Kategorie
XIX-XXI wiek

Zmierzch pancerników?

Japończycy tak przerabiali okręty, aby były one jednostkami szybkimi. Dokonywali tego po przez wymianę całej siłowni oraz wydłużali kadłuby w kierunku rufy nadając okrętom bardziej opływowy kadłub co skutkowało z kolei polepszeniem hydrodynamiki. Dzięki tym modernizacjom jednostki takie jak Nagato czy Ise osiągały prędkość rzędu 26, a po przeciążeniu siłowni 27 węzłów(( M. Skwiot, Japońskie Pacerniki, t. II, Wydawnictwo Kagero, Warszawa 2011, s. 67.)). Śmiało można stwierdzić, że były pierwszymi szybkimi pancernikami. Kres wakacjom w budowie pancerników położyła sama Japonia występując z układów rozbrojeniowych i potwierdzając, że nie będzie przestrzegać II traktatu londyńskiego. Rok 1936 to okres w którym III Rzesza rozpoczęła budowę okrętów typu Scharnhorst i przygotowywała się do budowy jeszcze większego Bismarcka.
Francuzi z kolei wcześniej od Niemców zaczęli budowę jednostki typu Dunkerque i przygotowywali plany do budowy większych Richelieu jako odpowiedzi na niemieckie okręty. Wspomniane jednostki to już zupełnie inne konstrukcje. Okręty łączyły w sobie wszystkie nowinki techniczne, jakie wprowadzono na starszych jednostkach. Francuzi zastosowali bardzo głęboki system obrony biernej, bo posiadający aż 7 metrów głębokości oraz pancerz wewnętrzny.
Niemcy z kolei zastosowali na szeroką skalę spawanie elektryczne, co przyczyniło się do oszczędności na masie samych okrętów jak i na wzmocnieniu konstrukcji.
Po drugiej stronie Atlantyku US Navy bardzo skwapliwie przyglądała się budownictwu okrętowemu państw europejskich i wyciągała wnioski. W budowie były jednostki typu Washington, South Dakota a od 1939 powstawał typ Iowa((H. W. Garzke, Battleships: United States Battleships 1935–1992, Naval Institute Press, Annapolis 1995. )).
Mimo że dwa pierwsze typy były jednostkami nowoczesnymi zawierającymi takie nowinki jak pancerz wewnętrzny czy spawanie, to nadal ograniczał je limit wyporności wynoszący 35 tys. ton, przez co próby zamontowania siłowni okrętowej o dużej mocy w małym kadłubie spowodowały wadę w postaci silnych drgań na rufie. Jednostki te osiągały z trudem prędkość rzędu 27 węzłów. Na miano prawdziwego szybkiego pancernika zasługiwał typ Iowa. Okręty tego typu nie były ograniczone żadnymi traktatami i konstruktorzy projektując je wzorowali się też na innych. Przede wszystkim jednostki wzorem niemieckich były w 90 procentach spawane, przez co kadłub nie napotykał żadnych oporów w wodzie. Amerykanie zbudowali zresztą najlepszy kadłub w historii o niskim współczynniku pełnotliwości. Mając wymiary 270 metrów przy szerokości 33, okręty posiadały promień skrętu równy 700 metrów porównywalny zresztą do niszczycieli tamtych czasów. Zastosowano też pochylony pancerz wewnętrzny o grubości 310 milimetrów, dzięki czemu nie stawiał oporu tak jak zewnętrzny. Obrona bierna miała głębokość 6 metrów i była analogiczna do tej zastosowanej na jednostkach Wielkiej Piątki. Ale to, co czyniło te okręty szybkimi to ich maszynownia. Posiadała ona moc 212 tys. koni mechanicznych z możliwością obciążenia do 250 tys. Prędkość maksymalna przy wyporności standardowej wynoszącej 45 tys. ton to 35 węzłów. Nie można zapomnieć, że okręty posiadały ogromny zasięg dochodzący do 16 tys. mil morskich. Prędkość oraz duży zasięg pozwalały na bezproblemowe towarzyszenie lotniskowcom oraz unikanie nieprzyjacielskich okrętów podwodnych. Jeśli chodzi o uzbrojenie to składało się ono z 9 dział kalibru 406 milimetrów wystrzeliwujących pociski o masie 1226 kilogramów oraz 20 dział uniwersalnych kalibru 127 milimetrów, nie licząc oczywiście innych dział mniejszego kalibru. Pancerniki typu Iowa to jednostki doskonałe konstrukcyjnie, szybkie, zwrotne, dobrze opancerzone oraz dobrze uzbrojone.
W czasie działań wojennych na Atlantyku i Pacyfiku pancerniki udowodniły, że są jednostkami trudnymi do zniszczenia i mogą wypełniać wiele zadań. Znaczącym przykładem jest Bismarck. Atakowany i otoczony przez jednostki brytyjskie utracił całą artylerię, został trafiony za pomocą minimum 6 torped, a mimo to nie zatonął. Jednostka została zniszczona dopiero w wyniku samozatopienia, gdy nie było już szans wydostać się z opresji((Teza o zatopieniu okrętu liniowego KMS „Bismarck” przez załogę jest kontrowersyjna. W historiografii najczęściej przyjmuje się, że pozbawiony wartości bojowej pływający wrak zatopił za pomocą torped brytyjski krążownik HMS „Dorsetshire” – przyp. red.)). Tak samo było z Musashi. Żeby go zatopić potrzeba było aż dziesięciu torped, bo bomby nie mogły przebić pokładu. Najlepszym środkiem walki z japońskimi okrętami były torpedy choć i tych ze względu na wielkość okrętu użyto aż 10. Zastosowano też błędną metodę ataku dlatego, że atakowano z dwóch burt. Błąd ten naprawiano topiąc Yamato.
Głównymi zadaniami pancerników była ochrona zespołów lotniskowców, wsparcie piechoty w czasie desantowania na plażach. I w tej roli świetnie się spisywały. Wraz z powstaniem broni jądrowej nastała nowa era w prowadzeniu wojen. Zwolennicy broni atomowej uważali, że duże okręty nie są już potrzebne, ponieważ broń atomowa posiada taką siłę, że jest w stanie zniszczyć każdą jednostkę pływającą. Okazało się to nieprawdą w 1948 roku po przeprowadzonych testach na atolu Bikini, gdzie wiele pancerników wytrzymało wybuchy bomb atomowych. Z tych testów wyciągnięto wnioski, by jednostki zostały zabezpieczone poprzez użycie systemów filtrujących wewnętrzne przedziały przeciwko broni ABC.
Po wojnie wiele pancerników dezaktywowano i wysłano na złom. Tak uczyniła Wielka Brytania za wyjątkiem Vanguarda, Francuzi z kolei zatrzymali jednostki typu Richelieu, ale też nie na długo, bo po konflikcie o Kanał Sueski okręty te zostały przeznaczone na hulki, a później na złom((M. Sobański, Pancerniki typu Richelieu, Wydawnictwo Okręty Wojenne, Tarnowskie Góry 2011, s. 78. )). Inaczej postąpili Amerykanie. Zaraz po wojnie stare okręty pancerne wykorzystali do testów z bronią atomową, a nowe dezaktywowali i prowadzili dogłębną analizę czy da się je przebudować tak aby zniwelować ich wadę, czyli małą prędkość. Oczywiście mowa tu o pancernikach typ Washington i South Dakota. W 1950 roku zaczął się konflikt w Korei i US Navy zrozumiała, że potrzebuje pancerników do wsparcia piechoty morskiej. Do służby przywrócono okręty typu Iowa, które okazały się bardzo przydatne w roli okrętów bliskiego wsparcia. Dowództwo piechoty morskiej, optowało za przywróceniem ich do służby, ponieważ lotnictwo nie było tak dokładne jak artyleria pokładowa. 20 lat później w czasie konfliktu w Wietnamie, do służby powołano tym razem jeden z okrętów typu IowaUSS New Jersey.
W tym czasie flota Związku Radzieckiego rozbudowywała swoje siły nawodne, w tym nowoczesne krążowniki atomowe typu Kirow uzbrojone w rakiety typu P-700, które miały za zadanie niszczyć lotniskowce i inne okręty oraz przeciwlotniczy kompleks rakietowy. W USA w latach 80-tych w okresie prezydentury Ronalda Reagana sekretarzem marynarki był John Lehmann, który uważał, że US Navy, powinna posiadać 600 okrętów. Jedyną przeciwwagą dla okrętów klasy Kirow mogły być wówczas pancerniki klasy Iowa, ponieważ ich mechanizmy nie były zużyte, a posiadały wielki potencjał modernizacyjny. Postanowiono je uzbroić dodatkowo kosztem ośmiu dział kalibru 127 milimetrów, w pociski przeciwokrętowe Harpoon, rakiety do niszczenia celów naziemnych Tomahawk oraz system obrony przeciwlotniczej Vulcan-Phalanx((J. Palasek, Amerykańskie Pancerniki typu Iowa, Wydawnictwo Okręty Wojenne, Tarnowskie Góry 1998, s. 48. )). Dodatkowo okręty wyposażono w nowe radary tak aby mogły prowadzić celny ogień bez użycia śmigłowców czy samolotów zwiadowczych. Już w latach pięćdziesiątych okręty te uzyskały możliwość przenoszenia pocisków nuklearnych, tak więc na pokładzie mogło się znajdować 1200 taktycznych pocisków kalibru 406 milimetrów, które można było wystrzeliwać na odległość przeszło 40-tu kilometrów. Jednoczenie pracowano też nad pociskami podkalibrowymi kalibru 280 milimetrów wyposażonymi w stabilizatory, które mogły pokonywać odległość od 60-ciu do 90 kilometrów. Tak uzbrojone okręty weszły w lata dziewięćdziesiąte gdzie Zimna Wojna się skończyła ale pancerniki w dalszym ciągu pełniły swoją służbę.
Wspierały one wojska lądowe w czasie wyzwalania Kuwejtu w 1991 roku i za pomocą swoich rakiet atakowały cele w Iraku. Krótko po tych wydarzeniach jednostki wycofano ze służby uważając, że są za drogie w eksploatacji. Dwa pancerniki wykorzystano do roli obiektów muzealnych, a Iowa i Wisconsin po przeforsowaniu decyzji dowództwa piechoty morskiej znajdują się w tzw. rezerwowej grupie bojowej B, z której szybko można je reaktywować. Tyczy się to zresztą pozostałych jednostek, ponieważ jako obiekty muzealne mają udostępnione tylko część pokładów a reszta jest zakonserwowana i po niewielkich zabiegach jednostki te można szybko przewrócić do służby.
W dzisiejszym morskim świecie mówi się już, że nastał czas aby przestać myśleć o pancernikach. Warto spojrzeć jednak na przy tym na inne aspekty ich istnienia. Chociażby od strony ekonomicznej i porównać lotniskowiec do pancernika. Uzbrojenie samolotu kosztuje przeszło sto tysięcy dolarów, natomiast pocisk kalibru 406 kosztuje do 5000 dolarów. Jest to znaczna różnica, przy czym trzeba nadmienić, że nawet przy zastosowaniu bardzo precyzyjnych urządzeń nawigacyjnych rakiety są dalekie od doskonałości i bardzo drogie. Oczywiście pociski artyleryjskie też mają swoje wady i mogą być zawodne. Jednak przy zastosowaniu urządzeń GPS oraz dodatkowego silnika otrzymuje się tańszą i skuteczną alternatywę dla rakiet. Warto też zwrócić uwagę na to, że obecnie projektuje się działa railgun, których pociski w ogóle nie będą posiadały ładunku wybuchowego co zmniejszy koszty ich produkcji oraz będą mogły razić cele przy prędkości 6 machów na odległość do 200 lub 300 kilometrów. Inną ważną cechą jest, że takie jednostki są bardziej wytrzymałe niż inne okręty i mogą działać samotnie. Udowodniły to testy z pancerzem grubości 310 milimetrów, gdzie żaden pocisk nie był w stanie ich przebić. System obrony torpedowej jest obliczony na to, aby wytrzymać uderzenie sześciu torped, żaden współczesny okręt nie jest wstanie tyle wytrzymać, nawet sam lotniskowiec.
Co prawda tylko Amerykanie posiadają dzisiaj pancerniki, lecz również inne państwa byłyby w stanie je budować, jednakże trzeba byłoby tylko zmienić podejście rządów i dowództw.
Zamiast konstruować okręty w większej ilości bez opancerzenia można byłoby budować mniej, ale o wiele lepszych charakterystykach. Oczywiście nie można mówić tutaj o budowie tak wielkich okrętów, ale możliwe jest skonstruowanie jednostki o napędzie jądrowym, z opancerzeniem oraz silnym uzbrojeniem. Trzeba tu wspomnieć słowa radzieckiego Admirała Siergieja Gorszkowa, który mówił, że jedyną rzeczą, jakiej się bał to były amerykańskie pancerniki typu Iowa uzbrojone w pociski nuklearne((S. Gorszkow, Potęga Morska Współczesnego Państwa, Wydawnictwo MON, Warszawa 1979, s. 390. )). Iowa-y udowodniły, że są okrętami wyważonymi konstrukcyjne o dużych możliwościach modernizacyjnych i ani druga wojna światowa ani czasy współczesne nie doprowadziły ich jeszcze do spisania ze stanu oraz zapomnienia. Nie można zatem mówić, że nadszedł zmierzch pancerników.

Damian Dutkiewicz

Bibliografia
Breyer S., Schlachtschiffe und Schlachtkreuzer 1905-70, J. F. Lehmannsverlag, München 1970.
Garzke H. W., Battleships: United States Battleships 1935-1992, Naval Institute Press, Annapolis 1995.
Gorszkow S., Potęga Morska Współczesnego Państwa, Wydawnictwo MON, Warszawa 1979.
Ireland B., Jane’s Battleships of the 20th Century, Harper Resource, London 1996.
Klimczyk T., Pancerniki, Wydawnictwo Lampart, Warszawa 2002.
Lipecki S., Big Five. Amerykańskie pancerniki typów Tennessee i Colorado, Wydawnictwo Aj-Press, Gdańsk 2003.
Palasek J., Amerykańskie Pancerniki typu Iowa, Wydawnictwo Okrety Wojenne, Tarnowskie Góry 1998.
Skwiot M., Japońskie Pacerniki t.II, Wydawnictwo Kagero, Warszawa 2011.
Sobański M., Pancerniki typu Richelieu, Wydawnictwo Okręty Wojenne, Tarnowskie Góry 2011.

Zdjęcie: WIkimedia Commons

Autor: Damian Dutkiewicz

Damian Dutkiewicz