Kategorie
1918-1939

Rola i organizacja sił powietrznych w myśli wojskowej Władysława Sikorskiego

Autor poświęcił w swej pracy osobny rozdział na polemikę z poglądami wspomnianego wcześniej włoskiego teoretyka lotnictwa, Giulio Douheta. Włoch w swej pracy Panowanie w powietrzu z 1921 roku sformułował koncepcję stworzenia samodzielnych sił lotniczych, tzw. armii powietrznej. Była ona w jego wizji najważniejszą częścią sił zbrojnych, zdolną do samodzielnego osiągnięcia zwycięstwa w wojnie. Zapewnić je miała najpierw poprzez wywalczenie panowania w powietrzu, co uniemożliwiałoby przeciwnikowi użycie sił powietrznych do ataku i obrony, a następnie przez bombardowania. Głównym sposobem na uzyskanie panowania byłoby zniszczenie lotnictwa przeciwnika na ziemi. Douhet był także zwolennikiem bombardowania miast, jego zdaniem upadek morale ludności, zmęczonej długotrwałymi nalotami mógł doprowadzić do zwycięstwa w wojnie ((Por. G. Douhet, Panowanie w powietrzu, Warszawa 1965.)).

Władysław Sikorski stwierdzał, że na koncepcję włoskiego generała zapewne duży wpływ miały specyficzne warunki geograficzne Włoch, które z trzech stron otaczało morze, a granica lądowa przebiegała w większości w terenach górskich, co ułatwiało jej obronę. Takie warunki automatycznie zwiększały rolę lotnictwa. Generał nie wierzył w idee Douheta, sceptycznie podchodził do samego pomysłu rozegrania wojny tylko jednym rodzajem sił zbrojnych. Działania armii lotniczej ograniczałaby coraz silniejsza obrona przeciwlotnicza i ataki myśliwców, a same bombardowania miast bombami chemicznymi i zapalającymi nie musiały wcale zakończyć zmagań wojennych. Sikorski uważał, iż naród posiadający silną więź moralną nie podda się tak łatwo w następstwie kilku częściowo udanych napadów lotniczo-gazowych skierowanych przeciw jego miastom ((W. Sikorski, Przyszła wojna…, s. 212-213.)). Szalę na korzyść koncepcji Douheta mogły przeważyć dreadnoughty powietrzne ((Ibidem, s. 213.)), czyli silnie opancerzone i uzbrojone bombowce dalekiego zasięgu, ale wówczas istniały jedynie prototypy takich maszyn. Sikorski zauważał, że zdobycie i utrzymanie przewagi w powietrzu byłoby niezwykle trudne z powodu braku stałych linii frontu. Walka powietrzna jest dużo bardziej płynna, niestała, brak w niej punktów oparcia. Armii lotniczej nie sposób byłoby zmusić do przyjęcia walki, mogłaby ona zawsze się od niej uchylić. Dlatego jedynie zniszczenie samolotów przeciwnika na ziemi dałoby pożądany efekt. Jednak w takie rozwiązanie Sikorski również nie wierzył. Samoloty przystosowane do lądowania w terenie przygodnym rozwiązywały część problemów. Z drugiej strony, użycie podziemnych hangarów uchroni przed zniszczeniem samoloty stacjonujące w stałych bazach lotniczych. Polski generał podsumowując te kwestie stwierdzał, że lotnictwo jest jedną z najpotężniejszych dźwigni zwycięstwa (…) rozstrzygnięcie wojny zależy nadal od celowego i skutecznego współdziałania wszystkich broni na lądzie, morzu i w powietrzu ((Ibidem, s. 216.)). Jedynym słusznym założeniem Włocha była, zdaniem Sikorskiego, konieczność walki o przewagę w powietrzu, nie była ona jednak możliwa do zrealizowania środkami zaproponowanymi przez Douheta. Popierał też pomysł niezależnych osobnych armii powietrznych ((Ibidem, s. 210-217.)).

Kolejny rozdział w swej pracy autor poświęcił mobilizacji lotnictwa. Przewidując trudności logistyczne związane z wielością typów samolotów, Sikorski postulował daleko posuniętą unifikację. Wyróżniał dwie podstawowe konstrukcje lotnicze, mające w przyszłości wejść na uzbrojenie autonomicznej armii powietrznej. Pierwszą miał być bombowiec z silnym uzbrojeniem obronnym, ale także ofensywnym uzbrojeniem strzeleckim, pozwalającym na wykonywanie zadań myśliwskich. Powinien przenosić kilka ton bomb i posiadać wieloosobową załogę. Drugą stanowić miał opancerzony, dwumiejscowy myśliwiec, którego główną siłą byłaby zwrotność i szybkość. W typie tym Sikorski widział podstawę do opracowania samolotu rozpoznawczego i łącznikowego. Zdaniem autora przed przystąpieniem do wojny konieczne było posiadanie rezerw samolotów w liczbie 1/3 całości posiadanych sił. Zmagazynowane maszyny miały szybko uzupełniać straty w jednostkach. Po przestawieniu przemysłu na wojenne tory, pełne możliwości produkcyjne miały zostać osiągnięte dopiero po 12 miesiącach, stad też konieczność posiadania rezerw. Sikorski podkreślał potrzebę uprzedniego zaplanowania wcielenia cywilnych samolotów na potrzeby wojska w wypadku wybuchu wojny. Samoloty transportowe używane przez państwowe przedsiębiorstwa lotnicze miały zostać przekonstruowane na bombowce. Samoloty pasażerskie przekształcone zostaną w maszyny sanitarne, zaś inne konstrukcje pozostające w prywatnych rękach wykorzystywać się będzie w działaniach pomocniczych. Rekwirując samoloty cywilne pamiętać należy również o wcieleniu do służby cywilnych pilotów oraz personelu naziemnego ((Ibidem, s. 216-221.)).

Drugą część rozważań w omawianym temacie Sikorski poświęcił obronie przeciwlotniczej. Analizę rozpoczął od skomentowania ówczesnych tendencji. Podzielił je na dwie grupy: obronę czysto defensywną i obronę opartą na ataku. Tę pierwszą utożsamiał z systemem brytyjskim, łączącym artylerię przeciwlotnicza i myśliwce, tę drugą natomiast z wspomnianą już wcześniej koncepcją Giulio Douheta, opierającą się na niszczeniu samolotów przeciwnika na ziemi. Generał był zwolennikiem połączenia obu systemów, co miało niwelować ich wady – zbyt wolną reakcję na zagrożenie i niewielki zasięg myśliwców w pierwszym przypadku i konieczność zaskoczenia przeciwnika w drugim z nich. Za podstawę jakiejkolwiek obrony przeciwlotniczej uważał dobrze zorganizowane rozpoznanie. Jak pisał: cały kraj, od zagrożonych granic począwszy, powinien być pokryty szeroko rozgałęzioną siecią stałych posterunków obserwacyjnych, związanych przez odpowiednie centrale i zaopatrzonych, o ile możności, w aparaty podsłuchowe i obserwacyjne ((Ibidem, s. 223.)). Za najskuteczniejszy środek walki przeciwlotniczej uznawał Sikorski samoloty. Obroną terytorium kraju zajmować miała się autonomiczna armia powietrzna oraz lekkie lotnictwo obrony przeciwlotniczej kraju ((Ibidem, s. 224.)). Ich głównym zadaniem było niedopuszczenie do wykonania nalotów przez wrogie bombowce. Generał wymagał też od armii powietrznej prowadzenia odwetowych nalotów na lotniska nieprzyjaciela. Z powodu ograniczeń akustycznych i optycznych systemów rozpoznania myśliwce dysponować będą niewielką przewagą czasową nad przeciwnikiem, dlatego powinny być to konstrukcje odpowiednio szybkie, by mogły skutecznie zareagować ((Ibidem, s. 221-225.)).

Podstawą obrony powietrznej kraju miała być artyleria przeciwlotnicza, składająca się z dział kalibru 75 i 105 mm, oraz ciężkich karabinów maszynowych o dużym kalibrze od 13 do 25 mm ((Ibidem, s. 225. Według obecnie stosowanego nazewnictwa byłyby to zarówno wielkokalibrowe karabiny maszynowe (o kalibrze poniżej 20 mm) oraz działka (małokalibrowe armaty) o kalibrze od 20 mm w górę.)). Sikorski szacował, że w 1918 roku potrzeba było 5500 pocisków artyleryjskich, by strącić jeden samolot. Zdaniem autora w 1934 roku udoskonalenie rozpoznania i naprowadzania ognia zmniejszało ten współczynnik o 2/3. Ostrzał artylerii powinien zmusić wrogie bombowce do zwiększenia pułapu i wykonywania uników, co miało zmniejszać celność ich nalotów. Dodatkowo rozproszenie szyku bombowców sprzyjałoby atakom myśliwców. Artyleria przeciwlotnicza miała być skuteczna także w nocy, dzięki zastosowaniu reflektorów współpracujących z akustycznymi systemami rozpoznania. Liczne użycie ciężkich karabinów maszynowych uniemożliwiałoby samolotom wroga swobodne schodzenie poniżej 1000 metrów wysokości. Generał Sikorski rozróżniał artylerię przeciwlotniczą obrony terytorialnej kraju i obrony jednostek taktycznych. Te drugie miały być odpowiednio mobilne, tak by nadążały za manewrującymi jednostkami macierzystymi. Podstawę tej organicznej obrony przeciwlotniczej (licząc od pułku w górę) stanowiłyby ciężkie karabiny maszynowe, skuteczne zarówno w zwalczaniu lotnictwa, jak i broni pancernej. Mobilna artyleria większego kalibru miała być przydzielana oddziałom lądowym wedle potrzeby przez naczelnego wodza. Obrona terytorialna powinna być, głównie z powodów finansowych, ograniczona do najistotniejszych obszarów państwa ((Ibidem, s. 225-228.)).

Oprócz zastosowania obrony czynnej pod postacią myśliwców i artylerii autor postulował też konieczność stosowania obrony biernej. Zaliczał do niej maskowanie celów oraz konstruowanie budynków tak, by były bardziej odporne na eksplozje bomb. Domy mieszkalne miały być budowane z wytrzymałego żelbetu, powinny też konstrukcją przypominać drapacze chmur – w ten sposób zmniejszała się ich powierzchnia zagrożona atakiem z powietrza. Sieć wodociągowa, gazowa i elektryczna powinny być umieszczone w betonowych rurach, osłaniających te wrażliwe systemy. Komunikację publiczną należało przenieść pod ziemię, by nie narażać pieszych na niebezpieczeństwo nagłego nalotu. Budynki użyteczności publicznej miały być rozproszone po obszarze całego miasta, a sama zabudowa powinna być luźna, ze sporymi obszarami zadrzewionymi pomiędzy budynkami. Idąc jeszcze dalej generał proponował przeniesienie najważniejszych urzędów poza stolicę, oraz wyprowadzenie poza miasta zakładów przemysłowych, w szczególności fabryk materiałów wybuchowych. Ochronę przeciwgazową zapewniać miały podziemne schrony dla ludności cywilnej oraz obowiązkowo posiadane maski przeciwgazowe. Sama zabudowa powinna też sprzyjać przewietrzaniu miast – należało unikać zamkniętych podwórek i ciasnych uliczek. Za idealne autor uznawał miasta-ogrody oraz miasta w których funkcje usługowe skupione były w centrum, zaś na obrzeżach istniała zabudowa jednorodzinna ((Warto zauważyć, iż jest to wzór podobny do modnych wówczas teorii modernistycznych w architekturze i urbanistyce, zakładających wydzielenie przestrzenne dzielnic o skrajnie różnych funkcjach. Wyraźną inspiracją nurtem modernizmu jest również koncepcja luźnej i wysokiej zabudowy mieszkalnej.)). Jak sam jednak zauważał, przekształcenie na taki wzór większości miast było utopią, wymagało to zbyt wiele pracy i nakładów. Za najłatwiejsze do wprowadzenia uznawał zaciemnianie miast oraz budowanie fałszywych punktów oświetleniowych, utrudniające nocne naloty. Za niemożliwy do zrealizowania uważał również pomysł ewakuowania całych ośrodków miejskich w przypadku zagrożenia. Pisał więc: ostatecznie więc zadowolić się trzeba będzie budową zbiorowych schronów według typu ustalonego przez międzynarodową komisję ekspertów Czerwonego Krzyża, ażeby osłonić przynajmniej część cywilnej ludności przed pociskami burzącymi, zapalającymi i gazowymi ((Ibidem, s. 230.)). Podobne schrony powinny posiadać wszystkie zakłady przemysłowe, wraz z własną służbą strażacką i sanitarną ((Ibidem, s. 228-231.)).

Za zorganizowanie terytorialnej obrony przeciwlotniczej, obejmującej cywilów, odpowiadać miały władze lokalne miast i powiatów. Poszczególne okręgi terytorialne powinny posiadać lokalną centralę rozpoznania i struktury rozkazodawcze, na czele z komisarzem. Po otrzymaniu informacji o zagrożeniu nalotami komisarz wyda odpowiednie polecenia, dotyczące zaciemnienia czy też akcji ratunkowej. Generał zauważał, że rzetelne przygotowanie do obrony przed wrogimi nalotami wymaga koordynacji zagadnień leżących w gestii wielu ministerstw, podkreślał więc konieczność odpowiedniej koordynacji tych spraw. Przytaczał przykłady z Włoch i Francji, bliższe były mu rozwiązania francuskie, czyli utworzony tam Generalny Inspektorat Obrony Lotniczej Terytorium. System włoski był bardziej rozproszony, zawierały się w nim sztab obrony przeciwlotniczej w Sztabie Generalnym oraz instytucje doradcze np. Komitet Mobilizacji Cywilnej. Poza rozwiązaniami administracyjnymi postulował powszechną i obowiązkową edukację obywateli w zakresie obrony przeciwlotniczej ((Ibidem, s. 232-234.)).

Podsumowując, należy stwierdzić, iż Władysław Sikorski, choć nie posiadał formalnego wykształcenia ani doświadczenia lotniczego, to analizował te zagadnienia szczegółowo i bardzo profesjonalnie. Robił to z właściwą sobie tendencją do planowania działań organizacyjnych i przenoszenia idei na płaszczyznę praktyki. Dobrze orientował się w ówczesnych tendencjach, znał poglądy sławnego teoretyka lotnictwa, Giulio Douheta. Trzeba jednak przyznać, że nie ulegał sugestywnym wizjom Włocha, lecz starał się patrzeć na siły powietrzne z perspektywy całości sił zbrojnych i potrzeb państwa. Sikorski był zwolennikiem wydzielenia sił powietrznych jako osobnego rodzaju sił zbrojnych, zwanego przez niego armią powietrzną. Nie miała jednak ona odnieść samodzielnego zwycięstwa w wojnie, lecz wspierać wojska lądowe ((Ibidem, s. 224.)). Jednocześnie pisał o organicznych oddziałach lotnictwa marynarki i armii lądowej. Taki podział z jednej strony umożliwiałby wykonywanie szerszego spektrum zadań przez lotnictwo oraz skupienie sił na wyznaczonych im wcześniej misjach. Z drugiej strony zaś wprowadzenie osobnych formacji lotniczych realizujących częściowo podobne zadania, a podporządkowanych różnym ośrodkom decyzyjnym mogło doprowadzić do chaosu. W wyżej wymienionym wypadku granice kompetencji były zakreślone jednak dość wyraźnie, gorzej wyglądała kwestia obrony przeciwlotniczej w koncepcji Sikorskiego. Te zadania miała wykonywać zarówno armia powietrzna, jak i lotnictwo obrony kraju. Autor nie precyzował dokładniej, jak miała wyglądać współpraca pomiędzy tymi formacjami, wspominał tylko, że armia powietrzna powinna być używana w obronie kraju jedynie w przypadku ataków na najważniejsze obiekty, miała też wyprowadzać uderzenia odwetowe. Sprzeciwiał się rozdysponowaniu terytorialnemu myśliwców autonomicznych sił powietrznych, by niepotrzebnie ich nie rozpraszać ((Ibidem, s. 224-225.)). Z punktu widzenia ekonomii sił wydaje się to słuszne założenie, jednak autor nie opisywał łańcuchu dowodzenia obroną przeciwlotniczą, nie decydował na jakim szczeblu zachodzić będzie kierowanie osobnymi oddziałami obrony lotniczej kraju. Wydaje się, że tak ostre rozdzielenie sił realizujących podobne zadania było zbyt daleko idące. Sikorski chyba zbyt wielką nadzieję pokładał w urządzeniach rozpoznawczych, które wówczas nie były jeszcze w stanie dać odpowiedniej świadomości sytuacyjnej, koniecznej do elastycznego dysponowania oddziałami myśliwców z konkurencyjnych de facto formacji. Zabrakło w tym miejscu pośredniego szczebla dowodzenia, koordynującego ich współpracę. Sikorski prawdopodobnie wierzył w możliwość realizacji tych zadań przez sztab naczelnego wodza – na kartach jego pracy często przewija się pomysł doraźnego ręcznego kierowania działaniami niższego szczebla przez wodza naczelnego ((Co ciekawe, jednocześnie krytykował zbyt centralistyczne rozwiązania niemieckie z czasów I wojny światowej, bardziej dotyczyło to jednak łączenia sfery militarnej z polityką. Ibidem, s. 133-140.)).

Podobne uwagi należy poczynić na marginesie kwestii budowy samolotu uniwersalnego. Z jednej strony Sikorski wierzył w możliwość realizowania większości zadań sił powietrznych przez dwa typy konstrukcji lotniczych, z drugiej zaś omawiając szczegółowe zagadnienia wymieniał więcej ich typów np. tani i wolny samolot rozpoznawczy ((Ibidem, s. 205-207, 217-219.)). Trzeba zaznaczyć, że autor w tym przypadku znów rozróżniał pomiędzy autonomicznymi siłami powietrznymi, a organicznymi oddziałami lotnictwa armijnego, nie czynił jednak tego zbyt wyraźnie. Należy wspomnieć, iż Sikorski często zaburzał narrację różnymi wtrętami, jego idee nie zawsze były do końca spójne, np. podrozdział poświęcony teoriom Douheta częściowo powiela wcześniejsze twierdzenia autora, a częściowo je kwestionuje. W tym miejscu warto wrócić do koncepcji Sikorskiego dotyczącej stworzenia ciężkiej, dwusilnikowej maszyny, zdolnej zarówno do walki powietrznej, jak i bombardowania celów naziemnych. Pomysł ten autor zaczerpnął właśnie od włoskiego generała, była to jednak wówczas idea bardzo popularna. Jej owocem były takie konstrukcje jak Potez 63, Messerschmitt Bf 110, czy polski prototyp PZL.38 Wilk. Przyszłe działania wojenne pokazały, iż była to ślepa uliczka rozwoju lotnictwa. Nie można jednak ahistorycznie oceniać negatywnie pomysłów Sikorskiego, wpisywały się one bowiem w idee i praktykę ówczesnych elit wojenno-przemysłowych z innych państw europejskich. Pomijając kwestię samolotu uniwersalnego, pozostałe przewidywania Sikorskiego okazały się bardziej trafne i słuszne z punktu widzenia logiki i spójności wewnętrznej. Nie wierzył w zwycięstwo w wojnie dzięki samym siłom powietrznym ani w skuteczność bombardowań miast. Doceniał znaczenie odpowiednio zorganizowanej obrony przeciwlotniczej, zarówno czynnej, jak i biernej. Był też zwolennikiem autonomicznych sił powietrznych, doceniał ich znaczenie i możliwości. Podsumowując, należy stwierdzić, że rozważania Władysława Sikorskiego na temat lotnictwa i obrony przeciwlotniczej były bardzo wartościowe. Nie były to koncepcje rewolucyjne, autor nie uniknął drobnych potknięć i niejasności, ale sformułował w miarę jednolitą i spójną doktrynę organizacji i użycia tych sił. Należy docenić drobiazgowość autora i jego wyważone analizy, przedkładające możliwości realizacji jego koncepcji, nad nierealistyczne rozważania czysto teoretyczne.

Damian Zieliński

Bibliografia:

Źródła:

Douhet Giulio, Panowanie w powietrzu, Warszawa 1965.

Sikorski Władysław, Przyszła wojna: jej możliwości i charakter oraz związane z nim zagadnienia obrony kraju, Kraków 2010.

Opracowania:

Kukiel Marian, Generał Sikorski: żołnierz i mąż stanu Polski walczącej, Londyn 1995.

Majka Jerzy, Generał Władysław Sikorski, Rzeszów 2007.

Wyszczelski Lech, Teorie wojenne i ich twórcy na przestrzeni dziejów: myśl wojskowa od powstania do końca lat osiemdziesiątych XX wieku, Warszawa 2009.

Autor: Damian Zieliński

Damian Zieliński - Doktorant w Zakładzie Historii Powszechnej XIX i XX wieku IH UAM. Laureat Nagrody im. Kazimierza Tymienieckiego za najlepszą pracę magisterską obronioną w Instytucie Historii UAM w roku akademickim 2012/2013 (tytuł rozprawy: Paul Emil von Lettow-Vorbeck – biografia). Interesuje się historią Niemiec i Afryki w XIX i XX wieku oraz teorią wojskowości.