli ziemskich z rodzinami oraz przedstawicieli miejscowej inteligencji, których umieszczono następnie w byłym zakładzie wychowawczym w Cerekwicy.
24 października 1939 r. komendant powiatowy żandarmerii w Jarocinie dysponował imiennym spisem ponad 600 przedstawicieli inteligencji z powiatu jarocińskiego(( Ibidem, s. 163.)). Wilhelm Bucholz oraz Alfred Baumgart przetłumaczyli na niemiecki książkę o udziale jarociniaków w powstaniu wielkopolskim i zestawili dla potrzeb Gestapo szczegółowe listy powstańców z powiatu. Wilhelm Bucholz wraz z Kurtem Schmollem – inspektorem szkolnym opracowali szczegółową charakterystykę wszystkich nauczycieli szkół powszechnych z terenu powiatu((A. Szymański, Hitlerowskie wysiedlenia Polaków z ziemi pleszewskiej i jarocińskiej w latach 1939-1945, Pleszew 2006, s. 22.)).
W nocy z 25 na 26 października 1939 r. niemiecka żandarmeria i policja pomocnicza przeprowadziły pierwszą akcję wysiedleńczą na terenie powiatu. Wysiedlono wtedy właścicieli ziemskich wraz z rodzinami, m.in. Józefa Chełkowskiego ze Śmiełowa, Michała Czarneckiego z Raszew, Zygmunta Czarneckiego z Ruska, Tadeusza Krajewskiego ze Skoraczewa, Edmunda Taczanowskiego z Szypłowa oraz Michała Chłapowskiego z Kotlina, a także 4 profesorów gimnazjalnych, 4 nauczycieli szkół powszechnych, 2 administratorów majątków, 5 dzierżawców, 5 kupców i przemysłowców, kilku lekarzy i rzemieślników(( H. Czarny, Rodzina Krajewskich ze Skoraczewa, w: „Zapiski Jarocińskie” 2007, nr 1 (6), s. 34, A. Kostołowski, Szkice z przeszłości Śmiełowa, w: „Zapiski Jarocińskie” 1987, nr 13, s. 15, E. Kostołowska, Okupacyjne losy rodziny Chełkowskich ze Śmiełowa, w: „Zapiski Jarocińskie” 2009, nr 3/4 (16/17), s. 41, A. Kwilecki, Ziemiaństwo wielkopolskie, Poznań 1998, s. 359, A. Łuczak, Straty polskiego ziemiaństwa w powiecie jarocińskim w czasie okupacji hitlerowskiej w latach 1939-1945, w: „Zapiski Jarocińskie” 2009, nr 3/4 (16/17), s. 16, Non omnis moriar. Groby i sylwetki ziemian z powiatu jarocińskiego, red. W. Dąbrowski, Dobrzyca 2013, s. 23, 92, 110-113. )). Część z nich przewieziono do obozu, część natomiast umieszczono w dworze w Kotlinie (punkt zborny), a dopiero po kilku dniach przewieziono do Cerekwicy(( A. Łuczak, Straty polskiego ziemiaństwa…, s. 23.)).
Joanna Konopińska wspominała okoliczności osadzenia w obozie oraz pierwsze dni pobytu w nim:
26 października 1939 roku, pod wieczór, zajechała przed dom bryczka z dawnym właścicielem Panienki, Fischerem von Mollardem, a za nią wtoczyły się dwa wozy, takie do wożenia obornika na pole. Ku naszemu zdumieniu w pierwszym z nich ujrzeliśmy Jelaków z dwiema córkami: czteroletnią Tereską i pięciomiesięczna Krysią. Z tyłu za nimi na wiązce słomy siedział wuj Galiński z Bielejewa. Wydziwiać nie było czasu, bo Fischer zaraz na wstępie powiedział, że na spakowanie pozostawia nam piętnaście minut. Przy okazji nadmieniał, aby mama dała mu – jak to określił „na przechowanie” – biżuterię, gdyż w obozie dokąd nas teraz odwiezie, i tak ją mamie zabiorą.
Załadowano nas na drugi zapaskudzony gnojem wóz i całą kawalkadą ruszyliśmy w kierunku Jaraczewa. Po drodze przyłączono dwa wozy z internowanymi Antonim i Heleną Berkanami, właścicielami Brzóstowa, i Tadeuszem oraz Izabellą Jaraczewskimi z Jaraczewa z dziećmi. Około godziny dziewiątej dowieziono nas na miejsce – do Cerekwicy.
Zaczęło się od rewizji, kobiety z dziećmi spędzono do jednej sali, w której dwie Niemki w czarnych mundurach przeszukiwały torebki, kieszenie i walizki internowanych. Wszystko, co wartościowsze, gromadziły na stole. W życiu nie widziałam – ani przedtem, ani potem – takiej ilości biżuterii, złotówek i obcej waluty. U jednej Pani Niemka zauważyła na szyi perły. Złapała za sznur i perły posypały się ze stukotem na podłogę. Potem dokładnie sprawdzano, czy któraś z internowanych nie ma na sobie pierścionków, bransolet, czy kolczyków.
(…) Na parterze budynku umieszczono mężczyzn, kobiety z dziećmi pogoniono na piętro. W sali, do której nas wpędzono, stały po obydwu stronach wąskie żelazne łóżka – pozostałość po dawnych wychowankach tego domu. (…) Pierwszej nocy nie spaliśmy wcale, bo ciągle wprowadzano kogoś nowego do sali.
Na drugi dzień po naszym uwięzieniu komendant obozu (…) wyznaczył pana Zygmunta Czarneckiego z Ruska na kogoś w rodzaju kierownika odpowiedzialnego za wszystko, co dzieje się w obozie i dziesięciu zakładników zmienianych co dwadzieścia cztery godziny, uprzedzając, że za ucieczkę kogokolwiek z obozu pan Czarnecki i zakładnicy zostaną rozstrzelani((J. Konopińska, Tamten wrocławski rok 1945-1946. Dziennik, Wrocław 1987, s. 124-125. )).
W czasie tej akcji wysiedlono i osadzono w obozie 210 osób: 31 mężczyzn, 88 kobiet i 61 dzieci((Pismo komendanta straży obozowej do komendanta żandarmerii w Jarocinie z 30.10.1939 r. (kopia), w zbiorach Muzeum Regionalnego w Jarocinie. )). Wśród wysiedlonych w tej grupie znajdowały się dwie osoby chore (m.in. Zdzisław Skarżyński herbu Bończa – właściciel majątku w Tarcach, rekonwalescent po wylewie krwi do mózgu)((B. Krzyślak, Z historii Tarzec i ich właścicieli, w: „Zapiski Jarocińskie” 2009, nr 1/2 (14/15), s. 43, Non omnis moriar…, s. 111-113.)), dla których pomoc lekarską miał zapewnić w nagłych wypadkach dr Tox z Jarocina.

Autor: Maria Niestrawska

Maria Niestrawska - Absolwentka Wydziału Historycznego Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu ze specjalnością turystyka historyczna i animacja historii. Jej zainteresowania badawcze skupiają się na historii II Rzeczypospolitej oraz historii II wojny światowej, ze szczególnym uwzględnieniem okupacji Wielkopolski oraz wysiedleń ludności polskiej. Pracownik Muzeum Literackiego Henryka Sienkiewicza w Poznaniu Oddział Biblioteki Raczyńskich.