Kategorie
XX i XXI wiek

Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” w kampanii polskiej 1939 roku – część 1

W tym samym czasie generał Kleeberg, po przeniesieniu siedziby swojego sztaby do Pińska, na mocy rozkazu Naczelnego Dowództwa tworzył zgrupowanie bojowe, którego trzon sił pochodzić miał z ośrodków zapasowych 20. i 30. Dywizji Piechoty. Dokładnie 14 września wykrystalizował się O d. B. wojsk obrony Polesia, w których skład wchodziło m.in. wydzielone zgrupowanie „Brześć’’, mające za zadanie bronić twierdzy brzeskiej. Zgrupowaniem dowodził generał brygady Konstanty Plisowski. Znaczącym problemem był niedobór żołnierzy. Do skutecznej obrony twierdzy potrzeba było mniej więcej dywizji piechoty, tymczasem oddziały broniące fortyfikacji składały się z sił o wiele mniejszych i niewystarczających do stawienia skutecznej obrony. Gen. Kleeberg nie miał odwodów, które mógłby posłać oblężonej twierdzy. Naprzeciw obrońców znajdowały się jednostki niemieckie, wchodzące w skład XIX Korpusu Armijnego, dowodzonego przez generała porucznika Heinza Guderiana. W nocy z 16 na 17 września ranny dowódca obrony Brześcia wydał żołnierzom rozkaz opuszczenia pozycji i wycofania się w kierunku na Terespol (( http://www.rp.pl/artykul/459139.html [dostęp 4 I 2013], A. Przewoźnik, Ostatni obrońca twierdzy Brześć.)).. Dnia 17 września o świcie Armia Czerwona, w myśl postanowień tajnego aneksu do układu Ribbentrop-Mołotow z dnia 23 sierpnia, przekroczyła wschodnią granicę państwa polskiego i ruszyła w kierunku wyznaczonej linii demarkacyjnej opierającej się na rzekach San-Wisła-Narew-Pisa. Tym samym załamał się polski plan obrony na tzw. przedmościu rumuńskim. Naczelny Wódz marszałek Edward Rydz-Śmigły przekroczył granicę polsko-rumuńską późnym wieczorem 17 września, gdzie następnie dołączył do władz cywilnych ((A. Zawilski, Bitwy polskiego września, Kraków 2011, s. 662.)). Wszyscy zostali internowani. Gdy generał Kleeberg dowiedział się o ataku ZSRR na Polskę, nie wykazywał oznak załamania. Dobrze obrazuje to odpowiedź dana dowódcy klucza „Łosi”, które wylądowały w Pińsku, a których załogi skłonne były zabrać generała do Rumunii, dokąd zmierzały: Wojna jest przegrana, ale honor żołnierza nie jest przegrany. Mam żołnierzy pod swoją komendą. Nie opuszczę ich. Zwłaszcza teraz, w nowej sytuacji ((Z. Matuszak, op. cit., s. 9.)).

Wróćmy do właściwego trzonu sił wchodzących w skład wojsk Samodzielnej Grupy Operacyjnej ”Polesie’’ mianowicie do dywizji dowodzonej przez pułkownika Adama Eplera „Kobryń” stworzonej z ośrodków zapasowych 20. i 30. Dywizji Piechoty i innych oddziałów tyłowych. Formowanie tej improwizowanej jednostki w okolicach Kobrynia szło stosunkowo sprawnie, szybko okazało się, że przewidziane stany liczbowe oddziałów zostały przekroczone, powodem tego były masy żołnierzy z oddziałów rozbitych wcześniej przez Niemców, które zmierzały na wschód. Początkowo sztab generała Kleeberga obawiał się, że zabraknie dla nich amunicji. Jednakże niespodziewanie pojawiły się autobusy wypełnione po brzegi bronią, wśród której były: rkm-y, moździerze, ckm-y, pistolety. Cały ten sprzęt pochodził z naprędce ewakuowanych z magazynów w Stawach pod Dęblinem (( A. Epler , Ostatni żołnierz polski kampanii roku 1939, Tel Aviv 1942, s. 22.)).. Dnia 14 września wykrystalizował się skład zgrupowania mianowicie: po dwa bataliony z pułków piechoty 182., 183. i 184., batalionu 79. pp, 3. baterii artylerii lekkiej, która obsadziwszy Kobryń, wdała się w pierwsze walki z rozpoznaniem niemieckim wysłanym przez 2. Dywizję Piechoty [Zmotoryzowanej] z kierunku Brześcia. Zgodnie z wytycznymi gen. Kleeberga oddziały dowodzone przez płk. Eplera miały utrzymać miasto. Główne walki o Kobryń miały miejsce w dniach od 15 do 18 września. Oddziały dywizji pokazały wtedy, że mimo pospiesznej organizacji jednostki potrafią skutecznie prowadzić walkę z Niemcami. Mimo przeprowadzenia udanego kontrataku na stanowiska nieprzyjaciela, w wyniku niekorzystnego rozwoju sytuacji (wkroczenie Armii Czerwonej, przekroczenie granicy z Rumunią przez rząd i Naczelne Dowództwo, informacje o rozbiciu Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew”) gen. Kleeberg postanowił przebijać się ze swoimi wojskami w kierunku południowej granicy. Jak określał to płk Epler w swoich wspomnieniach: Zaczynaliśmy nagle odczuwać brak przestrzeni. Polska stawała się taka mała! (( Ibidem, s. 47.)).

Kolejnymi zgrupowaniami wchodzącym w skład wojsk broniących Polesia była grupa dowodzona przez podpułkownika Kazimierza Gorzkowskiego. Otrzymała ona nazwę „Drohiczyn Poleski”, w jej skład wchodziły trzy bataliony piechoty oraz pluton armat przeciwpancernych, których zadaniem była obrona odcinka w kierunku na Berezę Kartuską oraz zaminowanie i wysadzenie w przypadku zagrożenia wszystkich mostów na tym obszarze ((J. Wróblewski, op. cit., s. 35;)).. Najmniejszemu zgrupowaniu dano nazwę „Jasiodła”, a komendę nad nim objął major Ludwik Rau. Zgrupowanie składało się z pozostałości batalionu marszowego 78. pp. Zadaniem tej jednostki było zabezpieczenie wojsk generała Kleeberga od wschodu. Mówiąc o SGO „Polesie”, nie można zapomnieć o marynarzach z Flotylli Rzecznej Marynarki Wojennej stacjonującej w Pińsku. Była to jedyna tego typu jednostka na terenie Rzeczpospolitej we wrześniu 1939, po wydzieleniu oddziałów, które przeniesiono na Wisłę stanowiła nadal znaczną siłę, mianowicie 43 jednostki pływające w tym cztery monitory: „Warszawa”, „Toruń”, „Pińsk” i „Horodyszcze” uzbrojone każdy w trzy działa 75 mm ((J. Pertek, Wielkie dni małej floty, Poznań 1981, s. 188.)).. Na czele Flotylli stał komandor Witold Zajączkowski. Zadaniem floty było dozorowanie mostów i przepraw przez Pinę i Prypeć w celu przeszkodzenia w przekroczeniu tych rzek przez Niemców. Nasuwa się pytanie czy Flotylla Pińska była w stanie stawić czoła przeciwnikowi? Jerzy Pertek w swojej książce poświęconej działaniom Floty Polskiej w okresie II wojny światowej stara się odpowiedzieć na to pytanie, oddajmy mu głos: Oczywiście nie, na co wskazywała dysproporcja sił i zwłaszcza ogromna przewaga techniczna napastnika. Wprawdzie w rejonie tzw. „morza pińskiego” Niemcy nie mogli użyć swych kolumn pancernych, było jednak jasne, że nie mając większej swobody operacyjnej jednostki rzeczne będą musiały ulec zmasowanym atakom z powietrza ((Ibidem, s. 191.)).. W wyniku rozkazu generała o wycofaniu się w kierunku południowym wszystkie okręty Flotylli Pińskiej zostały po uprzednim ogołoceniu z uzbrojenia zatopione, aby nie wpadły w ręce wroga. Natomiast z marynarzy i obsługi lądowej sformowano kolejne dwa bataliony piechoty. Taka siła stanowiła poważne wzmocnienie sił polskich w tym rejonie.

III. W próżni operacyjnej. Próba przebijania się ku Warszawie

Należy wskazać na kunszt operacyjny sztabu tej jednostki, który potrafił odnaleźć się w próżni wynikającej z rozsypania się obrony polskiej. Gen. Kleeberg postanowił podzielić swoje jednostki na trzy grupy: I dowodził płk Epler, a w jej skład wchodziła dywizja „Kobryń”; w skład II wchodziły oddziały zgrupowań „Jasiodła” i „Drohiczyn Poleski” podporządkowane ppłk. Gorzkowskiemu, natomiast na skład III grupy wchodziły oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza „Polesie” oraz batalionów sformowanych z marynarzy Flotylli Pińskiej. Dodajmy, że w tym samym czasie do wojsk zmierzających na południe dołączyły oddziały Podlaskiej Brygady Kawalerii pozostające bez przydziału po wcześniejszym rozbiciu SGO „Narew”. Dowódca brygady generał Ludwik Kmicic-Skrzyńki podjął decyzję o dołączeniu do wojsk gen. Kleeberga i prowadzeniu dalszej walki wraz z 1200 osobowym oddziałem ((Podlaska Brygada Kawalerii dotarła do wojsk gen. Kleeberga wyraźnie osłabiona, ponieważ część jej oddziałów uległa rozproszeniu w walce. Brygada stanowiła jednak wzmocnienie, które z pewnością podniosło morale żołnierskie. )). Sztab SGO „Polesie” stanął przed trudnym zadaniem, w wyniku utraty łączności z Naczelnym Dowództwem brak było konkretnych rozkazów, co do przemieszczania się w kierunku południowym ku granicy z Węgrami i Rumunią.

Generał Kleeberg starał się nawiązać łączność z oddziałami armii „Kraków” i „Lublin”, które zmagały się z wojskami niemieckim, wchodzącymi w skład Grupy Armii „Południe” oraz z załogą Lwowa. Jednak 20 września obie armie polskie wskutek braku możliwości prowadzenia skutecznej walki skapitulowały, 22 września przed jednostkami Armii Czerwonej to samo uczyniła załoga Lwowa. Dowódca SGO „Polesie” wydał rozkaz przegrupowania swoich oddziałów na północ od Kowla ((L. Głowacki, op. cit., s. 244-245.)). Ciekawym faktem wydają się być często opisywane we wspomnieniach żołnierskich przypadki spotykania tłumów uciekinierów i ich opowieści o klęsce Polski. Jednak w przypadku wojsk gen. Kleeberga nie wpływało to demoralizująco na żołnierzy, wręcz przeciwnie. Pułkownik Epler w swoich wspomnieniach pisał może trochę patetycznie, jednak trafnie: Żołnierz czuje jednak nieraz, że wszystko co robi, robi dla Niej, że służba jego nie da mu ani sławy ani zaszczytów. Wierzył uparcie, że wśród bagnetów żyje to, co przed wojną – gdy go na żołnierza uczono – nazywano powinnością żołnierską, honorem żołnierza, honorem Ojczyzny ((A. Epler , op. cit., s. 62.)). Dnia 22 września doszło do kontaktu z siłami Armii Czerwonej, które zablokowały wojskom zgrupowania „Kobryń” marsz przez Kowle. W sztabie gen. Kleeberga zapanowała konsternacja, zadawano sobie pytanie co robić w wypadku, gdy niemożliwy jest marsz na południe? Na wieczornej naradzie, wobec braku kontaktu z Naczelnym Wodzem, postanawiano iść na pomoc broniącej się Warszawie. Zadanie to miało zostać wykonane dwuetapowo. W pierwszej kolejności zamierzano uchwycić przeprawy na Bugu i dokonać ześrodkowania oddziałów w rejonie Włodawy, a następnie kierować się w stronę Warszawy (( M. Porwit, Komentarze do historii polskich działań obronnych 1939, Warszawa 1983, s. 442-443.)). Należy zadać sobie pytanie czy taka decyzja była słuszna? Wobec braku możliwości dalszej obrony Polesia i pustki operacyjnej, jaka pojawiła się na skutek stopniowego wycofywania się oddziałów niemieckich, które zapuściły się zbyt daleko na wschód (idealnie ilustruje to przykład 4. Armii, którą dowodził Günther von Kluge, jednostki tej armii wycofywały się w kierunku południowo-zachodnim) co dawało wojskom Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” możliwość pójścia na Warszawę (( J. Wróblewski, op. cit., s. 82.)).

W tym samym czasie w okolicach Włodawy, po prawej stronie Bugu znajdowały się już jednostki polskie, o których istnieniu nie wiedział nic gen. Kleeberg. Dowództwo nad nimi objął pułkownik Ottokar Wincenty Brzoza-Brzezina. W rejonie Małoryty udało mu się zgromadzić żołnierzy w sile pięciu batalionów piechoty oraz dywizjonu artylerii. Jako ciekawostkę można dodać, że zgłosili się również piloci pod dowództwem porucznika Edmunda Piorunkiewicza. Byli to lotnicy, którzy należeli do 13. Eskadry Obserwacyjnej, wchodzącej w skład SGO „Narew”. Znaleźli się wraz z zepsutymi maszynami pod Kowlem, gdzie por. pil. Piorunkiewicz rozkazał wymontować uzbrojenie z samolotów i zamontować je na samochodach, tak też lotnicy stali się piechotą zmotoryzowaną i to właśnie dzięki nim udało się zająć Włodawę jeszcze przed przybyciem głównych sił gen. Kleeberga ((http://albumpolski.pl/artykul/Lotnicy-gen-Kleeberga/46/869 [ dostęp 4 I 2013], J. Wypiórkiewicz, Lotnicy gen. Kleeberga.)).

Ześrodkowanie sił SGO „Polesie” nastąpiło po wydaniu przez gen. Kleeberga rozkazu operacyjnego na dzień 27 września. W myśl tych wytycznych jednostki miały osiągnąć linię lasów na zachód od Włodawy. Zadania poszczególnych jednostek przedstawiały się następująco: pierwsza ruszyła Podlaska Brygada Kawalerii, która rankiem 27 września przekroczyła z marszu Bug, Dywizja Kobryńska po przekroczeniu Bugu miała zabezpieczyć dalsze przeprawianie się jednostek wojsk obrony Polesia od wschodu i północy, zgrupowanie ppłk Gorzewskiego miało za zadanie ubezpieczać przeprawę od południa ((T. Krawczak, Z dalekiego Polesia… Dokumenty Samodzielnej Grupy Operacyjnej gen. Franciszka Kleeberga z walk w dniach 18 IX- 6 X 1939, Warszawa 1996, s. 24-25.)). Znamienny wydaje się fakt, że po wkroczeniu do Włodawy dowódca SGO „Polesie” rozkazał odtworzyć władze administracyjne, nie tylko stanowisko burmistrza czy też straż obywatelską, poza tym jako środek płatniczy wprowadził bony, które miały tymczasowo zastąpić pieniądze. Apoloniusz Zawilski w książce pt. „Bitwy polskiego września” ryzykuje stwierdzenie: Wydawało się, że na teren Lubelszczyzny wraca prawowita Polska władza ((A. Zawilski, op. cit., s. 754.)). Warto zadać sobie pytanie, czy nie jest to zbyt ryzykowany osąd. Z pewnością pojawienie się tam zwartego oddziału Wojska Polskiego i zaprowadzenie porządku na terenach objętych wojennym chaosem poprawiło morale zarówno żołnierzy jak i cywilów, jednak teren kontrolowany przez oddziały gen. Kleeberga był stosunkowo mały. Siły SGO „Polesie” zostały wzmocnione przez zgrupowanie kawalerii „Zaza” dowodzone przez generała brygady Zygmunta Podhorskiego. W skład jednostki Podhorskiego wchodziła: brygada „Plis” pod dowództwem płk. Kazimierza Plisowskiego oraz brygada „Edward” dowodzona przez płk. Edwarda Milewskiego. Były to oddziały zebrane z resztek rozbitych wcześniej Suwalskiej Brygady Kawalerii oraz z Podlaskiej Brygady Kawalerii. Wieczorną odprawę w sztabie generała Kleeberga przerwała wiadomość o kapitulacji Warszawy, którą przechwycili radiotelegrafiści z batalionu morskiego. Tym samym założenia taktyczne sprzed paru dni stały się nieaktualne, a gen. Kleeberg stanął przed pytaniem, co począć dalej (( J. Pertek, op. cit., s. 193.)).

Druga część artykułu.

Mateusz Kalinowski

Zdjęcie: Apoloniusz Zawilski: Polskie fronty 1918-1945, Bellona, ISBN 83-86857-23-4/wikipedia

Autor: Mateusz Kalinowski

Mateusz Kalinowski