Kategorie
Z historią w tle...

Generał broni pilot Stanisław Franciszek Targosz, Dowódca Sił Powietrznych RP (2005-2007)

Generał broni pilot Stanisław Franciszek Targosz urodził się 23 lipca 1948 r. w Jaroszowie (gmina Strzegom, powiat Świdnica) województwo dolnośląskie, w rodzinie robotniczej. Matka Antonina (ur. 1923) z domu Papaj, w okresie okupacji jako 17 letnia dziewczyna została wywieziona na roboty przymusowe do Austrii w miejscowości Villach. Ojciec Franciszek (1914-1990), żołnierz września 1939 roku, walcząc jako strzelec 12. pułku piechoty 6. Dywizji Piechoty, wchodzącej w skład Armii „Kraków”, ranny dostał się do niewoli radzieckiej, a później niemieckiej. Miał rodzeństwo, czterech braci Zbigniewa (ur. 1945), Henryka (ur. 1955), Mieczysława (ur. 1960), Leszka (1963-1985) i siostrę Jadwigę (ur. 1951). W latach 1955-1962 uczęszczał do Szkoły Podstawowej w Wolbromiu. W latach 1962-1966 uczył się w Liceum Ogólnokształcącym im. Romualda Traugutta w Wolbromiu. Po ukończeniu Liceum Ogólnokształcącego 3 stycznia 1967 r. podjął naukę w Oficerskiej Szkole Lotniczej w Dęblinie. Ukończył ją pod koniec grudnia 1969 r. Jako podporucznik-pilot otrzymał przydział do 2. Pułku Lotnictwa Myśliwskiego „Kraków”. Służył w Goleniowie, gdzie jako pilot wykonywał loty na samolotach Lim-5 i Lim-5p. 26 marca 1970 roku, w kościele pw. Św. Jana Chrzciciela, w Chodowie, zawarł związek małżeński z Barbarą z domu Micyk.

Od marca 1971 r. był pilotem w 40. Pułku Lotnictwa Myśliwskiego-Szturmowego w Świdwinie, gdzie wykonywał loty na samolotach Lim-6. Od marca 1973 r. dowodził kluczem lotniczym. Jak ten okres wspomina mjr dr inż. Kazimierz Janusiak – sąsiad z bloku ze Świdwina: „Moja znajomość z generałem Stanisławem Targoszem przypada na okres mojej służby w lotniczym garnizonie Świdwin, tj. na lata siedemdziesiąte. Osiedle Świdwin 3, bo tak się wówczas nazywało. Składało się z kilkudziesięciu bloków mieszkalnych, hotelu, szkoły, przedszkola i Klubu Garnizonowego. W tym kilkunastoblokowym osiedlu, prawie wszyscy mieszkańcy dobrze się znali w stosunkach służbowych jak i prywatnych. Spotkania towarzyskie po pracy (służbie) odbywały się na ławeczkach przed klubem, na działkach i przy garażach. Imprezy towarzyskie organizowane były w kawiarni klubowej. Był to okres przed nadchodzącymi zmianami w Garnizonie Świdwin. Stanisława Targosza pamiętam jako młodego pilota z 40. Pułku Lotnictwa Myśliwsko – Szturmowego w Świdwinie. Podczas koleżeńskich pogawędek w domku pilota miedzy kolejnymi lotami dyskutowaliśmy nieraz o przyszłości lotnictwa w Polsce. Z prowadzonych dyskusji można było wywnioskować, że był pasjonatem lotnictwa. Niejednokrotnie przekonywał kolegów do koniecznych zmian organizacyjnych w lotnictwie oraz do wymiany istniejącego sprzętu lotniczego na nowoczesny. Był zwolennikiem poszukiwania nowych rozwiązań organizacyjnych w lotnictwie w systemie dowodzenia i w profesjonalizacji szkolenia personelu lotniczego. Dużo uwagi podczas dyskusji poświęcał umiejętnościom, jakie powinni posiadać dowódcy w zarządzaniu ludźmi.”

A tak wspomina płk mgr inż. Zdzisław Domasik, były dowódca 47. Polowych Warsztatów Lotniczych w Świdwinie: „Po ukończeniu Szkoły Chorążych Personelu Technicznego Wojsk Lotniczych w COSSTWL [Centralnym Ośrodku Szkolenia Specjalistów Technicznych Wojsk Lotniczych – przyp. red.] w Oleśnicy 29.08.1971 r. dostałem przydział do 40. plmsz w Świdwinie na stanowisko dowódcy klucza osprzętu w 1. Eskadrze Lotniczej. Po krótkim przeszkoleniu w ramach samokształcenia i zdaniu egzaminów dopuszczeniowych do samodzielnej obsługi samolotów typu Lim-5 i Lim-6 przystąpiłem do codziennej realizacji zadań związanych z obsługiwaniem i usprawnianiem samolotów wystawianych na loty dzienne i nocne. Pierwszy bezpośredni kontakt z młodym ppor. pil. Stanisławem Targoszem miałem w październiku 1971 r. podczas przygotowywania samolotów do lotów dzienno-nocnych. Jako jeden z nielicznych pilotów podszedł do statku powietrznego, który przygotowywałem do wylotu z zapytaniem, czy może potrenować w kabinie i czy mogę sprawdzić jego wiedzę z zakresu budowy samolotu i szczególnych przypadków w locie. Zaskoczony byłem jego wiedzą i wnikliwym dopytywaniem się o szczegóły. Był oficerem, który nie wstydził się podejść do personelu technicznego i pytać się o wszystko co wiązało się ze sprzętem lotniczym na którym latał. Dość często obserwowałem starty i lądowania ppor. Stanisława Targosza, który przewyższał umiejętnościami swoich starszych kolegów. Widać było u niego zapał do latania i poznania wszystkiego co wiązało się z lotnictwem. Pod koniec 1973 r. został przeniesiony do 3 plmb do Bydgoszczy i przez 12 lat nie mieliśmy kontaktu. W tym czasie trafiłem na studia w Wojskowej Akademii Technicznej i po ukończeniu dostałem przydział do 1. plm Warszawa w Mińsku Mazowieckim. Z powodu trudności mieszkaniowych w garnizonie, w którym pełniłem służbę 12.07.1983 r. wróciłem do Świdwina na stanowisko zastępcy Kierownika 47. Polowych Warsztatów Lotniczych, które wykonywały obsługi okresowe i remonty średnich samolotów An-2, TS-11 „Iskra”, Lim-5 i Lim-6. W 1985 r. 40. plmsz w Świdwinie przekazywał samoloty myśliwsko szturmowe Lim-6M do Białej Podlaskiej i przezbrojono pułk się na super technikę czyli na samoloty myśliwsko-bombowe Su-22 i zmieniono nazwę pułku na 40. plmb. Okazuje się, że na dowódcę jednostki wyposażonej w nową technikę lotniczą został wyznaczony mjr dypl. pil. Stanisław Targosz. Dowiedziałem się, że nowy dowódca pułku przeszedł pełne przeszkolenie pilotażowe na samoloty Su-22, podczas przebazowania 40. plmb do Piły i ma uprawnienia instruktora. Organizowanie jednostki rozpoczął od weryfikacji pilotów, którzy mogliby latać na nowym sprzęcie. Robił to osobiście z każdym pilotem, który przeszedł przeszkolenie podstawowe. Wielu pilotów latających dotychczas na samolotach Lim-6 według mjr Targosza nie spełniało wymogów do latania na Su-22 i musieli odejść do innych jednostek lub przejść do innych służb. Był konsekwentny i wymagający w stosunku do siebie i do podwładnych. Twierdził, że woli zrezygnować z słabego pilota, niż być na jego pogrzebie. Dzięki temu wyszkolił grupę wspaniałych pilotów latających we wszystkich warunkach atmosferycznych i wykonujących wszystkie zadania na jakie pozwalał nowy typ statku powietrznego. Bezwzględnie przestrzegał regulaminu lotów. Pozwoliło mu to, w czasie dowodzenia pułkiem, uniknąć przesłanek i wypadków lotniczych. Ponownie nawiązaliśmy znajomości i współprace uczestnicząc w szkoleniach i odprawach w sztabie 3. DLMB [Dywizji Lotnictwa Myśliwsko-Bombowego – przyp. red.], której nasze jednostki podlegały. W 1988 roku 47. PWL dostał zadanie przeszkolić się na nowy typ samolotu Su-22 (przeszkolenie trwało po pół roku w dwóch turach w COSSTWL w Oleśnicy i przystąpić do wykonywania obsług okresowych wyższego rzędu oraz remontu średniego w warunkach polowych. Dzięki zaangażowaniu i dużemu doświadczeniu, personel warsztatów opanował dość szybko umiejętności i wiedzę, żeby samodzielnie wykonywać obsługi i naprawy samolotów Su-22. Każda naprawa lub obsługa statku powietrznego kończyła się oblotem. Czynność tę mógł wykonać tylko pilot z uprawnieniami oblatywacza. I wtedy okazało się na początku, że te uprawnienia posiada tylko ppłk dypl. pil. Stanisław Targosz. To właśnie on wykonywał w większości obloty naszych samolotów do października 1992 r. oceniając nasze umiejętności i wiedzę. Pomimo zmiany stanowiska (w maju 1990 r. objął stanowisko zastępcy dowódcy 3. DLMB, a w marcu 1992 r. stanowisko dowódcy) z oblatywania samolotów Su-22 nie zrezygnował. Doszedł do perfekcji w lataniu na tym typie samolotu. Ja jako zastępca, a od 15.05.1992 r. kierownik 47. PWL miałem obowiązek, zgodnie z regulaminem oblotów, być obecnym osobiście jako kierownik oblotów na wieży portu lotniczego. Często po zakończeniu oblotu samolotu i sprawdzeniu wszystkich parametrów, pilot prosił o zgodę na wykonanie dodatkowego przelotu nad lotniskiem. Wszyscy uczestniczący w oblotach, podziwiali odwagę, umiejętności i perfekcję w wykonywaniu figur wyższego pilotażu. On się pasjonował lataniem, a samolot Su-22 był jego ulubionym statkiem powietrznym. Będąc moim bezpośrednim przełożonym, po objęciu stanowiska zastępcy, potem dowódcy 3. DLMB, dość często przyjeżdżał do warsztatów, żeby potrenować w kabinie samolotu i dzielić się uwagami z personelem latającym i technicznym odnośnie niesprawności zdarzających się w trakcie lotu i ewentualnych przyczyn ich powstawania. Od podwładnych wymagał dyscypliny i fachowości, ale potrafił to docenić stosując różne rodzaje wyróżnień przewidzianych regulaminem dyscyplinarnym. W maju 1992 r. objąłem stanowisko kierownika 47. PWL i po raz pierwszy wyjechałem w lipcu na zasłużony urlop do WDW [Wojskowego Domu Wypoczynkowego – przyp. red.] w Zakopanym. Obowiązki kierownika pełnił mój zastępca. W pierwszym tygodniu mojego urlopu w nocy odebrałem telefon z decyzją o natychmiastowym powrocie do jednostki, ponieważ w mojej jednostki została ogłoszona pełna gotowość bojowa z mobilizacją czyli z powołaniem żołnierzy rezerwy przez Sztab Generalny WP. Kiedy dotarłem do jednostki, zastałem wszystkie elementy bazy mobilizacyjnej związane z powoływaniem żołnierzy rezerwy rozwinięte. Już się zgłaszali pierwsi rezerwiści i mobilizowane pojazdy. Później dowiedziałem się, że dzięki Dowódcy 3. DLMB płk Stanisławowi Targoszowi i Szefowi Sztabu 3. DLMB płk Henrykowi Czyżykowi, którzy wsparli mojego zastępcę kpt. Krzysztofa Wilka, tak sprawnie zostały rozwinięte wszystkie elementy mobilizacyjne łącznie z wysłaniem gońców po żołnierzy i pojazdy mobilizowane. Wszystkie elementy mobilizacyjne zostały zrealizowane w nakazanym czasie. Przeszliśmy pełną kontrolę z egzaminami ze wszystkich dziedzin włącznie. Żołnierze rezerwy zostali przeszkoleni. Wykonaliśmy w warunkach polowych przyspieszoną obsługę okresową na samolocie Su-22. Na zakończenie odbyła się uroczysta zbiórka na której zostali awansowani żołnierze rezerwy zaraz po wykonanym oblocie statku powietrznego, przez płk Stanisława Targosza, który pokazał kunszt latania na nowym typie samolotu nad obszarem lotniska. Żołnierze rezerwy mieli możliwość podziwiać umiejętności Dowódcy Dywizji w wykonywaniu akrobacji lotniczych. Pokazy podziwiał również skład komisji kontrolującej moją jednostkę. Dzięki płk Stanisławowi Targoszowi i płk Henrykowi Czyżykowi oraz zaangażowaniu całego składu osobowego warsztatów, moja jednostka uzyskała najwyższą ocenę w Wojsku Polskim 4.07 (co było podkreślane na wszystkich odprawach na wysokim szczeblu). Rozstaliśmy się w październiku 1992 r. żeby ponownie spotkać się w październiku 1998 r. w Dowództwie Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej w Warszawie.”

Autor: płk dr inż. Henryk Czyżyk

płk dr inż. Henryk Czyżyk - oficer z wieloletnim stażem w Wojskach Lotniczych i w Siłach Powietrznych. Pełnił służbę na różnych stanowiskach w: 9. plm, 2. plm "Kraków", 3. DLMB, CSD, Dowództwie WLOP, COP oraz Dowództwie Sił Powietrznych. Specjalista z dziedziny lotnictwa, radiolokacji i łowiectwa. Obecnie szef Sekretariatu ds. Działalności Racjonalizatorskiej Sił Powietrznych.