Kategorie
XIX wiek

Gorączka złota na południu Afryki

Z drugiej strony znalezisko stało się nowym zarzewiem starego konfliktu. Nagły wzrost pozycji tej burskiej republiki zagroził brytyjskiej dominacji na polu gospodarczym w tej części świata. Bohater pierwszej wojny burskiej Piet Joubert tłumił entuzjazm z tego odkrycia. „Nie cieszyć się, ale płakać powinieneś, bo to złoto potoki krwi naszej wyleje”- grzmiał burski generał ((M.Leśniewski, Wojna brytyjsko-burska 1899-1902, [w:] Zarys dziejów Afryki i Azji. Historia konfliktów 1869-2000, Warszawa 2000 pod red. A.Bartnickiego, s. 85.)). I w rzeczy samej nie pomylił się ani trochę. Władze burskiego państwa zdawały sobie również sprawę, iż eksport wydobytego na ich terenach złota nie będzie wolny od pośredników. Wszystkie okoliczne porty były pod kontrolą Imperium. Pierwszorzędnym celem dla władz raz jeszcze stała się kwestia uzyskanie dostępu do morza. Drogocenny kruszec sprawił, iż Wielka Brytania bardziej zaangażowała się w Południowej Afryce. Kontrola największych pokładów złota była niezwykle kusząca. Posiadając ją, Brytyjczycy uzależniliby od siebie świat. Nic więc dziwnego, że w latach 80-tych XIX wieku stał się obok zachodniego wybrzeża Kanady miejscem „gorączki złota”. I to właśnie był kolejny z problemów nie tylko Krugera, ale i wszystkich burskich osadników- ludność napływowa, czyli tzw. „uitlanders” (cudzoziemcy).

Przybywali do Transwalu ze wszystkich stron świata, ale przeważającą ich część stanowili poddani Jej Królewskiej Mości. Żeby zobrazować jak szybko napływali powołajmy się na liczby przytoczone przez Arthura Conana Doyle’a: W roku 1893 do Transwalu przybyło 13 tysięcy obcokrajowców. W następnym roku już 35 tysięcy ((A.Conan Doyle, The Great Boer War, Bloemfontein 1902, e-book.)). Poniekąd było to dość zrozumiałe, gdyż tereny Południowej Afryki były od dawna uznawane za angielską strefę wypływów. Dlatego też Wielka Brytania chciała wykorzystać „gorączkę złota” z jak największą korzyścią dla siebie. Według ustawy transwalskiej z 1882 roku o obywatelstwo Transwalu mógł się ubiegać każdy, kto potwierdziłby swoje 5 letnie zasiedzenie. Gdyby Brytyjczycy posiadali dostateczną ilość „swoich” w Transwalu, mogliby śmiało myśleć o przeprowadzeniu referendum w tym państwie. Obywatele (w znacznym stopniu nowi) opowiedzieli by się za przyłączeniem do Imperium i sprawa zostałaby załatwiona nawet bez wyciągania broni z kabury. Na ich nieszczęście Kruger i ludzie sterujący polityką Republiki także zdawali sobie z tego sprawę. Aby temu zapobiec W 1890 roku wydano poprawkę ustawy z 1882, która zmieniała termin zasiedzenia z 5 na 14 lat. Dodatkowo po spędzeniu tego okresu zainteresowany nie otrzymywał obywatelstwa, a jedynie zostawał znaturalizowany. W praktyce nic to nie zmieniało w sytuacji nowoprzybyłych. Władze Republiki zdecydowanie faworyzowały Holendrów (językiem urzędowych był holenderski) i Niemców, jednocześnie uważając brytyjskich uitlanderów za ludzi drugiej kategorii. Nawet po naturalizacji przybysze nie mieli ani prawa głosi, ani elekcji, nie dotyczyła ich swoboda obywatelska, płacili znacznie wyższe podatki. Na domiar złego stosunek „cudzoziemców” do rdzennych obywateli Transwalu wynosił 7:3. Był to swoisty kłopot dla władz Republiki. Z jednej strony byli w większości, co mogło spowodować odśrodkowe niszczenie państwa, czyli zagrożenie dla jego niepodległości. Po drugiej stronie barykady stały argumenty pieniężne. Nie od dziś wiadomo, że świat się kręci na monecie, a wówczas 90% całości kwoty podatkowej Transwalu pochodziła od uitlanderów. Nikt nie był na tyle głupi by pozbawiać się znacznych wpływów do krajowego budżetu ((M.Leśniewski, Wojna burska 1899-1902. Geneza, przebieg i międzynarodowe uwarunkowania, Warszawa 2001, s.26-29.)).

Taka sytuacja był niewygodna również dla samych przybyszów. Im także nie uśmiechała się rola źródła pieniędzy dla kogoś innego. Ich frustrację postanowił wykorzystać Cecil Rhodes. Marzeniem jego życia było przejście do annałów historii jako ten, który zjednoczył Południową Afrykę. Kłodą na drodze do celu okazała się Republika Południowoafrykańska. Zdaniem Rhodesa ten kraj uparł się by pozostać niepodległym i zepsuł jakże „wzniosłe” plany unifikacji. Bardzo często w literaturze przedmiotu sprawa konfliktu anglo-burskiego sprowadzania jest do konfliktu pomiędzy Rhodesem a Krugerem. Jednak trzeba dopowiedzieć, że Rhodes obok własnych dążeń, był po części również narzędziem w rękach rządu brytyjskiego. Zatem sprowadzanie konfliktu zaledwie do tych dwóch postaci nie jest słuszne. Tak czy inaczej w indywidualnych stosunkach obu panów aż nadto widać było zgrzyty. Odkrycie złota jeszcze bardziej pogłębiło awersje. Proces wydobycia okazał się na tyle kosztowny, że tylko jedna spółka miała na tyle kapitału aby im podołać. Była nią De Beers Mining Company, którą zarządzał właśnie Rhodes ((J.Flint, Cecil Rhodes, Toronto 1974, s.113.)). Zatem sektor wydobycia złota w Południowej Afryce został w okamgnieniu zmonopolizowany przez bogate spółki i koncerny.

Adam Wysocki

Bibliografia:

Balicki Jan, Historia Burów. Geneza państwa apartheidu, Wrocław 1980.

Churchill Winston Leonard Spencer, Moja Młodość, Poznań 2000.

Conan Doyl Sir Arthur, The Great Boer War, Bloemfontein 1902, e-book.

Flint John, Cecil Rhodes, Toronto 1974.

Laband John, The Transvaal Rebellion: The First Boer War, 1880-1881, Londyn 2005.

Leśniewski M., Wojna brytyjsko-burska 1899-1902, [w:] Zarys dziejów Afryki i Azji. Historia konfliktów 1869-2000, Warszawa 2000 pod red. A.Bartnickiego.

Leśniewski Michał, Wojna burska 1899-1902. Geneza, przebieg i międzynarodowe uwarunkowania, Warszawa 2001.

Stephens,J.J. Fuelling the Empire: South Africa’s Gold and the Road to War.

 

Zdjęcie: WIKI

Autor: Adam Wysocki

Adam Wysocki - Absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.