Kategorie
XX i XXI wiek

Karabin przeciwpancerny wz. 35 – czy na pewno „Cudowna Broń”?

Streszczenie Summary
Artykuł Czy na pewno „Cudowna Broń”? – Karabin specjalny (przeciwpancerny) wz. 35 ma na celu odpowiedź na pytanie o możliwości jakie omawiana broń dawała polskim żołnierzom w trakcie kampanii polskiej 1939 r. Przedstawione są w nim ogólne założenia jakie przyświecały budowie karabinów przeciwpancernych, a także wynikające z tego problemy. Ocena kb wz. 35 nie jest możliwa bez opisu samej konstrukcji, stąd też została ona także omówiona. Zasadnicze elementy krytyczne skupiały się jednak nie na walorach technicznych broni, które były stosunkowo wysokie, ale na błędach popełnionych w planowaniu i organizacji. Skuteczne użycie karabinów wz. 35 nie było bowiem wcale takie proste, a efekty działania rozdzielonej pomiędzy plutony broni nie mogły spełnić oczekiwań. Stąd też wnioski na temat niewykorzystania potencjału tej broni, a także braku perspektyw jej użycia wobec lepiej opancerzonych pojazdów. The article entitled The Wz. 35 specialist (anti-tank) rifle – Was it in fact a “Wonder Weapon”? aims to answer the question of what capabilities this weapon provided to Polish soldiers during the campaign of 1939. It presents the general principles followed during the manufacture of anti-tank rifles and the resulting problems. The author also describes the design of the wz. 35, because an assessment of the weapon would not be possible without it. The main criticism focuses not on the rifle’s technical specifications, as these were relatively good, but rather the mistakes made in terms of planning and organization. In reality, it was not easy to use the wz. 35 rifles effectively, and the operational use of the weapons, which had been distributed among individual platoons, failed to have the expected impact. This leads to a conclusion that the rifle’s potential had not been fully exploited and that there were no perspectives to use it against better armored vehicles.
Hasła indeksowe Key Words
karabin przeciwpancerny, Ur, obrona ppanc , wrzesień 1939, II RP anti-tank rifle, Ur, anti-tank defense, September 1939, II RP, Second Polish Republic

Karabin specjalny (przeciwpancerny) wz. 35 jest jednym z najbardziej znanych typów uzbrojenia używanego w przedwojennym Wojsku Polskim ((Zgodnie z określeniami używanymi przed wojną nazwa broni brzmiała „karabin specjalny”, jednak w tejże publikacji będzie ona używana zamiennie z „karabin przeciwpancerny”.)). Szeroko opisane walory tej broni, a także nowatorskie rozwiązania sprawiły, że słusznie uznano ją za jedną z najlepszych konstrukcji tego typu na świecie. Niestety jednak jak często bywa w takich sytuacjach zapomniano o tym, że ten bardzo dobry typ karabinu nie był doskonały, nie mógł też zmienić biegu historii. Tym właśnie niedoskonałościom – wynikającym z różnych czynników – poświęcony jest niniejszy artykuł. Podstawowym jego celem nie jest więc przedstawienie danych taktycznych czy historii powstania, ale zwrócenie uwagi na pewne cechy samej broni jak i jej użycia, które prawdopodobnie zdecydowanie zmniejszyły jej rolę w kampanii polskiej 1939 r.

Pojawienie się czołgów na polach bitew I wojny światowej w naturalny sposób zmusiło do poszukiwana skutecznych środków ich zwalczania. Oczywiście pierwsze czołgi posiadające niezbyt grube opancerzenie można było teoretycznie dość łatwo niszczyć przy pomocy klasycznej artylerii ((W praktyce nie było to takie proste. Głównym problemem była celność, a także szybkostrzelność artylerii. Klasyczna artyleria używana w okresie I wojny światowej na froncie zachodnim była przystosowana przede wszystkim do prowadzenia ognia pośredniego, a nie niszczenia ruchomych i stosunkowo małych celów, jakimi były czołgi. Ogień bezpośredni prowadzić mogły rzecz jasna armaty, ale tu problemem było przygotowanie odpowiednich stanowisk, a także problem niszczenia odkrytych dział przez przeciwnika.)). Równocześnie jednak z przystosowaniem dział do niszczenia pojazdów pancernych rozpoczęto prace nad opracowaniem lekkiej broni przeciwpancernej, którą mogliby używać pojedynczy żołnierze. Idea karabinu przeciwpancernego znalazła więc realne odbicie w niemieckiej konstrukcji Mauser M1918. Broń ta o kalibrze 13 mm, mimo, że nie pozbawiona wad dawała realną możliwość przebicia pancerza czołgów przeciwnika z dystansu kilkuset metrów ((Do podstawowych wad tej broni należał ciężar (ponad 16 kg), nieporęczność, niewielka szybkostrzelność, a także duży odrzut.)). Zakończenie działań wojennych na pewien czas spowolniło prace nad innymi tego typu konstrukcjami, jednak odżyły one pod koniec lat dwudziestych i trwały przez całe lata trzydzieste. W okresie tym zapoczątkowano prace nad niemal wszystkimi używanymi później karabinami przeciwpancernymi – takimi jak np.: szwajcarski Solothurn, brytyjski Boys, niemiecki PzB-39, japoński Typ 97 czy też polski wz. 35 ((Oczywiście szereg innych krajów prowadził w latach trzydziestych a nawet początkach czterdziestych badania i prace nad tego rodzaju broniom przeciwpancernym.)). Konstrukcje tego typu, mimo że dość rozpowszechnione bardzo szybko też kończyły swoją karierę w jednostkach liniowych rzadko doczekując końca wojny. Co niezwykle ciekawe, w późniejszym okresie II wojny światowej karabiny przeciwpancerne często wykorzystywano do zupełnie nowych zadań – czy to broni wyborowej, czy innego specjalnego przeznaczenia (do unieszkodliwiania lekkich schronów, żołnierzy za osłoną, itp.) ((Szerzej na ten temat Ł. Męczykowski, Alternatywne wykorzystanie karabinów przeciwpancernych w trakcie i po II wojnie światowej – przyczynek do tematu, http://www.konflikty.pl/a,2452,Wojska_ladowe,Alternatywne_wykorzystanie_karabinow_przeciwpancernych_w_trakcie_i_po_II_wojnie_swiatowej_-_przyczynek_do_tematu.html)).

Badania nad polskim karabinem przeciwpancernym rozpoczęto najprawdopodobniej w początkach lat trzydziestych ((T. Nowakowski, Karabin przeciwpancerny wz. 35 Urugwaj, [w:] Nowa Technika Wojskowa, nr 6, 1996, s. 10.)). Spośród grupy inżynierów pracujących przy konstruowaniu nowej broni najbardziej znanymi byli inż. Jerzy Maroszek i ppłk dr Tadeusz Felsztyn. Zespół specjalistów miał na celu stworzenie broni o kalibrze karabinowym 7,92 mm mogącej dzięki zastosowaniu długiej lufy i odpowiedniej amunicji przebijać grubsze płyty pancerne. Prowadzone prace odbywały się jednak poza oficjalnymi decyzjami wojskowych, gdyż postanowienie o ich podjęciu nastąpiło dopiero na posiedzeniu Komitetu do Spraw Uzbrojenia i Sprzętu (KSUS) 1 sierpnia 1935 r ((A. Konstankiewicz, Broń strzelecka i sprzęt artyleryjski formacji polskich i Wojska Polskiego w latach 1914-1939, Lublin 2003, s. 162-163.)). Bardzo szybko, bo jeszcze w tym samym roku przeprowadzono próby prototypu, a także podjęto decyzję o produkcji 5 egzemplarzy próbnych mających trafić Centrum Wyszklenia Piechoty w Rembertowie w celu prowadzenia dalszych studiów ((Tamże, s. 163.)). Znakomite osiągi omawianej konstrukcji można było uzyskać głównie dzięki użytej amunicji. Opracowany pocisk nie był bowiem zbudowany z twardego metalu, a z ołowiu, dzięki czemu w chwili trafienia w pancerz nie przebijał go, a wybijał w nim korek o średnicy około trzy razy większej niż kaliber broni. Ten fragment pancerza wpadając do środka pojazdu miał ranić jego obsługę ((A. Konstankiewicz, Broń strzelecka Wojska Polskiego 1918-39, Warszawa 1986, s. 88-89.)). Od momentu przyjęcia do uzbrojenia, produkcja karabinów przeciwpancernych wz. 35 trwała do momentu wybuchu wojny i w sumie z planowanych 7610 egzemplarzy wyprodukowano około 3500 sztuk tej broni ((Tamże, s. 91. Istnieją spore rozbieżności w tej kwestii wahające się od 2000 do 5500 sztuk. Wydaje się jednak, że liczba 3500 jest najbardziej zbliżona do rzeczywistości.)). Karabiny te nie zostały od razu przekazane do jednostek. W praktyce stało się to na niedługo przed wybuchem wojny – w lipcu 1939 r. zapoznano wybranych oficerów i żołnierzy z obsługą tejże broni i przeprowadzono strzelania ((Tamże. Same karabiny zaczęły trafiać do jednostek wcześniej, w trakcie mobilizacji marcowej, jednak ze względu na tajemnicę, skrzynie z nimi czekały na rozkaz do otwarcia.)). Zgodnie z etatami uzbrojenie tego typu miało znaleźć się w piechocie w ilości 92 sztuk na dywizję i 66-78 na brygadę kawalerii. Broń ta została zdecentralizowana i występowała już od szczebla plutonu (przydzielona po jednej sztuce) ((Karabin przeciwpancerny…, s. 11; T. Jurga, Regularne jednostki Wojska Polskiego w 1939 r., Warszawa 1975, s. 204-205 i 274-275.)). Praktycznie do wybuchu wojny trwały prace nad stworzeniem całościowej otoczki regulaminowej dla omawianej konstrukcji. Zaowocowało to opracowaniem podstawowych regulaminów i instrukcji, niestety jednak z racji zachowywanej tajemnicy nie sposób stwierdzić na ile przeniknęły one do struktur wojska ((Wprowadzając do uzbrojenia nową broń trzeba rzecz jasna zadbać o odpowiednie jej użycie. Z karabinu bowiem nie tylko się strzela – trzeba ją także transportować, dostarczać do niej amunicję.)). Karabiny przeciwpancerne wz. 35 zostały użyte dość powszechnie w trakcie kampanii polskiej 1939 r. Świadczy o tym szereg wspomnień, trudno jednak tak naprawdę stwierdzić jaka część broni przekazanej do jednostek została użyta ((W starszej historiografii twierdzono, że broń ta została wykorzystana w niewielkim zakresie z powodu tajemnicy, w nowszych opracowanie twierdzi się, że użycie było dużo powszechniejsze.)).

Karabin przeciwpancerny wz. 35 był bezsprzecznie konstrukcją bardzo udaną. Posiadał on jednak pewne wady, które w połączeniu z jak się wydaje nietrafionymi decyzjami popełnionymi przez rodzimych decydentów wojskowych skutecznie zmniejszyły efekty ich użycia. Podstawową wadą omawianej broni była sama jej koncepcja. Karabin przeciwpancerny w założeniu musiał bowiem być odpowiednio lekki i poręczny aby obsługiwać mogli go pojedynczy żołnierze. W sposób oczywisty ograniczało to parametry techniczne broni – w tym kaliber i długość lufy, a przez to i przebijalność pancerza. Jedynym sposobem jej zwiększania było więc zastosowanie skuteczniejszej amunicji, co w przypadku karabinu wz. 35 udało się znakomicie. Mimo to broń ta dawała we wrześniu 1939 r. możliwość przebicia pancerzy podstawowych niemieckich czołgów PzKpfw I i II z odległości maksymalnie około 200-300 m. W przypadku wozów cięższych zasięg skuteczny omawianego karabinu jeszcze się zmniejszał. Dodatkowo pamiętać należy, że pojedyncze trafienie zakończone przebiciem pancerza nie oznaczało wcale wyeliminowania wozu bojowego z walki. Wpadające do środka pojazdu odłamki posiadały bowiem ograniczone możliwości niszczące. Jeśli na ich drodze nie znaleźli się czołgiści przeciwnika, czy łatwe do uszkodzenia elementy wozu (układ napędowy, uzbrojenie) to sam fakt penetracji opancerzenia nie dawał żadnych efektów. Dlatego też aby unieszkodliwić wóz bojowy przeciwnika pojedynczym strzałem z karabinu przeciwpancernego wz. 35 czy innych podobnych konstrukcji trzeba było mieć sporo szczęścia. W warunkach idealnych w których czołgi wroga zbliżałyby się do linii obrony z prędkością 15 km/h zakładając maksymalną szybkostrzelność praktyczną z tej broni na poziomie 10 strz./min strzelec miał szansę na oddanie maksymalnie 5 strzałów do zbliżających się pojazdów poczynając od odległości 200 m. Oczywistym jest, że w warunkach bojowych warianty chociażby zbliżone do idealnych występują niezwykle rzadko. Sposobem na zwiększenie efektywności omawianej broni było więc zwiększenie liczby luf mogących razić pojazdy bojowe przeciwnika. Niestety w przedwojennym Wojsku Polskim nie rozwiązano tego problemu należycie. Karabiny przeciwpancerne postanowiono wykorzystać zgodnie z założeniami tej broni – które mówiły, że miały one głownie dawać piechocie poczucie bezpieczeństwa wobec czołgów przeciwnika ((T. Pawłowski, Uwaga! Czołgi!, Toruń 2006, s. 121-122.)). Rozwodnienie posiadanej broni w postaci dotacji jednego karabinu na pluton sprawiło, że dodatkowo ograniczono możliwości omawianej konstrukcji. Prowadziło to do sytuacji, w której na kierunkach wystąpienia nieprzyjacielskiej broni pancernej osłona w postaci pojedynczych karabinów była zdecydowanie zbyt słaba. Dodatkowo zwrócić uwagę należy na fakt, że na kierunkach drugorzędnych, gdzie pojazdy pancerne wroga nie wystąpiły, bądź pojawiły się w niewielkich ilościach broń ta była prawie bezużyteczna. Wydaje się, że dużo lepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie specjalnych pododdziałów przeciwpancernych wyposażonych w kb wz. 35 na szczeblu batalionu czy pułku ((Pewnym rozwiązaniem byłoby też przekazanie części broni oddziałów z mniej ważnych kierunków operacyjnych tym dywizjom, które były najbardziej narażone na spotkanie nieprzyjacielskich czołgów. Takie rozwiązanie byłoby jednak dużo bardziej skomplikowane.)). Taki batalionowy pluton przeciwpancerny wyposażony w 9 karabinów przeciwpancernych mógłby być użyty w całości na najbardziej zagrożonych odcinkach, jednocześnie też łatwiej można by czasowo przesuwać takie oddziały w przypadku konieczności. Osobne pododdziały mogłyby także ułatwić kwatermistrzostwo i szkolenie ((Amunicję dostarczać można by wtedy do jednego konkretnego oddziału,  a nie do każdego z plutonów. Szkoląc całą grupę żołnierzy można by było także lepiej opracować taktykę walki, czy np. prowadzenia zasadzek. Dodatkowo – mając na uwadze tajemnicę jaką był owiany omawiany typ broni – w zamkniętych grupach łatwiej można było prowadzić ćwiczenia bez utraty poufności. Tworzenie większych oddziałów wyposażonych w karabiny przeciwpancerne skutecznie stosowali chociażby Rosjanie.)).

Wydaje się, że kolejnym problemem związanym z karabinem przeciwpancernym wz. 35 było mimo wszystko zbyt długie zachowywanie pełnej tajemnicy. Niektórzy autorzy uważają co prawda, że było to posunięcie bardzo dobre, a nawet jedyne możliwe. Tymoteusz Pawłowski w swej książce Uwaga! Czołgi! wskazuje na fakt, że Niemcy wiedząc o polskiej broni mogliby bardzo łatwo zabezpieczyć swoje wozy przed ich pociskami poprzez zamontowanie ekranów metalowych wyłapujących nadlatujące pociski i nie dopuszczające ich do pancerza zasadniczego ((Tamże, s. 121.)). Koncepcja ta nie jest rzecz jasna pozbawiona słuszności, a autor ten powołuje się na podobne niemieckie rozwiązania z 1942 r. Mimo to, opinia ta nie rozwiewa wszelkich wątpliwości. Przede wszystkim należy bowiem się zastanowić nad tym, czy Niemcy uznaliby za potrzebne szczególne zabezpieczenie się przed polskimi karabinami znając ich liczbę, możliwości i sposób użycia. Po drugie, jeśli nawet by to nastąpiło, to dodanie omówionych przez Pawłowskiego ekranów na wszystkich pojazdach byłoby pewnym wysiłkiem ekonomicznym i kwatermistrzowskim, a także wymagałoby sporej ilości czasu. Jak pokazała kampania polska 1939 r. omawiana konstrukcja, mimo że dała się we znaki nieprzyjacielowi to w ostatecznym rozrachunku nie zatrzymała niemieckich czołgów. Wobec tego Wehrmacht i tak poradził sobie mimo braku świadomości istnienia polskich karabinów. Gdyby więc zdawał sobie sprawę z jej istnienia, to przy niedoszacowaniu jej możliwości nic by się mu i tak nie stało, a w przypadku przeszacowania mogło to tylko działać na korzyść strony polskiej ((Chociażby poprzez mniej odważne użycie broni pancernej na głównych kierunkach natarcia, staranniejsze przygotowanie działań co zmniejszało by ich szybkość – czynnik zabójczy dla Wojska Polskiego w 1939 r.)). Abstrahując od omawianej wizji stwierdzić należy, że tajemnica związana w karabinem wz. 35 miała realny wpływ na ogólną jakość obrony przeciwpancernej. Po pierwsze trudno się zgodzić z tezami, jakoby broń tą mógł obsługiwać każdy rezerwista bez przeszkolenia. Sam bowiem fakt, że omawiana konstrukcja była bardzo podobna w działaniu do karabinu systemu Mausera nie sprawia, że każdy mógł jej używać z dobrym skutkiem. Sprawnego ładowania i pociągania za spust można bowiem nauczyć bardzo szybko, sęk w tym, że aby skutecznie walczyć potrzeba dużo więcej czasu. Walki z czołgami nie można bowiem porównać do zwykłego strzelania do piechoty. W tym wypadku cel był opancerzony, wrażliwy na ogień tylko z pewnych odległości i dużo groźniejszy od pojedynczego człowieka. Wobec tego wydaje się, że czas od połowy lipca do września 1939 r. mógł być zbyt krótki, by każdy strzelec uzbrojony w omawianą broń poznał wszelkie jej tajniki, a także zasady walki. Dodatkowo żołnierze ci nie mieli raczej okazji strzelania do prawdziwych czołgów czy chociażby makiet, by oswoić się z nacierającym wrogiem ((Niezwykle ważny jest tutaj czynnik psychologiczny. Żołnierz uzbrojony w kb. ppanc. musiał być niezwykle opanowany, by skutecznie prowadzić ogień do będących na dystansie 100-300 m czołgów, których sam widok i warkot był już deprymujący. Poza tym, inaczej niż w przypadku cięższej broni trudniej było o konkretny efekt w postaci zniszczenia wozu przeciwnika celnym strzałem.)). Drugą kwestią powiązaną bezpośrednio z pierwszą, było swoiste rozdwojenie podejścia decydentów wojskowych do roli karabinu wz. 35. Skoro bowiem jak wspomniano konstrukcja ta miała mieć znaczenie głównie moralne dla broniących się oddziałów, to trzymanie jej w tajemnicy do chwili wybuchu wojny było błędem. Trudno bowiem założyć, by żołnierze, którzy pierwszy raz zobaczyli broń niewiele różniącą się od ich własnej, a na dodatek obsługiwaną przez ludzi którzy znali jej możliwości głównie teoretyczne, od razu po jej pojawieniu się stali się świadomi swej siły wobec czołgów przeciwnika. Nie ulega wątpliwości, że zaufanie najlepiej buduje się poprzez pokazy i realne ćwiczenia. Na te jednak w trakcie wojny było już za późno. Wydaje się wobec tego, że tajemnica dotycząca karabinu specjalnego wz. 35 miała rację bytu w początkowym okresie wprowadzania do uzbrojenia. W roku 1939 stawała się ona coraz bardziej uciążliwa i niepotrzebna. Mimo bowiem faktu, że wbrew opiniom wygłaszanym po wojnie broń tą użyto na szerszą skalę, to nie wiemy w ilu przypadkach nie została ona dobrze wykorzystana poprzez brak odpowiedniego szkolenia, taktyki walki czy chociażby zaufania samego strzelca.

Karabin przeciwpancerny wz. 35 stał się wbrew swym parametrom i roli bronią mityczną. Przesada ta stworzyła z niej typ idealny, mogący niszczyć każdy niemiecki czołg, prosty w użyciu dla każdego żołnierza. Prawdziwa wartość omawianej konstrukcji była jednak dużo mniejsza. Przede wszystkim, mimo że jej parametry i kaliber były jak na owe czasy znakomite, a niektóre rozwiązania nowatorskie, to nie usunęły one głównych bolączek tego rodzaju uzbrojenia – ograniczonego zasięgu skutecznego strzału i małej siły niszczącej. Słabości te można było rzecz jasna w pewnym stopniu zminimalizować, poprzez odpowiednią taktykę, a także użytą ilość. Niestety nie zrealizowano żadnego z tych postulatów, zamiast nich rozwadniając posiadaną broń pomiędzy plutony i ograniczając czas na szkolenie zbyt długo zachowując tajemnicę. Przez te czynniki karabin przeciwpancerny wz. 35 nie spełnił pokładanych w nim nadziei, nie zatrzymał czołgów przeciwnika, nie dał też wojsku potrzebnego przekonania, że wobec broni pancernej nie są bezbronni. Rzecz jasna niemożliwym jest stwierdzenie, jakie efekty mogło dać inne wykorzystanie omawianych karabinów, wydaje się jednak, że ich potencjał we wrześniu 1939 r. nie został wykorzystany w pełni. Na zakończenie warto także dodać, że 1939 r. był jednym z ostatnich, w których karabin specjalny wz. 35 mógł odnieść spore sukcesy. Z chwilą bowiem powszechnego wprowadzenia do uzbrojenia III Rzeszy i ZSRR czołgów o pancerzach 30-40mm jego rola zostałaby drastycznie zmniejszona.

Wojciech Sługocki

Bibliografia:

Jurga T., Regularne jednostki Wojska Polskiego w 1939 r., Warszawa 1975.

Konstankiewicz A., Broń strzelecka i sprzęt artyleryjski formacji polskich i Wojska Polskiego w latach 1914-1939, Lublin 2003.

Konstankiewicz A., Broń strzelecka Wojska Polskiego 1918-39, Warszawa 1986.

Nowakowski T., Karabin przeciwpancerny wz. 35 Urugwaj, [w:] Nowa Technika Wojskowa, nr 6, 1996.

Pawłowski T., Uwaga! Czołgi!, Toruń 2006.

Źródła internetowe:

Męczykowski Ł., Alternatywne wykorzystanie karabinów przeciwpancernych w trakcie i po II wojnie światowej – przyczynek do tematu, http://www.konflikty.pl/a,2452,Wojska_ladowe,Alternatywne_wykorzystanie_karabinow_przeciwpancernych_w
_trakcie_i_po_II_wojnie_swiatowej_-_przyczynek_do_tematu.html
stan z 30.10.2012 r.


 

Zdjęcie: http://history.amedd.army.mil/booksdocs/wwii/woundblstcs/chapter1figure17.jpg

Autor: dr Wojciech Sługocki

dr Wojciech Sługocki – absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Doktor w dziedzinie nauk humanistycznych w zakresie historii, specjalizujący się w historii wojskowości. Jego główne zainteresowania badawcze skupiają się wokół historii myśli wojskowej, broni pancernej, armii II RP i marynistyki XX w. Członek zarządu w stowarzyszeniu „Odwach” zajmującym się odtwórstwem sylwetek żołnierzy dywizjonu rozpoznawczego 10. BK i 10. Pułku Dragonów. – www.odwach.pl