Kategorie
XIX wiek

„Naturalna obrona wolnego kraju”: armia regularna, milicje stanowe i ochotnicy przed wybuchem wojny secesyjnej

Zwolennicy milicji powoływali się także na przykłady skuteczności obywatelskich armii Grecji klasycznej i republikańskiej Rzymu. Jak się miało okazać w bardzo niedalekiej przyszłości, amerykańskie milicje stanowe nie były ani wystarczająco dobrze zorganizowane, zdyscyplinowane, ani też uzbrojone i wyekwipowane, by stanowić siłę, którą można było przeciwstawić armii typu europejskiego.

Pewnym ustępstwem na rzecz federalistów było utworzenie uczelni wojskowej, która miała później wykształcić tak wielu oficerów armii Północy i Południa. Uchwała Kongresu z 16 marca 1802 uznawana jest za narodziny akademii wojskowej w West Point. Dopiero jednak w dziesięć lat później placówka ta stała się uczelnią wojskową z prawdziwego zdarzenia – w jej murach kształcić się miało odtąd równocześnie do 250 kadetów; rozszerzono też program wykładanych przedmiotów. Pomimo to West Point pozostało uczelnią mającą przed wszystkim kształcić przyszłych oficerów niższego szczebla, a nacisk położony na zagadnienia związane z inżynierią wojskową był znacznie większy, niż taktyki czy strategii ((E. D. J. Waugh, West Point, New York 1944, s. 48; R. Park, A Sketch of the History and Topography of West Point and the U.S. Military Academy, Philadelphia, 1840, s. 59-61.)). Liczebność armii regularnej ulegała wahaniom – zmniejszona z 5400 do 3300 ludzi w 1802 roku, sześć lat później wzrosła do 10 000 ((Hickey, Federalist Defense Policy…, s. 67.)).

Wojna z Wielką Brytanią, toczona w latach 1812-1815, obnażyła słabości systemu milicyjnego i niedostateczną liczebność armii regularnej, która u progu konfliktu składała się z 7 pułków piechoty, 1 pułku dragonów oraz 2 pułków artylerii. W obliczu zagrożenia, uległa ona znacznemu powiększeniu – sformowano kolejnych 18 pułków piechoty, pułk dragonów i 2 pułki artylerii ((D. E. Graves, Red Coats & Grey Jackets. The Battle of Chippawa, 5 July 1814, Toronto & Oxford, 1994, s. 17; patrz także: J. Kimball, The Battle of Chippawa: Infantry Tactics in the War of 1812, Military Affairs, 31:4 (marzec 1968), s. 169-186.)). Znalezienie ludzi do wypełnienia szeregów nowych regimentów było tylko częścią problemu, bowiem nie mniej poważnym kłopotem okazało się pozyskanie wystarczając liczby podoficerów i oficerów, którzy byliby w stanie poprowadzić je do boju. Milicje stanowe na papierze stanowiły ogromną siłę – 694 735 ludzi pod bronią – ich wartość bojowa była jednak iluzoryczna i pomimo teoretycznie ogromnej przewagi liczebnej, Amerykanom nie udało się podbić brytyjskiej Kanady ((J. F. C. Fuller, Decisive Battles of the U.S.A., New York 1942, ss. 103-104, 126-127.)). W konfrontacji z regularnymi siłami brytyjskimi, naprędce formowane oddziały amerykańskie poniosły szereg klęsk. Wydaje się, że w powszechnej świadomości zdawała się pozostać jedynie pamięć zwycięstwach pod Chippawa ((A. Smyth, Regulations for the Field Exercise, Manouvres and Conduct of the Infantry of the United States, Philadelphia, 1812.)), a przede wszystkim bitwie stoczonej 8 stycznia 1815 roku pod Nowym Orleanem. W starciu tym naprędce zebrani milicjanci, ochotnicy i żołnierze świeżo sformowanych jednostek regularnych pod dowództwem przyszłego prezydenta, Andrew Jacksona, odnieśli okupione minimalnymi stratami własnymi zwycięstwo nad zaprawionymi w bojach i okrytymi sławą zwycięzców kampanii na Półwyspie Iberyjskim regimentami brytyjskimi. O zwycięstwie nie zadecydowała jednak jakaś szczególnie wysoka wartość bojowa sił amerykańskich, lecz przede wszystkim dogodna, ufortyfikowana pozycja obronna i brak wyobraźni brytyjskiego dowództwa, które wykrwawiło swoją znakomitą piechotę w bezowocnych, frontalnych atakach ((R. Kłosowicz, Nowy Orlean 1815, Warszawa 2000, s. 187-234.)).

Podczas drugiej wojny z Wielką Brytanią nie uregulowano kwestii standaryzacji regulaminu piechoty, zwycięzca spod Chippawa, gen. Winfield Scott, dokonał przekładu i szeregu modyfikacji francuskiego regulaminu z 1791 roku, według którego szkoliła się piechota francuska doby I Cesarstwa. W Stanach Zjednoczonych regulamin ten znany był od 1812 roku w skróconej formie, w postaci tzw. Regulaminu Smytha. Dzieło Scotta było znacznie bardziej obszerne i stanowiło podstawę wyszkolenia piechoty amerykańskiej do połowy lat 50-tych XIX wieku. Regulamin Scotta, jego uproszczone wersje oraz te jego elementy, których brakowało w nowym regulaminie Hardee’go, były stosowane jeszcze podczas wojny secesyjnej ((W. Scott, Infantry Tactics; or Rules for the Exercise and Manouvres of the United States Infantry, Vol. I-II, New York, 1835.)).

Na przestrzeni półwiecza poprzedzającego wojnę secesyjną system milicyjny podupadał. Komisja powołana w 1826 roku w celu oceny kondycji milicji stanowych doprowadziła do obnażenia ich słabości. Panował chaos organizacyjny – kompanie milicji liczyło od 20 do 250 ludzi a pułki – od 300 do 1500. W dodatku żołnierzy poszczególnych oddziałów szkolono według różnych regulaminów. Co prawda na mocy uchwały Kongresu z 1792 roku milicje poszczególnych stanów miały prawo wyboru podręczników musztry, nawet jednak w obrębie każdego z nich nie istniała unifikacja. Brakowało także broni: w pewnej brygadzie milicji z New Jersey na 2000 ludzi posiadano zaledwie 375 sztuk broni, z których 225 stanowiło własność stanu; sytuacja w niektórych pułkach milicji stanu Kentucky była jeszcze grosza. Paradoksalnie problem uzbrojenia był poważniejszy w stanach pogranicza. Biorąc to wszystko pod uwagę, trudno sobie wyobrazić, jak tego rodzaju siły mogłyby skutecznie działać w polu ((J. K. Mahon, A Board of Officers Considers the Condition of the Militia in 1826, Military Affairs, 15 (1951), s. 85, 88-89.)).

Kolejnym problemem była niska frekwencja na zbiórkach, w czasie których prowadzono szkolenie, była niska. Przyczyną tego stanu rzeczy był zarówno brak wiary w ich sens, jak i ceny ekwipunku i uzbrojenia, które milicjanci musieli nabywać własnym kosztem, oraz niekiedy duże odległości, jakie musieli pokonać by dostać się na miejsce zbiórki – przy czym koszty podróży ponosili również oni sami. Nawet jeśli udało się zebrać znaczną liczbę milicjantów, spotkania te nie zawsze stanowiły okazję do doskonalenia umiejętności militarnych i przybierały raczej towarzyski charakter. W rezultacie niektóre stany wprowadzały specjalną opłatę, uiszczenie której zwalniało od obowiązku uczestnictwa zbiórkach, a zebrane w ten sposób fundusze przeznaczano na wyekwipowanie oddziałów „ochotniczej milicji” ((L. London, The Militia Fine 1830-1860, Military Affairs, 15 (1951), s. 133-134.)). Oddziały ochotniczej milicji skupiały często ludzi zainteresowanych doskonaleniem umiejętności wojskowych i ich wartość bojowa była generalnie znacznie wyższa, niż zwykłej milicji stanowej, stanowiły jednak niewielką jej część.

Nawet entuzjaści milicji byli świadomi postępującego upadku tej instytucji. W swoim dziele mającym za cel przybliżenie obywatelom założeń konstytucji Stanów Zjednoczonych, Joseph Story poświęcił sporo miejsca kwestii roli i kondycji milicji.

Jednym z typowych sposobów, w jaki tyrani realizują swoje cele, nie napotkawszy oporu, jest rozbrojenie ludu, uczynienie przestępstwa z posiadania broni i utrzymywanie stałej armii, zamiast uciekania się do milicji. (…) Milicja jest naturalną obroną wolnego kraju przed obcym najazdem, wewnętrznymi buntami i wewnętrznymi uzurpacjami władzy przez rządzących. Jest wbrew rozsądnej polityce ludzi wolnych, by utrzymywać wielkie instytucje wojskowe i stałe armie w czasie pokoju, zarówno z racji wielkich wydatków, z jakimi się wiążą, jak i łatwości, z jaką ambitni i pozbawieni zasad rządzący mogą przy ich użyciu obalić rząd i podeptać prawa ludu. Prawo obywateli do posiadania i noszenia broni zostało słusznie uznane ostoję wolności republiki (…) I pomimo, że (…) znaczenie dobrze zorganizowanej milicji zdawać by się mogło tak oczywiste, nie da się ukryć, że wśród Amerykanów szerzy się obojętność wobec jakiekolwiek systemu dyscypliny milicyjnej i spowodowana wiążącym się z nią obciążeniami silna skłonność do pozbycia się wszelkich ustaw. Trudno zrozumieć w jaki sposób praktyczne byłoby utrzymywanie należycie uzbrojonych ludzi bez jakiejś formy [ich] organizacji. Z pewnością istnieje niemałe niebezpieczeństwo, że obojętność może doprowadzić do odrazy, a odraza do pogardy, co prowadziło by do stopniowego podkopania ochrony zapewnionej tą klauzulą naszego Narodowego Zbioru Praw ((J. Story, A Familiar of the Exposition of the Constitution of the United States, New York, 1865, s. 264-265. Patrz także A. A. Ekirch, Jr, The Idea of a Citizen Army , Military Affairs, 17 (1953), s. 30-32.)).

Store obawiał się, że w wyniku upadku instytucji milicji stanowych powiększenie liczebności armii regularnej stanie się koniecznością. Widmo wojskowej dyktatury nigdy się jednak nie ziściło, chociaż zwycięscy generałowie, jak Jackson czy Taylor, zasiadali na fotelu prezydenckim. Upadek instytucji milicji stanowych postępował, a po 1815 roku drastycznie zredukowano też liczebność armii. Co prawda w latach pięćdziesiątych uległa ona powiększeniu, między innymi za sprawą piastującego stanowisko sekretarza wojny przyszłego prezydenta Konfederacji, Jeffersona Davisa ale nawet wtedy nie stała się na tyle silna, by wywrzeć wpływ na politykę ((Cornell, A Well Regulated Militia…, s. 151.)).

W przededniu wojny meksykańskiej (1846-1848) wojsko regularne liczyło jednak zaledwie 7000 oficerów i żołnierzy, skupionych w 8 pułkach piechoty, 2 pułkach dragonów oraz 4 pułkach artylerii. W tej toczonej poza granicami Stanów Zjednoczonych w latach 1846-1848 wojnie milicje stanowe nie brały udziału – ciężar walk spoczął na armii regularnej oraz pułkach ochotniczych. Przed jej zakończeniem armia regularna osiągnęła stan 16 pułków piechoty, 1 pułku woltyżerów i strzelców pieszych, 3 pułków dragonów oraz 1 pułku strzelców konnych. Wykazała też swoją sprawność i wyższość nad wojskiem meksykańskim, odnosząc zwycięstwa pod Palo Alto i Resaca de la Palma. Jakkolwiek w bitwach tych brały udział wyłącznie oddziały regularne, były one zbyt nieliczne, by tylko ich siłami prowadzić wojnę, , wobec czego Prezydent James K. Polk został upoważniony do zaciągu 50 000 ochotników ((American Military History, s. 166.)). Ochotnicy ci spisali się dość dobrze, zwłaszcza w bitwie pod Buena Vista, gdzie wytrzymali ataki niemal trzykrotnie liczniejszej armii meksykańskiej przy pomocy zaledwie trzech baterii regularnej artylerii i dwóch kompanii dragonów ((Patrz: S. A. Carney, Desperate Stand. The Battle of Buena Vista, bmw., bdw.)).

Współcześni obserwatorzy mogli więc odnieść wrażenie, że amerykański system militarny spełnia swoje zadanie i silna stała armia nie jest Stanom Zjednoczonym potrzebna. W istocie jednak przed wojną secesyjną nie został on poddany ciężkiej próbie. Wielka Brytania, zaangażowana w wojnę na kontynencie europejskim, nie była w stanie skierować przeciwko USA całej swojej potęgi, zadowalając się na dłuższą metę utrzymaniem Kanady, armia meksykańska była przeżarta korupcją, fatalnie dowodzona i uzbrojona. Godzina prawdziwej próby nadeszła w 1861 roku i dopiero wtedy miało się okazać, na ile improwizowany charakter sił zbrojnych sprawdzi się w konflikcie na wielką skalę, jakim stała się wojna domowa.

dr Juliusz Tomczak

Zdjęcie: “Bastion narodu. Dobrze zdyscyplinowana milicja”. Rysunek satyryczny Edwarda W. Claya z 1829 roku, przedstawiający zbiórkę milicji z Filadelfii w stanie Pensylwania. (Library of Congress, LC-USZ62-7752) via Autor

Autor: dr Juliusz Tomczak

Juliusz Tomczak - doktor w dziedzinie nauk humanistycznych w zakresie historii i tłumacz anglojęzycznych książek o tematyce historyczno-wojskowej. Jego zainteresowania badawcze obejmują wojskowość XIX wieku, ze szczególnym uwzględnieniem wojny secesyjnej, oraz wojskowość starożytną. W odniesieniu do obu epok skupia się na badaniach zagadnień związanych z taktyką, zwłaszcza piechoty.