Kategorie
XIX wiek

Winston Churchill – wychowanie i edukacja

Martin Gilbert wzmiankował także o drugiej guwernantce, która zajmowała się jedynie kształceniem młodego Winstona. Co prawda nie znamy jej z imienia i nazwiska, ale nie była ona zbyt mile kojarzona przez samego ucznia. „W dniu kiedy przybyła do domu Churchillów, Wisnton schował się w krzakach, jednak został szybko odnaleziony” ((Tamże.)). Jej podopieczny zwykł mówić, iż męczyła go matematyką.

W wieku lat dwunastu przyszedł kres domowej edukacji. Chłopak poszedł do szkoły, a wybór padł na Harrow School dla chłopców w północno-wschodnim Londynie. Harrow ma olbrzymią tradycję (założona w 1572 roku) i szczególną renomę w Anglii. Alternatywą dla tej placówki była jeszcze równie szanowana marka – Eton College. Jednak ostatecznie rodzice zdecydowali się posłać swoją pociechę do londyńskiego ośrodka edukacji.

W Harrow parasol wiedzy nad dwunastolatkiem rozpostarł dyrektor szkoły wielebny James Edward Cowell Welldon. Gdyby nie on młodzian chyba w ogóle nie znalazłby się w tej szkole. Winstonowi bardzo słabo poszedł egzamin wstępny z łaciny, gdyż nie odpowiedział na żadne pytanie. „Przez całe dwie godziny wpatrywałem się w ten żałosny obrazek, po czym miłosierni woźni zabrali mój papier kancelaryjny i zanieśli go na stół dyrektora” – opisywał sytuację sam zdający ((W. S.Churchill, Moja Młodość, Poznań 2000, s.20.)).

Wśród autorytetów obok Welldona, Winston stawiał anglistę Roberta B. Somervella. Jak pisze Liebfeld, Somervellowi powierzono obowiązek nauczania najbardziej tępych uczniów w szkole. Był on odpowiedzialny za wpojenie młodzieży zasad poprawnej angielszczyzny ((A.Liebfeld, Churchill, Warszawa 1971, s.30.)). Przypomnijmy, że to właśnie dzięki umiejętności wypowiadania się Churchill miał okazję zaistnieć później w polityce i odegrać znaczną rolę w dziejach świata.

W trakcie pobytu w Harrow, rodzice odwiedzili go tylko raz. Jednak nie nastąpiło to w dniu najważniejszym dla jego edukacyjnej kariery. W liście z 2 lipca 1889 zaprosił ich na dzień przemówień w szkole. „Nigdy u mnie nie byliście i pewnie wszystko będzie wydawać się wam nowe. Spotkamy się na stacji kolejowej. Mam nadzieję, że przybędziecie, bo w przeciwnym razie będę niepocieszony” ((Randolph S. Churchill, The Young Churchill, London 1972, s. 82.)). Rodzice nie przyjechali. Jedną wizytę złożyła mu także Elizabeth Everest.

Pobyt w Harrow School miał przygotować Churchilla do egzaminów do akademii w Woolwich. W owych czasach młody człowiek z wyższych warstw społecznych miał niewielki wybór. W zasadzie kwestia sprowadzała się do tego jaką drogę edukacyjną wybierze. Widząc pasję z jaką Winston zbiera ołowiane żołnierzyki, Lord Randolph uznał, iż najlepszym rozwiązaniem będzie posłać latorośl do wojska.

By dostać się do Woolwich trzeba było jednak być matematycznym prymusem. Traumatyczne przeżycia z dzieciństwa sprawiły, że Winston nie był w stanie się do algebry przekonać. Do wyboru pozostała zatem Royal Military Academy w Sandhurst. Zatem przygotowania edukacyjne prowadzone głównie przez dyrektora szkoły w Harrow przybrały ten kierunek.

Winston egzamin do Sandhurst zdał dopiero za trzecim razem. Ciekawostką jest to, że we wspomnieniach Churchill przemilczał dwa oblane egzaminy. Jego niepowodzenia bardziej przeżywał Lord Randolph. Dlatego też raczej odetchnął niż ucieszył się na wieść o pomyślnym trzecim podejściu syna. „Nie dość, że nie pochwalił mnie za zdanie egzaminu, to jeszcze zasugerował, że ledwo się prześlizgnąłem i ostrzegł mnie przed poważnym niebezpieczeństwem zostania pasożytem społecznym” ((W. S.Churchill, Moja Młodość, Poznań 2000, s.35.)) – żalił się Winston.

Jego syn Randolph S. Churchill znalazł wytłumaczenie na postawę swojego dziadka. Lord Randolph miał w tym momencie niespełna 18 miesięcy do śmierci. W dodatku jego zachowanie wśród znajomych, rodziny czy w polityce budziły głębokie obawy. Ciągłe napięcie spowodowane złym samopoczuciem w kombinacji z problemami życia politycznego stanowiły podwaliny pod reakcję ojca ((Randolph S. Churchill, The Young Churchill, London 1972, s. 121.)).

Pobyt w Akademii tak opisał sam uczestnik kursu : „W Sandhurst uczyliśmy się taktyki, sztuki fortyfikacji, prawa wojskowego. Oprócz tego mieliśmy musztrę, gimnastykę i jeździectwo. Panowała surowa dyscyplina, a godzin ćwiczeń było bardzo dużo. Pod koniec dnia wszyscy byli bardzo zmęczeni” ((W. S.Churchill, Moja Młodość, s.35.)). Z drugiej strony Akademia nauczyła go podstaw zachowania w wojsku.

Wraz z końcem szkoły zbliżało się kolejne starcie z egzaminami, tym razem końcowymi. Najwyraźniej dobór przedmiotów był bardziej korzystny dla Churchilla, który uzyskał ósmy wynik w grupie 150 osób. Rewelacyjnie poszła mu jazda konna. Otrzymał prawie maksymalną liczbę punktów. Nie ma się co dziwić, gdyż właśnie konie były jego pasją. Jak mawiał, żadna godzina spędzona w siodle nie jest stracona.

Zamiłowanie do jazdy konnej już niebawem miało niebagatelne znaczenie przy wyborze kolejnego etapu życiowego. Winston Churchill wbrew woli rodziców zdecydował się dołączyć do Czwartego Pułku Huzarów. Jego familia, a w szczególności ojciec uważali piechotę za bardziej prestiżową niż kawaleria. Poza tym infanteria była znacznie tańsza. Nie trzeba było utrzymywać koni za własne pieniądze.

Churchill wiedział już rok wcześniej, iż chce podążyć „torami konnymi”. Gdy był jeszcze w Sandhurst, w liście do matki z 11 stycznia 1894 wykazał wyższość pułku huzarów nad piechotą. Powołał się na następujące argumenty: możliwość szybszego awansu w kawalerii, możliwość poruszania się konno, a nie na własnych nogach, lepsze umundurowanie oraz większa dbałość rządu o kawalerię niż o piechotę. Przede wszystkim jednak do Winstona przemawiał jeden argument. Czwarty Pułk Huzarów miał wkrótce udać się do Indii, co miało niepospolity wpływ na jego decyzję ((Randolph S. Churchill, The Young Churchill, s. 132.)).

 Adam Wysocki

Zdjęcie: Imperial War Museum

Autor: Adam Wysocki

Adam Wysocki - Absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.