Kategorie
1939-1945

300 Dywizjon Bombowy w czasie Bitwy o Wielką Brytanię – rys

I jeszcze jedna relacja, obserwatora F/O Aleksandra Bujalskiego:

Wszyscy przyszli nas żegnać: kumple z innych załóg, mechanicy, elektrycy, kierowcy, meteorolodzy, lekarze i sanitariusze, kanceliści i kucharze, wszyscy. Wydawało się, że było ich strasznie dużo. Stali nieruchomo przed nami ze wzrokiem w nas wlepionym i usiłowali po męsku ukryć swe emocje i podniecenie.

   Wystartowaliśmy jako druga maszyna o godzinie 18:23 dnia 14 września. W miarę jak posuwaliśmy się na południe, mgła gęstniała. Wkrótce znaleźliśmy się nad Kanałem. Dopiero gdy dolatywaliśmy do brzegu francuskiego, odczułem przeraźliwą tremę. Pewność siebie poczęła ze mnie wyparowywać. Czy potrafię wykierować maszynę po właściwym kursie, czy nie zgubię celu? A co będzie z wyrzuceniem bomb? Czy potrafię dokładnie celować? I głupia, lecz niepokojąca myśl: jeśli napotkamy zaporę balonową, czy mamy przelecieć pod, czy nad nią?

   Było już zupełnie ciemno, ale mogłem dostrzec zarysy brzegu francuskiego, a później portowe baseny Boulogne. Podczołgałem się do stanowiska bombardierskiego i uzbroiłem bomby. Stożki dużej grupy reflektorów zajaśniały w otaczającej ciemności. Manewrowaliśmy dokoła, aż pokazała się połyskliwa powierzchnia wody w porcie i dopiero wtedy podałem pilotowi ostateczny, właściwy kurs.

   Rozstrzelała się artyleria przeciwlotnicza. Setki czerwonych, białych i zielonych pocisków wyprysły w górę, ale nie zdołały nas dosięgnąć. Pewna ilość wielkich białych rozżarzonych kul przetoczyła się obok i wybuchła wysoko nad nami. Przez cały zaś czas błyskotliwe paciorki, płynące ze wszystkich kierunków, krzyżowały się i przecinały w ciemnogranatowej masie ziemi, morza i nieba. Nasz cel pokazał się we wzierniku bombardierskim, ale zanim doszedł do krańca wskaźnika derywacji, mijająca nas wstęga reflektora oślepiła mnie do tego stopnia, że przegapiłem okazję. Poleciłem pilotowi wykonanie drugiego podejścia. Tym razem nie poszło to zbyt łatwo i pilot musiał wywijać, wykręcać się w jeszcze bardziej skoncentrowanym gąszczu chyboczących się strug reflektorów. Wreszcie dostrzegliśmy cel i zrzuciliśmy bomby. Gdy patrzyłem,  jak nikną w dole, moim jedynym zmartwieniem było, iż jakiś inny reflektor oślepi mnie, zanim wybuchną. Dojrzałem jednak pomarańczowe eksplozje zupełnie wyraźnie.

– Fajno! – krzyknąłem do pilota. – Zamykaj drzwi bombowe i uciekaj do domu!

  Wróciłem teraz do nawigowania i podałem kurs 010 stopni ((B. Arct, Trzysta pierwszy nad celem, Warszawa 1975, s. 22-24)).

Po tej misji inaugurującej bojową działalność trzysetnego i trzysta pierwszego, do dywizjonów zaczęły nadchodzić depesze z gratulacjami. Słowa uznania wyraził dowódca Lotnictwa Bombowego RAF AM Charles Portal, zaś szef 1 Grupy Bombowej, A/Cdre John Breen przesłał wówczas poprawną polszczyzną: Brawo chłopcy z 300 i 301 dywizjonu! ((Tamże)) O uczestnikach wyprawy nie zapomniał również szef stacji Bramcote, gdzie jeszcze niedawno szkolili się nasi lotnicy, a także personel 304 Dywizjonu Bombowego.

Dalsze działania

Misja z 14 września została wykonana wspólnie przez dywizjony 300 i 301, które wystawiły do niej po trzy załogi, ale na następne operacje jednostki te miały już latać na zmianę w sile dwóch kluczy ((W tym czasie w lotnictwie brytyjskim klucz liczył 3 samoloty.)). Któryś dywizjonmusiał rozpocząć kolejkę i dowódcy W/Cdr Makowski oraz W/Cdr Rudkowski wykonali rzut monetą. Los zdecydował, że 15 września nad port w Boulogne miało polecieć sześć Battle’i z lotnikami Ziemi Mazowieckiej. Pierwszy o 18:55 startował samolot BH-O z dowódcą dywizjonu W/Cdr Wacławem Makowskim, a następne kolejno z załogami: F/O Mieczysława Kałuży, F/Lt Stefana Kryńskiego, F/O Jana Gębickiego, F/O Kazimierza Kuli; jako ostatni o 19:10 wystartował Sgt Kuflik. Samoloty dywizjonu znajdywały się nad celem od godziny 20:40 do 20:58 i zrzuciły bomby (4x250lb) w płytkim nurkowaniu. Jednak nie wszystkim załogom udało się w pełni wykonać zadanie: F/Lt Kryńskiemu nie udało się zwolnić jednej bomby, zaś Sgt Kuflik wrócił do bazy z ich całym zapasem. O duchu bojowym naszych lotników świadczy to, że ta dwójka pilotów, uznała, że ten, dla nich nie w pełni udany, lot należy powtórzyć i w ten sposób wypełnić do końca zadanie. Nikt oczywiście nie miał do nich za to pretensji, że nie udało się im w wyniku awarii wyrzutników zwolnić bomb i nie kazał ponownie lecieć. Mimo to F/Lt Kryński i Sgt Kuflik wystartowali nadplanowo wraz ze swoimi załogami 18 września po 3 na ranem i gorliwie wypełnili swój obowiązek: po zrzuceniu bomb z niskiego pułapu, dodatkowo ostrzelali cel z uzbrojenia pokładowego. Tego samego dnia od 19:20 do 19:40 wystartowało kolejne sześć samolotów dywizjonu do ponownego nalotu na port w Boulogne. Mieszany ładunek bomb (2x250lb i 14x40lb lub 4x250lb) zrzuciły na cel wszystkie załogi, z wyjątkiem Sgt Dziekońskiego, na którego BH-B awarii uległ wyrzutnik bomb ((Ponadto inna załoga nie mogła się pozbyć nad celem 2 czterdziestofuntowych bomb i wróciła z nimi do bazy.)). Pokrywa chmur przeszkodziła większości lotników w obserwacji skutków bombardowania. Lot odbył się bez strat i wszyscy wrócili bezpiecznie do Swinderby, jedynie samoloty Sergeantów: Szymańskiego i Goebla lądowały w innych bazach z powodu problemów z rozpoznaniem beaconów ((Beacon– zakodowany sygnał optyczny, który wysyłało lotnisko w przypadku pojawienia się nad nim przyjacielskiej maszyny. Każda baza miała inny sygnał, stąd załogi, jeśli posiadały dobrze sporządzoną kartę kodów, mogły się upewnić w okolicy jakiego lotniska właśnie przelatują.)) lotnisk.

Oprócz lotów bojowych, personel dywizjonu ciągle intensywnie ćwiczył, tak z resztą było przez cały okres działalności każdej jednostki lotniczej. Na lotnisku meldowali się nowi członkowie załóg ((Np. 21 września przybyło pięciu nowych strzelców-radiotelegrafistów. Za: NA Kew, Operations Record Book… )), których należało wprowadzić w życie oddziału, przeprowadzić szkolenie, którego nie było w programie OTU, bądź zgrać z ich nowymi załogami. Pozostały doświadczony personel również ćwiczył – gdyż lotów i innych ćwiczeń nigdy za wiele, a większa wprawa nikomu nie zaszkodzi a może uratować życie w krytycznej sytuacji. O tym, że trening ten nie szedł na marne niech świadczy, że najlepszy w 1 Grupie Bombowej wynik w szybkości startów alarmowych osiągnęły właśnie polskie dywizjony ze Swinderby! W ciągu 11 minut od otrzymania rozkazu wszystkie 12 samolotów (po sześć z 300 i 301 Sqn) było już w powietrzu. To wydarzenie miało miejsce podczas próby planu obrony lotniska, 23 września 1940 roku ((J. B. Cynk, Polskie Siły Powietrzne w wojnie 1939-1943, Gdańsk 2001, s. 321)).

Tego samego dnia, po pewnym okresie przerwy od lotów bojowych (dwukrotnie 21 i 22 września odwoływano misje), dywizjon otrzymał ponownie rozkaz ataku na zgrupowanie barek inwazyjnych w Boulogne przed świtem 24 września. Celem zastępczym była flota stacjonująca w Calaise. Nad tym portem pojawiła się załoga F/O Jerzego Gołki z nawigatorem F/O Miarczyńskim i strzelcem-radiotelegrafistą Sgt Kowalskim; zrzuciła ona swoje bomby w czterech nalotach. Pozostałe pięć Battle’i,obciążonych większym niż zwykle ładunkiem bomb (6x250lb), dokonało nalotu z lotu poziomego na główny cel. Wszystkie samoloty wyprawy powróciły bezpiecznie na lotnisko Swinderby od 6:35 do 7:15. W dwa dni później (26 IX) do nalotu na port w Ostendzie, dywizjon wystawił aż dziesięć załóg. I tym razem Battle bombardowały cel z lotu poziomego sześcioma 250lb bombami. Pomimo silnej obrony ((P. Sikora, W cieniu Fighter Command, „Lotnictwo z szachownicą” nr 22, 2007.)) wszystkie załogi wróciły do bazy. Była to ostatnia misja 300 Dywizjonu we wrześniu. Tak ocenił jego działania w tym miesiącu dowódca W/Cdr Makowski: Załogi Dyonu latały nad terenem nieprzyjaciela (wybrzeże Francji) tylko w nocy. Orientacja w tych warunkach ułatwiona wyraźną linią brzegową. Był tylko jeden przypadek, że załoga nie była pewna czy jest nad celem i bombardowała w rzeczywistości cel ewentualny. Personel do zadań przygotowany na ogół dobrze. Cześć obserwatorów i strzelców ma za małe doświadczenie. Duch oddziałów dobry. Sprzęt – samoloty Battle – nadaje się do działań w nocy. Do działań w dzień ma za małą prędkość i za małe uzbrojenie ((Tamże)).

    Październik 1940 roku dywizjon rozpoczął manewrami, w których współpracował z jednostkami armii brytyjskiej – Battle z polskimi załogami symulowały metody ataku z lotu nurkowego, tak by wyglądały na wykonywane przez niemieckie maszyny Ju 87. Pozostałe dni aż do kolejnego lotu bojowego, mającego miejsce 10 października, wypełnione były intensywnymi ćwiczeniami, ponadto część tego czasu dywizjon trwał w pogotowiu bojowym. Pierwsza misję bojową w tym miesiącu – nalot na port w Calaise – dywizjon wykonał w sile ośmiu Battle’i obciążonych sześcioma 250 funtowymi bombami. Załogi wspominały o intensywnym, ale niecelnym ogniu przeciwlotniczym. Atak był udany, odnotowano kilka trafień. Wszyscy lotnicy powrócili bezpiecznie do Anglii. Dwa samoloty wylądowały w innych bazach: Sgt Ratajczaka z powodu problemów z nawigacją, zaś załoga Sgt Kazimierczka w wyniku awarii silnika. 13 października kolejnym zadaniem dywizjonu był atak na flotę inwazyjną kotwiczącą w Boulogne. Z sześciu wysłanych na te misje Battle’i do Swinderby powróciły jedynie dwa. Pozostałe musiały, z powodu mgły i alarmu związanego z możliwością nieprzyjacielskiego ataku na własną bazę, szukać innego lotniska. Załogi Sgt Hałabudy i F/O Gołki lądowały bezpiecznie w Newton. Sgt Koczwarski lądował w terenie przygodnym w okolicach Sherwood – samolot został uszkodzony, ale lotnikom nic się nie stało. Niestety tyle szczęścia nie miała załoga Battle’a BH-Y/L5499, która z powodu braku paliwa zmuszona została do lądowania przymusowego i rozbiła się w okolicach miejscowości Oxton; polegli: F/O Jan Gębicki, Sgt Edward Morawa i Sgt Tadeusz Egierski. Były to pierwsze straty bojowe dywizjonu. Tego samego dnia, kiedy szóstka załóg była już w drodze nad Boulogne, lotnisko Swinderby zostało zaatakowane przez niemiecki bombowiec. Seria dziesięciu 50 kg bomb uszkodziła dwa samoloty trzysetnego oraz jeden trzysta pierwszego; nikt nie zginął, ranny został brytyjski szeregowiec.

Niefortunna misja 13 października 1940 roku była ostatnią wykonaną przez dywizjon na samolotach Fairey Battle. Bliźniaczy trzysta pierwszy wykonał na tych maszynach jeszcze jedno zadanie z nocą 15 na 16 października. Co ciekawe, ta misja lotników Ziemi Pomorskiej wykonana wspólnie z Anglikami ze Squadronów 12 i 142 była ostatnią w Lotnictwie Bombowym RAF w której uczestniczyły samoloty Battle. W dniach od 16 do 23 października kilkakrotnie wyznaczano i odwoływano loty bojowe dla obu dywizjonów ze Swinderby ((Piotr Sikora, W cieniu Fighter Command, „Lotnictwo z szachownicą” nr 21, 2007)).

Podsumowanie

Ostatnia operacja na samolotach Fairey Battle zamyka pierwszy etap bojowej działalności 300 Dywizjonu. W połowie października jednostka przerywa loty bojowe i zaczyna przezbrajać się na ciężkie bombowce ((Wg ówczesnej nomenklatury dwusilnikowy Wellington był ciężkim bombowcem.)) Vickers Wellington. Od debiutu bojowego w dniu 14 września 1940 roku do 13 października, lotnicy Ziemi Mazowieckiej wykonali przeciwko flocie inwazyjnej 8 wypraw (47 samolotozadań), podczas których zrzucili 27 ton bomb. Utracono jedną załogę.

Charakterystyka nocnych działań bombowych sprawia, że bardzo trudno jest ocenić skalę zniszczeń spowodowanych przez konkretny, pojedynczy dywizjon. Nie dowiemy się nigdy jak spożytkowany został zabrany przez załogi ładunek bomb – ile zatonęło barek czy też ile amunicji czy zaopatrzenia wyleciało w powietrze. Możemy jednak pokusić się o wgląd w ocenę całej kampanii – Egbert Kieser w swojej książce tak opisuje efekty bombardowań przez lotnictwo brytyjskie portów inwazyjnych latem i jesienią 1940 roku: „W dzienniku wojennym Grupy Armii A ((Grupa ta w razie inwazji wypłynąć miała ze wszystkich (z wyjątkiem jednego – Cherbourga) atakowanych przez RAF portów.)) codziennie notowano „znaczne” i „ciężkie” szkody. Wiele składów amunicji, między którymi znajdowała się także amunicja zdobyczna, wyleciało w powietrze; pożary urządzeń portowych jasno rozświetlały noce; załogi brytyjskich bombowców nazywały te nocne naloty Blackpool-run, ponieważ na wybrzeżu było wówczas tak jasno i kolorowo, jak w czasach pokoju na nabrzeżach miejscowości wypoczynkowej Blackpool. W ciągu kilku tygodni flota desantowa straciła 10 procent tonażu transportowego; ofiarą nalotów padło 21 parowców, 194 promy, a także wiele holowników, motorowych żaglowców przybrzeżnych i łodzi motorowych. Aby nie stracić całej floty, nakazano urzędom marynarki wojennej, żeby tam gdzie było to możliwe, przemieścić statki w głąb kraju połączonymi kanałami i zatroszczyć się o załadowanie ich w nowych miejscach kotwiczenia” ((E. Kieser, Operacja…, s. 326.)). Niewątpliwie,  do sukcesu tych ataków w pewnym stopniu przysłużył się 300 Dywizjon.

Łukasz Jaśkiewicz

Bibliografia 

National Archives Kew, Operations Record Book of (Polish) 300 Squadron

Arct B., Trzysta pierwszy nad celem, Warszawa 1975

Cynk J. B., Polskie Siły Powietrzne w wojnie 1939-1943, Gdańsk 2001

Harris A., Ofensywa bombowa, Warszawa 2000

Kieser E., Operacja „Lew Morski”, Warszawa 2000

Lisiewicz M., Destiny Can Wait; the Polish Air Force in the Second World War, Londyn 1949

Piotr Sikora, W cieniu Fighter Command, „Lotnictwo z szachownicą” nr 21 oraz 22, 2007

Zdjęcie: Fotografia ze zbiorów Wojciecha Zmyślonego via Autor

Autor: Łukasz Jaśkiewicz

Łukasz Jaśkiewicz - absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, specjalność historia wojskowości. Zainteresowania: działania lotnicze drugiej wojny światowej, marynistyka, dzieje odkryć geograficznych i eksploracji kosmosu.