Wielkanoc. Krótki przegląd zwyczajów i obrzędów.

            Przez zwyczaje doroczne rozumiemy te zwyczaje ludowe, które się powtarzają rytmicznie w określonych porach roku. (…)Doroczne zwyczaje ludowe, podobnie jak inne zwyczaje zachowały się na wsi współczesnej w formie szczątkowej ((Kultura ludowa Wielkopolski, t. III,. red. J. Burszta, Poznań 1967, s. 11. )). Tak we wstępie do trzytomowego dzieła pod redakcją Józefa Burszty, Janina Dydowiczowa określiła czym są zwyczaje doroczne. Do tej kategorii zwyczajów włączyć możemy obrzędy związane ze świętami wielkanocnymi, które w  kulturze chrześcijańskiej zajmują bardzo ważne miejsce.

Celem niniejszego tekstu jest przedstawienie czy przypomnienie kilku zwyczajów wielkanocnych, które były  kultywowane w czasach minionych, a dziś są raczej zapomniane Pragniemy przy okazji pokazać jak zwyczaje wywodzące się z ery pogańskiej zostały zaadaptowane przez Kościół katolicki. Pamiętając przy tym, że Wielkanoc łączy się z obrzędowością wczesnowiosenną: przyroda budzi się do życia po zimie podobnie Jezus Chrystus odradza się pokonując śmierć ((Tamże, s. 55.)).

Wielki Tydzień rozpoczyna się tak zwaną Niedzielą Palmową. Przypomina ona uroczysty wjazd Jezusa do Jerozolimy na ośle. Święty Mateusz tak owe opisuje:

 

A ogromny tłum słał swe płaszcze na drodze, inni obcinali gałązki z drzew i ścielili na drodze. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno:

Hosanna Synowi Dawida!

Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie!

Hosanna na wysokościach! ((Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Poznań-Warszawa 1995, Ewangelia wg. św. Mateusza, 21, 9-10.))

                              

Wydarzenie to jest tak ważne, że opisy wszystkich czterech ewangelistów różnią się między sobą jedynie szczegółami ((Tamże, Ewangelia wg. św. Marka 11, 8-10, Ewangelia wg. św. Jana 12, 12-14, Ewangelia wg. św. Łukasza 19, 35-39)).

Na pamiątkę, w Kościele katolickim w czasie uroczystych mszy świętych święci się w kościele wiązki palmowe. Według kulturoznawców związane jest to z kultem wiecznie zielonej gałązki symbolizującą drzewo życia. Znane są do dziś przykłady głębokiej wiary w magiczną moc baziek. W Dobrzecu (powiat kaliski) każdy miał połykać tyle baziek, ile zjadł jajek, a Donatowie (powiat kościański) z tego obowiązku nie zwalniano nawet małych dzieci. Wszystkie te czynności miały uchronić przed bólem i chorobami gardła ((Kultura ludowa Wielkopolski, s. 56.)).

Na terenie ziemi spiskiej gospodarze mieli w zwyczaju taką gałązkę wkładać pod pierwszą skibę zaoranego pola przy jednoczesnym tarciu piersi konia pod chomątem. Wszystko po to, aby Bóg pobłogosławił trud pracy ((M. Balara, Na Spiszu, Warszawa 1986, s. 66.)).

Z wierzbowymi baziami wiąże się wiele innych zwyczajów. Zatknięta w pole, w zabudowaniach gospodarskich ma za zadanie chronić domowników i zapewnić bogaty plon czy odstraszać pioruny. W Dembowie w powiecie chodzieskim palonymi baziami kadzono chore bydło, a w Kramsku Starym (powiat sulechowski) służyły jako rózgi do pierwszego w nowym roku wypasania krów na łące. W Tarnowie (powiat obornicki) rzucano na wodę owe baźki, czyja pierwsza utonęła miała zwiastować szybką i niespodziewaną śmierć ((Tamże, s. 56-57.))

Wybitny polski etnograf żyjący w XIX wieku Oskar Kolberg, w jednej ze swoich prac przytacza krótką rymowankę, którą pośpiewywali tego dnia mieszkańcy Łuszkowa leżącego niedaleko Krzywinia. Jak twierdzi sam Kolberg, wypowiadający nie do końca rozumieli znaczenie słów.

Jedna pani wybudowała Kamnicę (kamienicę)

Przy téj Kamnicy zwónnicę.

Przyszed(ł) bocian,-przyniós(ł) dziecko jak kłonicę.

Przyjechała druga pani,

Chciała to dziecko wziąć na czworo sani.

A to przyjechał ksiądz pleban,

Powiedział: tego dziecka wam brać nie dam.

Przyjdźcie na przyszłą niedzielę,

To was wszystkich tém dzieckiem podzielę.

Nie będę Wam żałował,

Tylko po wielgim sztuku (kawale) dawał((O. Kolberg,  Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Serya X, cz. II, Kraków 1876, s. 65.)).

 

Wielki Poniedziałek, Wtorek i Środa to dni przygotowujące do tak zwanego Triduum Paschalnego.

Jędrzej Kitowicz w swoim opisie zwyczajów za królowania Augusta III przedstawił tradycję z Wielkiej Środy. Tego dnia po tak zwanej ciemnej jutrzni, księża w kościele po odśpiewaniu psalmu, uderzali brewiarzami, psałterzami w ławki, robiąc przy tym spory hałas. Chłopi chcąc naśladować osoby duchowne również uderzali w ławy, ale kijami czyniąc jeszcze większy harmider. Po wyrzuceniu mieszkańców wsi przez dziadów i sług kościelnych, robili ze szmat i słomy kukłę Judasza, którą jeden z nich wieszał  na wieży budynku kościoła. Wszyscy pozostali czekali na moment zrzucenia go na ziemię, aby uwiązać kukle postronek na szyi i ciągnąc ją po ulicach bijąc kijami. Krzyczeli przy tym Judasz! Judasz!. Zabawa trwała do czasu zniszczenia słomianego zdrajcy Chrystusa. Kitowicz opisuje również sytuację, w której w wirze tych zdarzeń znajduje się przedstawiciel religii mojżeszowej. Jeżeli Żyd jakowy nieświadomy tej ceremonii nawinął się im, porzuciwszy zmyślonego Judasza, prawdziwego Judę tak długo i szczerze kijami obkładali, póki się do jakiego domu nie salwował. Zaraz potem dodaje, że szybko ten zwyczaj ustał z powodu skarg profesorów i rządców publicznych pochodzenia żydowskiego ((J. Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, Warszawa 1985, s. 287. )).

Znacznie więcej tradycji, obrzędów ma miejsce w Wielki Czwartek. Jest to bowiem dzień ostatniej wieczerzy. Wspomniany już Kolberg podaje, że we wsi Ujazd w powiecie kościańskim, tego dnia gospodarze oraz rodzice gotowali jaja na twardo, farbowali  ich skorupki za pomocą naturalnych barwników (np. cynamon, cebula). Tak przygotowane jajka chowali przed czeladzią oraz dziećmi w krzakach. Dzieci wraz z czeladzią szukali ich, a znalezione mogły sobie zatrzymać ((O. Kolberg, Lud…, Serya X, cz. II, s. 65. )). Wtedy też w kościołach po mszy przestawało się używać dzwonów (aż do końca Wielkiej Soboty), a ich miejsce zajmowały kołatki. Gdy tylko z wieży kościołów usłyszeć można było charakterystyczny odgłos tych drewnianych instrumentów, młodzi chłopcy zaczynali biegać po swojej miejscowości ze swoimi kołatkami robiąc przy tym duży hałas przeszkadzając przechodzącym. Zabawka była tak popularna, że można ją było kupić gotową od mieszkańców wsi na targu ((J. Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, s. 287.)).

W Wielki Piątek wyznawcy Kościoła rzymsko-katolickiego obchodzą pamiątkę męki Jezusa Chrystusa. Jest to tak ważne święto, że chłopi spiscy dopiero po południu rozpoczynali pracę na roli ((M. Balara, Na Spiszu, s. 68.)). Jeden ze zwyczajów odnosi się bezpośrednio do gałązek z Niedzieli Palmowej. Otóż saga się nimi ludzi mówiąc przy tym: wstawajcie barany na boże rany. Kościół dodał do niego swoją interpretację, wyjaśniając, iż wszystko to jest na pamiątkę biczowania Jezusa ((Kultura ludowa Wielkopolski, s. 57.)). Bohaterami innego zwyczaju opisywanego przez Kitowicza jest śledź i żurek, symbole związane z postem. Przy małych dworach praktykowano wieszanie śledzia nad drogą na suchej wierzbie. Miała to być dla niego kara za to, iż przez sześć niedzieli panował nad mięsem morząc żołądki ludzkie słabym posiłkiem swoim. Inną potrawą związaną z tradycją wielkopiątkową był żur, który również symbolizował potrawę postną. Chodziło o  jak najbardziej spektakularne pozbycie się owej zupy. Improwizowano mu ceremonię pogrzebu. Zdarzały się przypadki niesienia żurku w glinianym garnku przez niczego nieświadomą ofiarę. Dlaczego ofiarę? Albowiem zaraz po rozpoczęciu marszu żałobnego, który swój początek miał w kuchni, ktoś uderzał kijem w garnek, rozlewając na nieszczęśnika całą jego zawartość. Wszystko to, według Kitowicza, dawało uczestnikom wiele śmiechu i zabawy ((J. Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, s. 287.)).

            Prócz wspomnianych obyczajów, ludność w narracji Kitowicza celebrowała pamiątkę śmierci Jezusa. Organizowano drogę krzyżową z aktorem niosącym krzyż. Misterium było tak realistyczne, że zdarzały się przypadki płazowania osoby udającej Zbawiciela. Niezastąpiony kronikarz polskich obyczajów – Kitowicz – podał przykład spotkania się dwóch takich procesji w jednym kościele. Dochodziło wtedy nawet do przypadków bójek, wymiany wyzwisk ((Tamże, s. 44-45.)).

Praktykowanym do dziś zwyczajem jest nawiedzanie tak zwanego Grobu Pańskiego. Każda szanowana się ówcześnie osoba publiczna musiała wręcz stawić się na czuwaniu. Była to świetna okazja dla zebrania jałmużny na rzecz instytucji Kościoła. Odpowiedzialne za nie były panienki albo damy wyższej rangi. Co ciekawe autor zauważa, że urodziwsze kwestarki zazwyczaj więcej ukwestowały niż te, którym na urodzie schodziło ((Tamże, s. 45.)).

Wróćmy do Oskara Kolbera. Jak podaje, w Wielki Piątek (z Wielką Sobotą) był dniem poświęconym na przygotowania do niedzieli. Gospodynie gotowały jajka i inne potrawy. Zwracały uwagę domownikom, ażeby wzrokiem swoim nie uroczyli rosnącego ciasta, jeśli nie posłuchali, mogli zostać przez nią uderzeni. W takiej sytuacji powtarzano:

 

Kiej ci baba pierze, – gotuje święcone,

I kołacze piecze, – to dziw się nie wściecze

 

W zwyczaju było również zasłanianie luster czarnym materiałem upominając dzieci, żeby nie przeglądały się w nich ze względu na możliwość ukazania się diabła ((O. Kolberg, Lud…, Serya XXIII, cz. I, Kraków 1890, s. 80.)). Prócz tego gospodarze idąc na nabożeństwo siali na polu groch jako ochronę przez szkodnikami. Śpiewano przy tym pieśń:

 

Płaczcie anieli, płaczcie duchy święte, płaczcie przy śmierci,

Radość wam dzisiaj i wesele wzięte;

Płaczcie przy pogrzebie króla waszego i Boga na niebie

 

Kolberg podaje też inny zwyczaj związany z żurkiem. Składnikiem owej zupy miały być po prostu śmieci, rzeczy definiowane jako obrzydliwe. Cześć tej mieszaniny zakopywano w polu, częścią polewano drzwi mieszkańcom wsi ((Tamże, s. 80.)).

Zupełnie innym obrzędem dorocznym związanym z tradycją wielkopiątkową była poranna kąpiel kobiet w jeziorze. Droga nad nie upływała w zupełnej ciszy. Tam myli się i zabierali wodę w dzbankach do swoich domów, którą polewali dłonie domowników. W Sulmierzycach w powiecie krotoszyńskim do jeziora miały wchodzić zarówno kobiety jak i mężczyźni. Miało to chronić przed wrzodami czy innymi chorobami skóry. W powyższych  zwyczajach widać wiarę w oczyszczającą moc wody ((Kultura ludowa Wielkopolski, s. 57.)). Bardzo podobny zwyczaj podaje Michał Balara. W nocy z piątku na sobotę osoby dotknięte świerzbem miały iść do najbliższej rzeki, potoku. Miało to zagwarantować szybkie uzdrowienie skóry ((M. Balara, Na Spiszu, s. 68.)).

W dniu Wielkiej Soboty tradycja nakazuje pójście do kościoła w celu poświęcenia produktów takich jak: jajka, chleb, kiełbasa, ciasto, babka, placek, masło, a nawet wódka Święconka wydaje się być pozostałością po dawnych ucztach wegetacyjnych ((Kultura ludowa Wielkopolski, s. 61.)). Tradycja chrześcijańska nadała produktom nowe znaczenia. Dla przykładu jajko jest symbolem energii życia, zaś sól to metafora ochrony przed złem, zepsuciem ((Tamże, s. 56.)). Z pozoru martwej skorupki wykluwa się żywe pisklę. Malowanie jajek stało się powszechne już w XVIII wieku, co ustalono na podstawie badań archeologicznych. Ten charakterystyczny dla całej Europy zwyczaj zachował się jedynie w jej części wschodniej, a w szczególności w krajach słowiańskich ((Tamże, s. 62.)).

Święcenie potraw odbywało się na wsiach zbiorowo co wywoływało ogólną radość:

 

Niedaleko Wielkanocka,

Tylko do niej jedna nocka.

Kiedy Bóg da, dożyjewa,

To się miło uściśniewa,

Przypinając, zajadając,

Święcone jajecka

 

Jedynie bogatsi mogli sobie pozwolić na osobistą wizytę księdza.

 

Kiej pleban w domu oświęci,

Złe preczki się stąd wykręci ((O. Kolberg, Lud…, Serya XXIII, cz. I, s. 81. ))

 

Na wielkosobotnim nabożeństwie święci się ogień, który również symbolizuje oczyszczenie. Święciło się również gałązki cierniowe, których żarzące głowienka chłopi zatykali w polu co miało chronić przed kretami ((Kultura ludowa Wielkopolski, s. 63.)).

Punktem kulminacyjnym świąt Wielkanocy jest Niedziela Zmartwychwstania. Rozpoczyna się ona odprawianą o północy bądź wczesnym rankiem mszą świętą (zwaną rezurekcją) ((Łac. resurrectio – zmartwychwstanie)) wraz z procesją, najczęściej dookoła kościoła. Kitowicz pisze, że z powodu tej uroczystości strzelano w miastach i miasteczkach z moździerzy, armatek, organków (połączonych ze sobą luf). Jeśli w miejscowości nie było zawodowych żołnierzy, wspomnianą broń obsługiwali mieszczanie, członkowie cechów. Wtedy zamiast jednej salwy, usłyszeć można było wręcz kilkanaście huków wystrzałów. Stąd ukuło się przysłowie popularne wśród myśliwych strzelających w kniei do zwierzyny: strzelają jak na rezyrekcją ((J. Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, s. 49.)). Pustego Grobu Pańskiego w tradycji pełnią wartę ludzie przebrani za żołnierzy ((O. Kolberg, Lud…, Serya XXIII, cz. I, s. 82.)).

W Wielkopolsce znane były przykłady organizowania wyścigów wozów gospodarzy jadących na rezurekcję. Kto pierwszy ze wsi dojedzie do kościoła, ten pierwszy kończy żniwa. We miejscowościach takich jak: Owsińska, Strzyżewo, Wronczyn, Modrze zanotowano podobne wyścigi lecz nie na podwodach tylko pieszo ((Kultura ludowa Wielkopolski, s. 62.)).

Po nabożeństwie przystępowano do uroczystego, wspólnego posiłku. Na samym początku rozkrajano na cztery części jajka i dzielono je między domowników, składając sobie przy tym życzenia. Następne do spożycia były inne poświęcone produkty. Kości od szynki dawano kotom oraz psom licząc, że ustrzeże się je od wścieklizny. Kolberg zaznacza, że to święto należało świętować we własnym domu. Odwiedziny u innych uważane były za co najmniej niestosowne. Wyjść mogli jedynie żyjący samotnie, bezżenni bądź wcześniej zaproszone osoby. Poniżej zapis pieśni, którą śpiewano:

 

Dziś Chrystus król wiecznej chwały,

Wiedzie tryumf okazały,

Ozdobny w ślicznéj koronie,

Odbiera cześć na Syonie,

 

Alleluja, Alleluja,

Alleluja, Alleluja,

 

Z Bogiem Ojcem, naszym Panem,

Srodze na nas rozgniewanym,

Pogodził nas śmiercią srogą

Za nas lejąc krew drogą. Alleluja! ((O. Kolberg, Lud…, Serya XXIII, cz. I, s. 83. ))

 

Najbardziej popularną i kontynuowaną do dziś tradycją jest niewątpliwie Dyngus, Lany Poniedziałek. Sugeruje się, że słowo dyngus, pochodzić może od niemieckiego Düngess, co oznacza wodnistą polewę, chlust wody. Inną propozycją jest powiązanie z wyrazem dingen, co znaczy oszacowanie, wykupować. Ma to być związane z dawaniem jajek przez oblane dziewczęta chłopcom w charakterze okupu ((Kultura ludowa Wielkopolski, s. 57.)).

Głównym celem oblewania, jak łatwo się domyślić, były kobiety. Dziewczyna, której nikt nie polał, przeżywa wielki wstyd i odwrotnie: im więcej wody wylewa się na jedną pannę, tym większy to dla niej honor i powód do zadowolenia ((Tamże, s. 58.)).

Innym przykładem ataków na mieszkanki wsi, były zabawy pod Obornikami. Tam bowiem chłopcy bili śpiące dziewczęta rózgami po nogach i rękach, a potem oblewano je na podwórzu wodą ze studni, bądź wrzucano bezpośrednio do stawu ((O. Kolberg, Lud…, Serya XIII, cz. V, s. 198. )). Popularna była również piosenka ludowa:

 

1. My biegamy po dyngusie,

I śpiewamy o Jezusie,

O Jezusie, o Chrystusie.

 

2. W Wielki czwartek, w Wielki Piątek,

Cierpiał Pan Bóg dla nas smutek,

Dla nas smutek dla nas rany.

 

3. Co go Żydzi umęczyli,

Umęczyli i dręczyli,

Krew najświętszą wytoczyli.

 

4. Anieli się dowiedzieli,

czém prędzy przybieżeli.

 

5. Krew najświętszą pozbierali,

Pozbierali, pozgarniali,

I do raju odesłali.

 

6. Tera(z) pódźma do oracza,

Da nam chleba i kołacza.

 

7. Od oracza do Donaja v. Dunaja,

Usmarzy nam cztéry jaja.

8. siedzi gospodarza w końcu stołu,

Suknia na nim jak na połu

 

9. A czapeczka z karmazynu,

Ten gospodarz tego domu. ((O. Kolberg, Lud…, Serya X, cz. II, s. 68.))

Radość ze zmartwychwstania była również wyrażana poprzez chodzenie po wsi. W Ujeździe w powiecie kościańskim przebierano jednego z chłopców za niedźwiedzia i kazano mu tańczyć. Za to otrzymywał drobne pieniądze od mieszkańców ((Tamże, s. 69. ))

O dyngusie rozpisywał się również Kitowicz. Pisał, że największym sukcesem było oblanie dziewczyny jeszcze śpiącej w łóżku, tak, że nieboga musiała pływać w wodzie między poduszkami i pierzynami. Bywało również, że łapano młode kobiety i trzymając za ręce oraz nogi oblewano wodą ze studni w korycie lub zanurzano w rzece.

W tekście przedstawione zostało zaledwie kilka tradycji, obyczajów, które w kulturze polskiej miały miejsce. Część z nich bezpowrotnie przeszła do historii. Na szczęście kilka z nich przetrwało do naszych czasów. Warto je nadal kultywować i podkreślać, jak polska kultura jest bogata.

tradycje 2

Piotr Konieczny

Bibliografia

Balara M., Na Spiszu, Warszawa 1986.

Kitowicz J., Opis obyczajów za panowania Augusta III, Warszawa 1985.

Kolberg O.,  Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Serya X, cz. II, Kraków 1876; Serya XXIII, cz. I i V, Kraków 1890.

Kultura ludowa Wielkopolski, t. III,. red. J. Burszta, Poznań 1967.

Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Poznań-Warszawa 1995.

Autor: Piotr Konieczny

Piotr Konieczny - absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza ze specjalnością historia nauczycielska i historia wojskowości. Jego zainteresowania skupiają się wokół zagadnień związanych z bronią i barwą I połowy XX wieku oraz kampanii wrześniowej i działań Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.