1. Samodzielna Brygada Spadochronowa pod Driel – 21 września 1944 roku – aspekt lotniczy

Desant zaplanowano na 19 września 1944 r, D+2 operacji. Ze względu na niedogodne warunki atmosferyczne, doszło do niego dopiero 21 września. Przez dwa poprzedzające go dni tak spadochroniarze polscy, jak i załogi amerykańskich samolotów przeżywali gehennę oczekiwania na start, szarpiące nerwy oczekiwanie.

21 Września rano, około godziny 07:00, dowódca 1. SBSpad, generał brygadyStanisław Sosabowski otrzymał potwierdzoną informację, że start nastąpi o godzinie 12:00. Pogoda po raz kolejny przeszkodziła w planowym odlocie, który ostatecznie rozpoczął się od 13:10  i trwał do 14:05 ((War Diary.-Dziennik Działań w j. polskim, Operacja „Market-Garden”,Archiwum InstytuPolskiego iMuzeum im. Generała Sikorskiego, sygn. AV.20.31/26)).

Dla większego bezpieczeństwa na czas przelotu dowództwo potrojono. To znaczy, dowódca brygady, jego zastępca i szef sztabu lecieli w osobnych samolotach celem uchronienia jednostki od ewentualnego paraliżu po wylądowaniu na wypadek straty którejś ze sztabowych maszyn.

Po starcie ze Spanhoe i Saltby maszyny urzutowały się w charakterystyczne dziewiątki ((Szyk ten, zwany vic albo vee-of-veena urzutowaniu samolotów transportowych w trzy trójki uformowane w klin jedna za drugą.)). Szyk stu czternastu samolotów sformowany został na wysokości trzech tysięcy metrów.

Z powodu niekorzystnych warunków pogodowych do baz odwołano pięć z piętnastu dywizjonów myśliwskich RoyalAir Force. Amerykanie natomiast musieli zatrzymać na lotniskach trzynaście z piętnastu grup myśliwskich, zostawiając do osłony na czas przelotu jedynie 359. Fighter Group ((Grupa Myśliwska)) oraz 353. Fighter Group, która miała być jedyną eskortą działającą na północ od Eindhoven ((359. FG latała na myśliwcach North American P-51 Mustang, a 353. na Republic P-47 Thunderbolt. Karel Margry, Operation Market-Garden Then and Now, vol. II, Londyn 2003, s. 585-586.)). Oprócz tego, przed południem w okolicy operowała słynna 56. Fighter Group. Wedle różnych danych odnotowała zestrzelenie od piętnastu do szesnastu Focke-Wulfów 190 ((Według Tomasz Szlagora w jego Republic P-47 Thunderbolt, vol. III, w: „Monografie” no 24, Lublin 2006, s. 53-55Wolfpack strąciła szesnaście maszyn wroga, natomiast Caldwell mówi o piętnastu pewnych i jednym prawdopodobnym zwycięstwie, przy stracie jednego P-47, w: Donald L. Caldwell, JG 26: Top Guns of the Luftwaffe, St Louis 1993, s. 279.)), odrzucając Niemców z Jadgeschwader 26 aż do Osnabruck. Niestety, w tym czasie I/JG 26 zaatakowała pozbawione osłony samoloty transportowe RAF ((Tamże, s. 279.)).

Około godziny 15:45, nad Kanałem La Manche, część samolotów odebrała sygnał, którego niestety nie udało się odczytać; wiadomość była uszkodzona ((David Isby, C-47/R4D Units of the ETO and MTO, Botley 2005, s. 71)). W tej sytuacji regulaminy nakazywały domniemywanie rozkazu powrotu do bazy i tak też te załogi postąpiły ((Z formacji A-84 nad Driel doleciały tylko dwa samoloty, z formacji A-85 zrzutu dokonało dwadzieścia pięć maszyn; z A-86 desantowało szesnaście samolotów, a z A-87 trzydzieści. Łącznie zawrócono czterdzieści jeden samolotów.)).

Po obniżeniu pułapu do około 500 metrów nad Belgią, trafiony przez artylerię przeciwlotniczą został jeden samolot, zrzucając spadochroniarzy nad Sas van Gent ((K. Margry, Operation Market-Garden Then and Now, vol. II, Londyn 2003, s. 585.)). Pomiędzy 16:00, a 16:50 w okolicy na południowy-zachód od Nijmegen doszło do walki powietrznej między amerykańskimi Thunderboltami z 353. FG, a formacją około trzydziestu myśliwców Luftwaffe. Trzydzieści sześć Thunderboltów starło się z maszynami z JG 26. W wyniku walki z tym doświadczonym przeciwnikiem Amerykanie zgłosili zestrzelenie sześciu Focke-Wulfów 190 przy stracie jednego P-47 ((Tamże, s. 586. Natomiast w książce Tomasz Szlagora, Republic P-47 Thunderbolt, vol. III, w: „Monografie” no 24, Lublin 2006, s. 53-55 mowa jest o tylko czterech zestrzelonych samolotach niemieckich. Caldwell z kolei pisze o trzech FW-190 i jednym Bf-109, w: D. L. Caldwell, JG 26: Top Guns of the Luftwaffe, St Louis 1993, s. 279.)). Jednocześnie krótko przed zrzutem w okolicy pojawiły się myśliwce bombardujące Hawker Typhoon atakując pozycje nieprzyjaciela ((Leszek Moczulski, Hawker Typhoon cz. 2, w: „Monografie lotnicze” nr 95, Gdańsk 2004, s. 60.)).

Nalot na strefę zrzutu K odbywał się od strony zachodniej, na pułapie około 180 metrów. Zapaliły się zielone światła i zrzut rozpoczął się od godziny 17:08 i trwał do 17:16 ((K. Margry, Operation Market-Garden Then and Now, vol. II, Londyn 2003, s. 586-587.)). Nie było zwiadowców zrzutowiskowych, jedyne naprowadzanie opierała się na montowanym w samolotach urządzeniach Gee ((Tamże, s. 585.)). Desantowi Niemcy przeciwstawili huraganowy ogień przeciwlotniczy – oprócz artylerii przeciwlotniczej różnorakich kalibrów do akcji włączyły się walczące jednostki piechoty i pancerne, w miejsce dotychczasowych celów na lądzie znajdując sobie nowe, w powietrzu. Wywarło to tak ogromny wpływ na wspomnienia polskich spadochroniarzy, że autorzy piszący o desancie 21 września 1944 roku, a bazujący na relacjach uczestników, popadali w skrajności: Stało się to, czego obawiał się Sosabowski: Polaków czekała masakra (…) A gdy kolumny powietrzne zbliżyły się do strefy zrzutu, nagle pojawiło się 25 „Messerschmittów”. Przedarły się przez chmury i zaatakowały nadlatujące samoloty.

Sosabowski, opadając na spadochronie, widział, jak jedna z „Dakot” wali się na ziemię – oba jej silniki paliły się. Kapral Aleksander Kochalski widział inną „Dakotę”, spadającą w dół. Tylko dwunastu spadochroniarzy zdołało z niej wyskoczyć, zanim „Dakota” roztrzaskała się o ziemię i stanęła w ogniu (…) Samoloty niemieckie ostrzeliwały bezbronne polskie transportowce, „zapalając je w powietrzu” (…) Biły również baterie stojące na północ od Driel. Sosabowski zauważył, że nawet karabiny maszynowe strzelały w górę ((Cornelius Ryan, O jeden most za daleko, Warszawa 1979, s. 463-465.)).

Wydawać by się mogło, że tak silne przeciwdziałanie ze strony wroga spowoduje hekatombę w powietrzu. Istotnie, wrażenia musiały być zaiste przerażające, krwawe, makabryczne. Nawet piloci JG 26, upojeni tym imponującym widokiem powietrznej batalii, przypisali sobie dwadzieścia strąconych Skytrainów ((D. L. Caldwell, JG 26: Top Guns of the Luftwaffe, St Louis 1993, s. 279.)). Te niewiarygodne wrażenia okazały się jednak idącymi zbyt daleko emocjami, chętnie podchwyconymi przez piszących po wojnie rodzimych zwolenników teorii heroicznej ofiary złożonej przez Polaków. Ostatecznie bowiem stracono zaledwie pięć C-47, co nie było stratą niewielką, ale na pewno nie było też hekatombą – w dodatku dokonało się to po zrzuceniu skoczków ((Robert. J. Kershaw, “It never snows in September”, the German View of “Market-Garden” and the Battle of Arnhem, September 1944, Hersham 2004, s. 242-243.)). Wszystkie one należały do 309. i 310. TCS. Leciały w formacjiA-85, miały numery seryjne kolejno: 42-93029, 42-93064, 43-15339, 43-15612, 42-92895. Wiozły elementy: 1. batalionu spadochronowego, 2. batalionu, kompanii sanitarnej i kompanii saperów ((D.Isby, C-47/R4D Units of the ETO and MTO, Botley 2005, s. 71; K. Margry, Operation Market-Garden Then and Now, vol. II, Londyn 2003, s. 585-586.)).

O natężeniu ognia niemieckiego dobitnie świadczy za to liczba samolotów uszkodzonych, których było trzydzieści trzy (z czego czternaście ciężko) ((K. Margry, Operation Market-Garden Then and Now, vol. II, Londyn 2003, s. 586.)), a także relacje pilotów amerykańskich, którzy uskarżali się, że Polacy opuszczali samoloty zbyt wolno, co w konsekwencji wydłużyło czas nalotu i zmieniło trasę powrotną. Wtedy Amerykanie wlecieli nad najeżone artylerią przeciwlotniczą Elst, które w ich słowach wyglądało, jak pinballmachinegone mad ((Dosłownie: kulka w maszynie do gier oszalała. Tamże.)). Całą drogę powrotną przebyli na minimalnym pułapie oraz maksymalnej prędkości. Jedenastu lotników amerykańskich zginęło, co najmniej tyle samo zostało rannych. Jeden samolot wylądował w Belgii, jeden w południowej Anglii, kilka zamiast w Spanhoe lądowało w Bradwell ((Tamże.)).

Samoloty, które zostały zawrócone z trasy, ponownie nad Holandią miały pojawić się nazajutrz. Niestety, aura znów spłata figla, a zrzut Zgrupowania Majora Tonna (od nazwiska najstarszego w grupie oficera, dowódcy 1. batalionu spadochronowego, majora Mariana Tonna) przełożono na 23 września, D+6 operacji Market-Garden.

Desant pod Driel z dnia 21 września 1944 roku był najbardziej celnym ze wszystkich dotychczasowych desantów polskiej brygady. Na ćwiczeniach, wypadała ona znacznie gorzej. Zważywszy na silne przeciwdziałanie nieprzyjaciela, osiągnięto satysfakcjonujący procent celności zrzutu. Zdecydowana większość spośród tysiąca trzech Polaków wylądowała w celu, na zachód zniosło zespoły z samolotów nr 83, 86-87, 98, 110-112, a na wschód – nr 84, 88-89, 94, 97 ((Liczba ta jest najbardziej prawdopodobną; niektórzy badacze rozciągają od dziewięciuset pięćdziesięciu do tysiąc pięćdziesięciu. Rzut Spadochronowy Form B-1-144 oraz zestawienia, Operacja „Market-Garden”,AIPiMGS, sygn. A.V.20.31/28.)).

Ale nie tylko Polacy sprawnie wykonali swoje zadanie, umiejętnie organizując się na zrzutowisku. Duża zasługa w tak dobrze przeprowadzonym desancie leży po stronie amerykańskich pilotów. Mimo huraganowego ognia przeciwlotniczego, obecności myśliwców Luftwaffe, Amerykanie potrafili utrzymać Skytrainy na kursie, umożliwiając żołnierzom 1. SBSpad w miarę bezpieczne lądowanie oraz szybkie zebranie oddziałów już na ziemi. Trzeba pamiętać, że był to już czwarty dzień trwającej bitwy, obecność i aktywność wojsk niemieckich wzrastała, a zaporowy ostrzał nadlatujących maszyn transportowych mógł skutecznie wywołać panikę wśród pilotujących je załóg, prowadząc wznoszenia, odejścia z kursu, czy wreszcie – zwiększenia prędkość nalotu. Wszystko to znacznie utrudniłoby Polakom skok, z pewnością powodując większe straty, chaos na strefie zrzutu, a w konsekwencji – obniżając wartość bojową żołnierzy generała Sosabowskiego.

Autor: Michał Różyński

Michał Różyński - absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza ze specjalnością: historia wojskowości oraz Podyplomowego Studium Dziennikarstwa UAM. Współzałożyciel i prezes zarządu Stowarzyszenia "Odwach" - www.odwach.pl