Polityka zagraniczna II Rzeczypospolitej od traktatu ryskiego do przewrotu majowego – cześć druga

Spór polsko-czechosłowacki trwał od połowy lat dwudziestych nieprzerwanie aż do 1939 roku, a jego moment kulminacyjny wypadł rok wcześniej, kiedy to Polska korzystając z nacisków, które Adolf Hitler wywierał na Czechosłowację, zajęła Zaolzie wystosowując wcześniej stosowne ultimatum do swych południowych sąsiadów. Tereny te po zakończeniu II wojny światowej zostały przekazane przez Związek Radziecki z powrotem Czechosłowacji a sama Czechosłowacja podobnie jak Polska, znalazła się w orbicie jego wpływów.

Stosunki Polski z Francją i Rumunią

Wskutek bardzo złych stosunków z Niemcami, Rosją Radziecką, Litwą i Czechosłowacją na początku lat dwudziestych, naturalnym krokiem było poszukiwanie sojuszników. Głównego sprzymierzeńca upatrywano we Francji, przychylnej narodowi polskiemu już od dłuższego czasu. To na terenie Francji powstała uzbrojona przez nią „Błękitna Armia” generała Józefa Hallera, walcząca po powrocie do Polski z Armią Czerwoną i dowodzona w przeważającej części przez oficerów francuskich. To Francja jako pierwsza uznała Komitet Narodowy Polski z Romanem Dmowskim na czele, popierała polskie zdanie co do przynależności Górnego Śląska i była rzeczniczką polskich postulatów w Paryżu. Działo się tak ponieważ Francja była żywo zainteresowana osłabieniem swojego największego wroga – Niemiec ((J. Ciałowicz, Polsko-francuski sojusz wojskowy 1921-1939, Warszawa 1970, s. 27-33. )).

Francja jednak nie od razu po odzyskaniu przez Polskę niepodległości zdecydowała się do nawiązania oficjalnej międzynarodowej współpracy. Obecność Józefa Piłsudskiego na stanowisku Naczelnika Państwa początkowo nie była mile widziana przez Francuzów, zdecydowanie woleli oni na tym miejscu, ideowego przeciwnika marszałka – Romana Dmowskiego, którego przekonania polityczne opierały się na kursie antyniemieckim. Znamienne są także w tej sprawie słowa marszałka Ferdinanda Focha, który sprzeciwiał się sojuszu z krajem, który nie posiada jeszcze ani granic, ani rządu, ani armii (( J. Krasuski, Między wojnami …, op. cit., s. 60. )). Związek z tą kwestią ma również sytuacja panująca w państwie radzieckim, ponieważ Francja cały czas wierzyła, iż u władzy w Rosji stanie biała gwardia stojąca w opozycji do bolszewików. Dlatego też punktem przełomowym nie był sierpień 1920 roku (bitwa warszawska), a listopad 1920 roku kiedy to białogwardyjska armia poniosła ostateczną klęskę i jasne stało się, że to bolszewicy utrzymają władzę w państwie. Francuzi chcieli odtąd aby Rzeczpospolita stanowiła bufor dla reszty Europy przed komunizmem radzieckim, a sprzyjała temu dodatkowo federalistyczna idea państwa marszałka Józefa Piłsudskiego ((J. Ciałowicz, Polsko-francuski …, op. cit., s. 33-43. )).

Do zawarcia oficjalnej współpracy polsko-francuskiej doszło w 1921 roku w Paryżu. Polska delegacja pojawiła się we francuskiej stolicy na początku lutego. Reprezentował ją marszałek Józef Piłsudski, a towarzyszyli mu, minister spraw zagranicznych książę Eustachy Sapieha i minister spraw wojskowych Kazimierz Sosnkowski. 19 lutego zawarto polsko-francuską deklarację o przyjaźni. Dwa dni później natomiast podpisano układ polityczny zawierający tajną konwencją wojskową, zgodnie z którą Polska i Francja zobowiązywały się do udzielenia sobie pomocy w razie napaści Niemiec. Francja również zobowiązała się zapewnić Polsce bezpieczeństwo ze strony Republiki Weimarskiej w razie wojny z Rosją Radziecką. Jednak pomoc ta miała polegać jedynie na dostarczaniu uzbrojenia i zapewnieniu połączeń komunikacyjnych. Nie było więc mowy o hipotetycznym francuskim ataku na Republikę Weimarską ((Ibid., s. 44-56.)).

Dwa lata później marszałek Ferdinand Foch odwiedził Warszawę chcąc przygotować armię polską do strategii wojny pozycyjnej (na kształt I wojny światowej), by można było w ten sposób stawić czoła Niemcom. Ujawniły się tutaj różnice zdań pomiędzy nim a marszałkiem Józefem Piłsudskim, który forsował strategię wojny ruchomej, gdyż główne zagrożenie widział on nie w Republice Weimarskiej a w Rosji Radzieckiej. Przyjazd Ferdinanda Focha rozpoczął jednocześnie funkcjonowanie tzw. Francuskiej Misji Wojskowej w Polsce ((Ibid., s. 86-91)).

Sojusz polsko-francuski został jednak poddany poważnej próbie już w 1925 roku po upokarzających Polskę traktatach lokarneńskich. Stało się wówczas jasne, iż najpotężniejszy polski sojusznik zmienia strategię swej polityki zagranicznej. Było to tym bardziej niebezpieczne dla Polski gdyż Niemcy zacieśniały również coraz bardziej współpracę z Rosją Radziecką. Do tego, ewentualną pomoc dla Polski Francja uzależniała od decyzji Ligi Narodów. Kruchość polsko-francuskiego sojuszu potwierdza też fakt przyjęcia przez Francję planów budowy tzw. Linii Maginota (silnych fortyfikacji obronnych na granicy francusko-niemieckiej). Przyjmowała ona tym samym defensywną strategię wojenną w razie ewentualnego konfliktu zbrojnego z Niemcami, nie było więc mowy o ofensywnie prowadzonych działaniach militarnych przeciwko Republice Weimarskiej. Nie dziwi więc fakt rozluźnienia się polsko-francuskich stosunków, gdy krótko po tych wydarzeniach władzę w II Rzeczypospolitej przejął obóz sanacyjny ((Ibid., s. 129-134.)).

W latach trzydziestych sojusz ten był jeszcze większą iluzją ponieważ ustępliwa polityka Francji i Wielkiej Brytanii, wobec imperialistycznej polityki III Rzeszy, zachęcały Adolfa Hitlera do jeszcze bardziej zaborczych kroków w Europie. W 1938 roku doprowadziło to nawet do poświęcenia przez Francję Czechosłowacji, lecz i to nie nasyciło przywódcy III Rzeszy. Wtedy Francja zrozumiała, że dalej ustępować nie może. Było już jednak za późno. Rok później nastąpił niemiecki atak na Polskę, rozpoczynający II wojnę światową. Francuska deklaracja pomocy wschodniemu sojusznikowi w 1939 roku nie nadeszła. Ograniczono się do wypowiedzenia Niemcom wojny.

Rzeczpospolita po uzyskaniu niepodległości szukała również sprzymierzeńców poza Francją. Wskutek bardzo złych stosunków z Niemcami, Rosją Radziecką, Litwą i Czechosłowacją, jedynym państwem w Europie Środkowo-Wschodniej, z którym była szansa zawrzeć realny sojusz, była Rumunia, tym bardziej, że państwa te połączyła sprawa interesów wschodnich. Mianowicie Polskę i Rumunię jednoczył opór przeciwko Rosji Radzieckiej. Taki też charakter przyjął układ sojuszniczy między tymi państwami zawarty 3 marca 1921 roku. Był to traktat o wzajemnej pomocy militarnej w razie agresji sowieckiej na którekolwiek z państw sygnatariuszy. Głównym twórcą polsko-rumuńskiego paktu był generał Tadeusz Rozwadowski, który negocjował jego kształt już rok wcześniej podczas spotkań z delegacją rumuńską w Bukareszcie i Warszawie (( J. Krasuski, Między wojnami …, op. cit., s. 60.)).
Sojusz polsko-rumuński obowiązywał przez całe dwudziestolecie międzywojenne. Rzeczpospolita 17 września 1939 roku, w obliczu wkroczenia wojsk radzieckich na swoje terytorium, nie zdecydowała się poprosić Rumunii o pomoc pomimo obowiązującego sojuszu. Jednakże to właśnie na terytorium Rumunii ewakuował się Rząd Polski.

Stosunki polsko-brytyjskie

Polskie stosunki z drugim wielkim mocarstwem zachodniej Europy – Wielką Brytanią układały się na początku lat dwudziestych zgoła odmiennie niż z Francją. Już podczas rokowań pokojowych po I wojnie światowej Brytyjczycy dążyli do jak największego osłabienia Polski. Rząd brytyjski z Lloydem George’em na czele nie chciał dopuścić do wzmocnienia się Francji kosztem Niemiec, a ponadto widział perspektywę intensywnej wymiany handlowej na ogromnym rynku rosyjskim. Do tego Wielka Brytania uważała Rzeczpospolitą za kraj o niepewnej przyszłości, kojarzony z zacofaniem gospodarczym. Dowody takiej brytyjskiej racji stanu pojawiły się także podczas wojny polsko-bolszewickiej, kiedy to w 1920 roku rząd Wielkiej Brytanii chciał narzucić Polsce granicę z Rosją Radziecką opartą na tzw. Linii Curzona. Rzeczpospolita była skłonna przyjąć te warunki, jednak bolszewicy chcący prowadzić swą rewolucję na zachód Europy zdecydowali się na ofensywę. Zwycięska w ogólnym rozrachunku wojny Rzeczpospolita, w traktacie ryskim tej granicy nie przyjęła (( S. Sierpowski, op. cit., s. 18-27.)).