Kategorie
XX i XXI wiek

Formy prześladowań kościaniaków w czasie okupacji niemieckiej

Więzienie policyjne przy ulicy Schutzenstrasse codziennie zapełniało się nowymi osobami. Już od 16 września 1939, czyli dnia w którym wydane zostało zarządzenie, każdorazowo o wyznaczonej porze zgłaszali się mężczyźni jako gwaranci bezpieczeństwa. Miejscowi Niemcy pragnęli zemsty na kościaniakach. Sposobność taka nadarzyła się 2 października 1939 roku. Obradował wtedy w Kościanie sąd doraźny grupy operacyjnej policji bezpieczeństwa, pod przewodnictwem SS-Sturmbannführera Flescha. Śmierć w wyniku rozstrzelania poniosło 8 wybitnych działaczy: Ludwik Cichorzewski z Kokorzyna, Ludwik Kaczmarek z Kościana, Władysław Kościelski z Sepna, Franciszek Obaro z Kościana, Stanisław Pobiszczak z Kościana, Józef Szynklewski z Czempinia, Ludwik Wenskiz Kościana, Władysław Wydra z Kościana ((Tamże, s. 177-178.)). Nie była to pierwsza zbrodnia hitlerowców w powiecie kościańskim. Mordy miały miejsce także w Śmiglu. W obu miejscowościach doszło do kolejnego rozstrzelania niewinnych osób już w następnych dniach października. Rozpacz i nienawiść, a nawet w pewnym stopniu niedowierzanie, takie emocje możemy zaobserwować w mieście po egzekucji. 23 października miała miejsce kolejna publiczna zbrodnia, w której zginęło 18 osób: Edward Brzeski z Oborzysk, Mieczysław Chłapowski z Kopaszewa, Ludwik Dubski z Kobylnik, Bronisław Farulewski z Czempinia, Jan Hejnowicz z Kościana, Zygmunt Hełczyński z Bonikowa, Jan Hoeffner z Kościana, Jan Ido z Kościana, Zygmunt Irżabek z Kościana, Franciszek Leśniak z Bieżyna, Franciszek Michalak z Wielichowa, Eryk Samulski z Reńska, Jan Szołdrski z Gołębina Starego, Stanisław Szukalski z Czempinia, Józef Tomaszewski z Kościana, Józef Wojciechowski z Borowa ((Tamże, s. 179.)). Jak widzimy ofiarami hitlerowskiej władzy nie byli sami kościaniacy. Przy ścianie Ratusza zginęły osoby zasłużone z całego powiatu. Wszystko odbywało się w sposób jawny, jednak w Kościanie dochodziło także do skrytobójczych mordów. Dwa miejsca, w których doszło do tragedii są dzisiaj oznaczone i przypominają nam o tych wydarzeniach. Jednym z nich jest Park Miejski, w którym do rozstrzelania 45 Polaków doszło 7 listopada 1939 roku, drugim las Kurza Góra-Racot, gdzie dwa dni później zamordowanych zostało 21 osób. Na liście zamordowanych znajduje się tylko jeden mieszkaniec Kościana – kupiec Bolesław Wiórek, pozostali zabici pochodzili z całego powiatu kościańskiego ((Materiał zbiorowy, Z katakumb wspomnień, Kościan 1946, s. 16. )). Wszystkie ofiary pochowano w masowej mogile na miejscu zbrodni. Oba te morderstwa dokonane zostały przez kościańskie Gestapo pod osłoną nocy. W więzieniach przebywało za dużo osób, więc według Niemców należało się ich pozbyć ((J. Zielonka, Pod niemiecką okupacją, s. 182.)). Wszystkie masowe egzekucje na długo zapadły w pamięć mieszkańcom. Dzisiaj natomiast przypominają o tych wydarzeniach pamiątkowe pomniki.

Ratusz Kościan
Ratusz w Kościanie. Muzeum Regionalne im. dr. Henryka Florkowskiego w Kościanie

W wizji idealnego państwa, jaką kreował Adolf Hitler, nie mogło być miejsca dla osób psychicznie chorych. Dlatego też wydał on ustawę o eutanazji tych osób. Stanowiły one przeszkodę oraz kosztowały państwo zbyt wiele. Działaniami zmierzającymi do „likwidacji” pacjentów zajął się urząd namiestnika Rzeszy w Poznaniu. Chorych zabijano nie tylko w Kościanie. Pierwszym szpitalem przeznaczonym do eutanazji był zakład w Owińskach. Jeszcze na początku wojny pracownicy zakładu próbowali „ocalić” swoich pacjentów. Do domów zostało wypisanych ok. 600 osób, a sam personel został wcielony do wojska. Jednakże po wkroczeniu hitlerowców chorzy ściągani byli z domów do szpitala. Lekarze obniżyli ilość jedzenia jaką dostawali pacjenci oraz zmniejszyli podawanie leków. Wielu chorych psychicznie zmarło już w samym zakładzie. Jeszcze w grudniu 1939 przybył nowy kierownik dr Fritz Lemberger, to właśnie podczas jego zwierzchnictwa doszło w kościańskim szpitalu do eutanazji pacjentów ((Tamże, s. 183.)). W Kościanie osoby psychicznie chore mordowane były od stycznia 1940 roku. Mieszkańcy miasta mogli się jedynie domyślać, co dzieje się z pacjentami szpitala, jednak ostateczne potwierdzenie tej straszliwej zbrodni dostarczyli świadkowie tych zdarzeń po zakończeniu działań wojennych. Codziennie ciężarówka z napisem „Kaiser’sCaffeGeschäft” wiozła do Jarogniewic transporty gazowanych chorych. Ginęli oni w trakcie drogi trwającej paręnaście minut. Masowe mogiły pochłonęły 237 mężczyzn i 297 kobiet ((M. Kaczmarek, Jarogniewice pow. Kościan. Miejsce masowych zbrodni hitlerowskich, Poznań 1971. )).

Kościaniacy ginęli nie tylko na oczach mieszkańców miasta, czy w ciężarówkach wiozących ich do Jarogniewic. Ich nazwiska można odnaleźć także wśród zamordowanych w Forcie VII, czy w więzieniu przy ul. Młyńskiej w Poznaniu. Niektórym więźniom udało się przeżyć okres więzienny, lecz większość ginęła w obozach, do których zostali przewiezieni. Pierwsze transporty do Poznania odnotowano już w październiku 1939. W następnych miesiącach dochodziło do ponownych aresztowań i wywózek do Fortu VII.

Drogi z więzienia były dwie. Obóz koncentracyjny jako szansa na możliwe późniejsze wyzwolenie, lub śmierć podczas przesłuchań. Jeśli udowodniono komuś winę, lepszym wyjściem było trafić do obozu. Dramat więźniów rozpoczął się w 1940 roku.

„Podróż” skazańca rozpoczynała się z Dworca Głównego w Poznaniu. W zamkniętych pociągach kontynuowano drogę najczęściej do Oświęcimia. W czasie wielogodzinnej drogi w ciasnym zatłoczonym wagonie towarzyszyło więźniom uczucie niepewności co stanie się później. Słabsze jednostki jechały na pewną śmierć. Opuszczone rodziny często o zgonie najbliższej osoby dowiadywały się z dużym opóźnieniem, a przyczyny śmierci były fałszowane. Kościaniacy trafiali też do obozów w Dachau, Ravensbruck, Mauthausen i Gusen ((M. Koszewski, J. Zielonka, Pod hitlerowskim panowaniem, s. 156.)). Do kacetów trafiała najczęściej inteligencja polska. Z Kościana wywieziono ok. 25 osób, głównie nauczycieli. Dużą grupę więźniów stanowili księża, opuszczający swoje parafie w całym powiecie ((J. Zielonka, Pod niemiecką okupacją, s. 192.)).

Kościół św. Krzyża
Rozebrany kościół Św. Krzyża w Kościanie, Muzeum Regionalne im. dr. Henryka Florkowskiego w Kościanie

Największe represje dotknęły jednak Kościół katolicki. Niemcy myśleli, że przez aresztowania i zamykanie kościołów złamią społeczeństwo polskie. Duchowni trafiali najczęściej do obozów koncentracyjnych, zwłaszcza do Dachau. Gestapo ściganie księży rozpoczęło w 1940 roku. Ze starostwa w Kościanie trafiali oni do obozu przejściowego w klasztorze w Lubiniu, stamtąd droga wiodła do Fortu VII. W Kościanie aresztowano grupę 5 księży, znaleźli się w niej ks. Antoni Szwarz, ks. Czesław Kuźniak, ks. Józef Mettler, ks. Stefan Tomczak, ks. Alfons Graszyński. 6 października 1941 gestapo zatrzymało pozostałych księży z powiatu, w tym ks. Stanisława Bednarkiewicza oraz ks. Antoniego Berka ((Tamże, s. 193, 195.)). Widocznym znakiem wrogości władzy było rozebranie kościoła Św. Krzyża, który znajdował się przy ulicy Adolf-Hitler-Strasse. Zarządzenie o jego likwidacji wydał starosta kościański Helmut Liese. Z budynku pozostały tylko fundamenty. Cegłę składowano na stadionie miejskim, w 1941 posłużyła ona jako materiał budowlany na nowym osiedlu dla Niemców. Tak jak w innych kwestiach władza hitlerowska sfałszowała dokumentację, twierdząc, że kościół został zbombardowany ((M. Koszewski, J. Zielonka, Pod hitlerowskim panowaniem, s. 163-164.)). Dla katolickiej części społeczeństwa był to niewątpliwie cios. Likwidowano elementy ich wiary. Pomniki, figury o wymowie religijnej zniknęły z miasta. Kościańska Fara oraz inne budynki sakralne zamienione zostały na magazyny. W 1941 roku na drzwiach kościołów katolickich zawieszona została tablica informująca o godzinach nabożeństw tylko dla żołnierzy Wehrmachtu. Natomiast na drzwiach kościoła ewangelickiego zamieszczono napis „Polakom wstęp wzbroniony” ((Pismo komisarza urzędowego Kościana do starosty powiatowego, w: Opracowanie zbiorowe, w Pamiętnik Towarzystwa Miłośników Ziemi Kościańskiej 1961- 971, Kościan 1972, s. 185.)). Jedyne kościoły przeznaczone dla kościaniaków znajdowały się w Oborzyskach Starych i Bonikowie. Jednakże każdorazowo trzeba było wystąpić o pisemne zezwolenie na uczestnictwo w nabożeństwie. Konfiskacie uległy książeczki do modlitwy zawierające krzepiącą Polaków pieśń „Jeszcze Polska nie zginęła”, wszystkie spalono w gazowni. Jeszcze wcześniej władza okupacyjna ograniczała organizację pogrzebów, wśród pogrążonych w żałobie mogli znaleźć się tylko najbliżsi. Pochówku można było dokonać jedynie w lesie koło Bonikowa, gdyż hitlerowcy zamknęli kościański cmentarz. Zakazano również odprawiania uroczystości pogrzebowych przez księży, ostatni raz duchowny odprawił nabożeństwo 1 listopada 1943 roku ((J. Zielonka, Pod niemiecką okupacją, s. 193- 196.)). Wszystkie te poczynania władzy miały na celu odciągniecie mieszkańców od wiary katolickiej, działania te oczywiście nie przyniosły zamierzonych rezultatów.

Już od początku okupacji Niemcy pozbawiali Polaków wszelkiej własności. Jednym z pierwszych zarządzeń wydanych przez okupanta było odebranie kościaniakom odbiorników radiowych, broni. Jednak najdotkliwsze było pozbawianie mieszkańców ich własnych domów. Od roku 1939 do 1944 masowo wysiedlono ok. 14.353 osób z całego powiatu kościańskiego ((M. Koszewski, J. Zielonka, Pod hitlerowskim panowaniem, s. 163.)). Głównym kierunkiem wywózki całych rodzin było Generalne Gubernatorstwo. Pretekstem do odebrania Polakom lokali mieszkalnych była wygoda Niemców. Przybywający Niemcy, aby mieli odpowiednie warunki socjalne przejmowali własność kościaniaków. Okres ten można nazwać dzikimi wysiedleniami. Starych lokatorów przenoszono w miejsca o gorszym standardzie. Ofiarami tego procesu padło ok. 100 rodzin. Pierwsza akcja trwała od 8 do 10 grudnia 1939 roku. Objęła ona uczniów gimnazjum i liceum, powstańców wielkopolskich z rodzinami, wdowy i rodziny zamordowanych na rynku w egzekucjach, rodziny które posiadały mieszkania o wysokim standardzie. W pierwszym okresie wysiedleń przenoszono kościaniaków głównie do powiatu Sokołów Podlaski, gdzie zdani byli na siebie i życzliwość tamtejszych mieszkańców. Dzięki nim wielu udało się przeżyć i powrócić po wojnie do Kościana. Bardziej intensywne wysiedlenia miały miejsce w roku 1940. 9 marca 60 rodzin zostało pozbawionych domów, 29 października następnych 20, 3 grudnia odbyła się największa w tym roku akcja, w której wysiedlono 100 rodzin. W tym roku represje miały charakter głównie gospodarczy. Wysiedlonych przez obozy przejściowe w Łodzi i Konstantynowie kierowano dalej, najczęściej do powiatów miechowskiego, pińczowskiego, województwa lubelskiego. 12 marca 1941 osoby z Kościana kierowano albo do Generalnej Guberni albo na roboty do Rzeszy. Ostatnie wysiedlenie miało miejsce w 1944, kiedy to do miasta zaczęli napływać Niemcy czarnomorscy. 6 czerwca domu pozbawiono 70 rodzin, a 14 lipca – 40, trafili oni na roboty przymusowe. Cały majątek Polaków przejmowali Niemcy, przybywali oni do miasta znad Morza Czarnego, Rumunii, Wołynia, Estonii, Niemiec. Według szacunków Kościan opuściło w 11 akcjach 1970 osób, jest to 480 rodzin. Niemcy powołali urząd, który za zadanie miał przejmowanie majątku kościaniaków, był to Główny Urząd Powierniczy „Wschód”. Dla ułatwienia przesiedleń hitlerowcy na terenie fabryki wyrobów tytoniowych zorganizowali obóz przejściowy, skąd transportowano ich dalej ((J. Zielonka, Pod niemiecką okupacją, s. 185-190.)).

Wraz ze stopniowym zbliżaniem się Armii Czerwonej, niemieckie działania w Kościanie zaczęły być bardziej chaotyczne. Hitlerowcy nadal gnębili mieszkańców miasta, jednocześnie zacierając wszelkie ślady swoich zbrodni. W Kościanie utworzono szpital dla rannych żołnierzy nr 909 oraz 910. Kierownikiem placówek był dr Boekamp. Ponieważ z frontu przybywało coraz więcej rannych, szpitale musiały być powiększone o nowe budynki. Do dyspozycji lekarzy oddano budynki szkolne, więzienie Gestapo czy prywatne domy. W obawie o własne życie wielu urzędników po zlikwidowaniu swoich miejsc pracy, oraz dokumentacji decydowało się na ucieczkę. Równocześnie Wehrmacht planował obronę miasta w razie pojawienia się wojsk rosyjskich. Wszystko rozpoczęło się w 1944 roku. Ze względu na szybko zmieniającą się sytuację podjęto działania zmierzające do obrony miasta. Kościaniacy zostali siłą zmuszani do wycieńczającej pracy. Pod nadzorem niemieckich żołnierzy kopali rowy strzeleckie i przeciwpancerne, stawiali zasieki, budowali umocnienia ziemne oraz prowizoryczne fortyfikacje. Kościaniaków możemy odnaleźć także w obozach pracy w pobliskich miejscowościach. Pod czujnym okiem Niemców musieli wykonywać prace służące obronie miasta i powiatu ((J. Kuczyński, J. Zielonka, Wyzwolenie Kościana przez Armię Radziecką w 1945 roku, w: Pamiętnik Towarzystwa Miłośników Ziemi Kościańskiej 1961-1971, Kościan 1972, s. 198-199.)).

Wycofujący się hitlerowcy nie tylko niszczyli dokumentację, która w przyszłości mogła stać się cennym źródłem dla badaczy. Dołożyli wszelkich starań, aby na jaw nie wyszły ich zbrodnie, dokonane na mieszkańcach miasta. Dlatego od 25 stycznia do 6 marca 1944 komando SS prowadziło prace na terenie lasu w Jarogniewicach. Wydobywane ciała chorych palono. Zadanie to wykonywali robotnicy żydowscy. Samo miejsce masowego grobu przykryto ziemią i mchem oraz obsadzano sosnami ((M. Kaczmarek, Jarogniewice…, s. 7.)). Jednakże wszystkich śladów tej zbrodni nie udało się zatrzeć. Po ucieczce Niemców miejsce mogił potrafił wskazać jeden z mieszkańców Jarogniewic. Krótko po tych wydarzeniach we wzruszonej ziemi można było znaleźć części odzieży, obuwia czy rzeczy osobiste zmarłych. Wszystko to dobitnie świadczyło o dokonanej zbrodni.

Zachłanność hitlerowców możemy obserwować w momencie rabunków jakich dokonywali w ostatnich dniach pobytu w mieście. Z kościańskich fabryk wywożono maszyny, albo ich części, tabory drogowe i kolejowe. Gdy nie udało się zrealizować założeń grabieży, Niemcy przeszli do dewastacji mienia kościaniaków. Wywieziono również kosztowności, które zrabowano w czasie zamykania kościołów. Polacy utracili cenne dzieła sztuki, naczynia liturgiczne, które nigdy nie wróciły do Polski. Z początkiem stycznia 1945 żołnierze Wehrmachtu zaminowali budowle miasta. Likwidowano magazyny z bronią, wywożono sprzęt radiowy, mundury i żywność. Rozpoczęto formowanie pasa obronnego miasta, który Wehrmacht utworzył na linii Kurza Góra – Kiełczewo – Sierakowo. 24 stycznia spalono cukrownię w Kościanie, na jej terenie specjalne jednostki SS wysadzały w powietrze niepotrzebne już pojazdy. Bronić zakładu postanowiła robotnicza grupa samoobrony ((J. Kuczyński, J. Zielonka, Wyzwolenie Kościana, s. 199-200.)).

25 stycznia 1945 roku wojska rosyjskie zaczęły zbliżać się do miasta. Mieszkańcy chętnie współpracowali z Armią Czerwoną. Dokładnie opisywali miejsca oporu Niemców, czy przepraw na Obrze. Pierwsze motocykle i czołg radziecki zjawił się w Kościanie od strony ul. Czempińskiej. Odpowiedź żołnierzy niemieckich była natychmiastowa. Patrol został ostrzelany i natychmiast się wycofał. Następnego dnia, tj. 26 stycznia ponowiono najazd na miasto. Wojsko radzieckie wkroczyło od strony Gostynia, lecz po kolejnej wymianie ognia zmuszono je do wycofania się w kierunku Lubosza. Po nieudanych próbach zajęcia miasta z marszu strona radziecka rozpoczęła atak. Zaatakowano bronioną Kurzą Górę. Pierwsza ofensywa została przez wojska Wehrmachtu odepchnięta. Nie miało to jednak większego znaczenia, ponieważ tego samego dnia wieś została zdobyta.

27 stycznia przejęto teren zajęty przez Niemców, których skutecznie przepędzono. W samym mieście toczyły się zaciekłe walki rozbitych jednostek. Żołnierze radzieccy atakowani byli z dachów, strychów. Dzięki Armii Czerwonej miasto zostało wyzwolone o godz. 17:00. Z murów ratusza zniknęła swastyka, a pojawiła się długo wyczekiwana polska flaga ((Tamże, s. 200-201.)).

Pomnik

Pomnik pomordowanych w lesie Kurza Góra-Racot, archiwum autorki

Ostatecznie 27 stycznia 1945 roku skończył się okres okupacji niemieckiej w Kościanie. Zapisał się na stałe w pamięci wielu mieszkańców. Powołana nowa władza chcąca rozliczyć się z przeszłością, rozpoczęła proces ekshumacji masowych mogił pomordowanych Polaków. W tym celu powołano Powiatowy Komitet Ekshumacyjny. Pierwsze odkrywanie miejsc zbiorowych grobów odbyło się 30 października 1945 roku, na cmentarzu żydowskim. Każdorazowo zwłoki układane były na stołach, gdzie lekarze przyglądali się ciałom. W zależności od tego jak duża była mogiła pomordowani byli różnie ułożeni. W większości przypadków nie zwracano uwagi na pozycję zmarłego. Ostrożne obchodzenie się z ciałami umożliwiło późniejszą identyfikację, której pomagały także rzeczy osobiste, czy odzież. Druga ekshumacja odbyła się na cmentarzu Zakładu Psychiatrycznego. Władze polskie chcąc upamiętnić ofiary zbrodniczej okupacji, zorganizowały uroczysty pogrzeb. Uroczystości miały miejsce 6 listopada 1945 roku. Kondukt żałobny przeszedł ulicami miasta. Odprawiono mszę, przemawiało wielu przedstawicieli władzy. Pomordowani spoczęli na cmentarzu po-ewangelickim, przejętym przez gminę. Na pamiątkę męczeńskiej śmierci mieszkańców Kościana wybudowano mauzoleum. W jego podziemiach znajdują się szczątki pomordowanych. W widocznym miejscu umieszczono tablicę z nazwiskami ofiar niemieckiej zbrodni ((Materiał zbiorowy, Z katakumb wspomnień, s. 16-27. )).

Marta Zielińska

Bibliografia:
Kaczmarek Marian, Jarogniewice pow. Kościan. Miejsce masowych zbrodni hitlerowskich, Poznań 1971.
Koszewski Marian, Zielonka Jerzy, Pod hitlerowskim panowaniem, w: Pamiętnik Towarzystwa Miłośników Ziemi Kościańskiej 1961-1971, pod red. Henryka Florkowskiego, Mariana Koszewskiego, Jerzego Zielonki, Kazimierza Zimniewicza, Kościan 1972.
Koszewski Marian, Pamięć, Kościan 2003.
Zielonka Jerzy, Pod niemiecką okupacją, w: Kościan zarys dziejów pod red. Zbigniewa Wielgosza i Kazimierza Zimniewicza, Kościan 1985.
Z katakumb wspomnień, Materiał zbiorowy opracowany przez Wydział Propagandy Powiatowego Komitetu Ekshumacyjnego w Kościanie, Kościan 1946.

Zdjęcia:
– Muzeum Regionalne im. dr. Henryka Florkowskiego w Kościanie.
– Archiwum Autorki