Kategorie
XIX wiek

Ciągłe napięcia na południu Afryki – Brytyjczycy wychodzą na pierwszy plan

Brytyjczycy nową kolonię traktowali o wiele poważniej niż ich poprzednicy. Miejscowa ludność – Burowie byli wrogo nastawieni do nowych zwierzchników. Nie wiedzieli czego się spodziewać. Nadal pragnęli wielu swobód, a przede wszystkim samorządności. Imperium Brytyjskie wcale nie chciało iść na ustępstwa i by przyspieszyć integracje z Burami zaczęli do południowej Afryki przywozić swoich rodaków. Z reguły byli to wykształceni ludzie, a spora część znała się także na uprawie ziemi. Taki właśnie był ich podstawowy cel podczas egzystencji w Kolonii Przylądkowej. Zostali uposażeni w potrzebne narzędzia rolnicze, żywność oraz namioty. W roku 1819 trafiło tam ponad 4 tysiące byłych żołnierzy, rzemieślników, którzy otrzymali ziemie w okolicach Grahamestown (wówczas Zuurveld, dzisiaj tzw. Albany). W trakcie następnych pięciu lat sprowadzono jeszcze więcej podwładnych Korony. Podobnie jak poprzednich przybyszów uposażono ich w niezbędne narzędzia i wysłano do nowych gospodarstw znajdujących się na pograniczu ((Podróże marzeń: RPA, Warszawa 2005, pod red. J.Zaborowskiej, s.30.)).

Jednak wbrew przewidywaniom, napływowi nie zaczęli się asymilować z Burami. Mało tego, znów do głosu doszły kwestie pochodzenia. Tym razem to Burowie zostali uznani za gorszych, co jeszcze bardziej pogłębiło przepaść. Jednak nie od razu przedstawiciele burscy i brytyjscy zapałali do siebie niechęcią. Wszak z czasem okazało się, że to nie potomkowie holenderskich farmerów stanowią największy problem. Mimo różnic i niechęci, póki co nie było masowych zatargów pomiędzy ludnością burską, a angielską. Ciężki krzyż nowi osadnicy mieli z plemionami Khosa. Plemiona te rabowały posiadłości Brytyjczyków, porywały i zabijały ich bydło. Do tego musieli się borykać z kapryśnym klimatem południowej półkuli, co zniechęciło niejednego. Część przeniosła się do miast (głównie Bathurst, Gramahstown), inni natomiast zażądali ochrony, nie chcąc wdawać się w bitwy z ludnością Khosa. Władze w Kapsztadzie nie tylko nie przyznały protekcji swoich rodaków, ale także zaostrzyły politykę podatkową w Kolonii Przylądkowej.

Odtąd zaprzestano uposażać osiadłych Brytyjczyków. Ukrócono również w znaczny sposób swobody Burów. Dlatego też ulepszono system ściągania podatków, pojawił się nowy system podziału ziemi, a także zwiększenia uprawnień władzy sądowniczej. Znaczącym ruchem legislacyjnym było rozporządzenie z roku 1828 ((Tamże, s.30-31.)). Mówiło ono o zniesieniu pracy przymusowej oraz ustanawiało wszystkich osadników Kolonii Przylądkowej równych wobec prawa, bez r względu na kolor skóry. Ta ustawa była przyczynkiem do kolejnych ruchów na drodze zakazania niewolnictwa. Wielka Brytania dokonała tego kroku w roku 1834 ((Ch. Duke Yonge, The Constitutional History of England from 1760 to 1826, Kessinger Publishing 2004, s.187-190.)). Nie trzeba dodawać, że taki obrót spraw nie spodobał się szczególnie Burom, którzy dotychczas zajmowali ziemie jakie tylko chcieli, nie mówiąc już o oszczędzaniu na podatkach. Wypieranie Burów z ich terenów i gwałcenie zasad handlu dodatkowo dolewały oliwy do ognia. Dlatego Ci postanowili zmienić miejsce zamieszkania i przenieśli się bardziej na północ rozpoczynając tzw. „Wielki Trek”, ale o tym za chwilę.

W międzyczasie bowiem terenom brytyjskim zaczęła zagrażać inna siła, mianowicie Zulusi. Ich plemiona już wcześniej zetknęły się z Burami nacierając z północy. Później sytuacja się odwróciła. To plemiona Bantu musiały się bronić przed potomkami holenderskich osadników. Lecz ci z czasem stali się groźniejszym przeciwnikiem. Apogeum swojej potęgi Zulusi osiągnęli za panowania wodza Czaki, którego Marek Arpad Kowalski otwarcie nazywa „Napoleonem Afryki” ((M. Arpad-Kowalski, W kraju Burów i Zulusów, Warszawa 1975, s.79.)). Pierwszym jego ruchem było utworzenie armii. Nie była ona podobna do innych z Afryki. Tworzona była bardziej na wzór jemu współczesnych armii. Składała się z pułków, pomysłodawcą był Dingiswayo, ale faktycznie ten podział dopracował Czaka. Wódz dbał także o odpowiednią wielkość swojej armii, która miała liczyć stale pomiędzy 15 a 50 tysięcy żołnierzy. Było to możliwe dzięki dobrym warunkom finansowym jakie pozostawił mu jego poprzednik i ojciec Senzangakhona. Wojownicy armii Czaki byli bardzo dobrze wyszkoleni, odważni i zdyscyplinowani. Takie podwaliny musiały przynieść efekty w budowie silnego państwa ((A.McBride, Man at arms: The Zulu War, Hong Kong 1994, s.3-5.)).

Po podbiciu niemal całego Natalu Czaka zaczął być zagrożeniem dla białych osadników południowej Afryki. Burowie znaleźli się natomiast w potrzasku. Od północy mieli buńczucznych Zulusów, a na południu mieli niebyt lubianych Anglików. Sporo wody w musiało upłynąć w rzece Pomarańczowej zanim doszło do poważnych starć pomiędzy Anglikami i Zulusami. Wojna trwała od stycznia do lipca 1879 roku i zakończyła się tak jak zakończyć się musiała, czyli zwycięstwem Anglii ((http://www.onwar.com/aced/chrono/c1800s/yr75/fzulu1878.htm [2007].)). Zulusi nie wykorzystali blisko trzykrotnej przewagi liczebnej – 40 tys. Zulusów kontra 14 800 Anglików (6400 Europejczyków i 8400 Afrykanów). W efekcie Zulusi mieli ośmiokrotnie więcej zabitych i ponad dziesięciokrotnie więcej rannych. Wielka Brytania odprawiła z kwitkiem kolejna przeszkodę, ale wciąż pozostawała ta jedna – Burowie.

 Adam Wysocki

Autor: Adam Wysocki

Adam Wysocki - Absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.