Rewizja podejścia do katastrofy F-22?

Wszystko wydawało się jasne- za katastrofę F-22 odpowiada pilot.

Od samego początku tej sprawy miałem odmienne zdanie i nie raz pisałem o tym na stronach infolotnicze.pl. Stwierdzenia, że pilot zareagował źle, za późno, że był ćwiczony do działania w takich sytuacjach nie mogą zostać podważone. Chodzi jedynie o hierarchizację aspektów sprawy i sekwencję wydarzeń. Ludzie, którzy obwinili pilota, który już nie może wystąpić we własnej obronie nie siedzieli wtedy w tym samolocie. Oczywiście, badania wypadków lotniczych przeprowadzane są drobiazgowo przez największej klasy ekspertów. Ich ustalenia ciężko podważać, tylko najłatwiej powiedzieć że zawinił człowiek, ale sekwencja wydarzeń była taka, że najpierw zawiniła maszyna, maszyna kosztująca grube miliardy, podobno najlepsza na świecie, mająca zapewnić dominację na dziesięciolecia i maszyna NIEDZIAŁAJĄCA. Do dnia dzisiejszego sprawa nie jest rozwikłana. Człowiek ma umieć reagować na niedziałający sprzęt, ale porażony został sposób postrzegania tegoż człowieka w wyniku awarii maszyny. Bez powietrza raczej ciężko trzeźwo myśleć, i oceniać sytuację. Najpierw kapitanowi siedzącemu w F-22 zabrakło tego powietrza, a dopiero potem jak był już nie w pełni świadom nie zareagował. Tego typu wnioski można kontrować brakiem czujności i brakiem właściwego odczytywania sygnałów organizmu o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Tylko czy pilota ktoś na treningach poddusza, ogranicza mu dostęp tlenu by nauczyć go jak ma zareagować? Nigdy nie siedziałem w myśliwcu i pewnie w nim nie zasiądę, ale śmiem wątpić, że tak się ludzi przygotowuje. Z chęcią odwołam te stwierdzenie jeśli dowiem się że jest inaczej. Nagle po oczernieniu tego człowieka bo i tak można to rozpatrywać, wszak stwierdzono ze był winny, USAF zaczyna zmieniać front i twierdzi, że jednak kapitan zrobił wszystko jak należy. Gen. Schwartz rakiem wycofuje się z całej sytuacji, ale wcześniejsze stwierdzenia zdążyły już wyrządzić sporo szkody i na honorze pilota (tylko czy ktoś w dzisiejszym świecie jeszcze się tym przejmuje?), samym programie i USAF. Z daleka pachnie to ochroną interesów potentata, potentata dodajmy, który cały czas nie naprawił swego cudownego dziecka. On jest bez winy, wszak maszyna może „nawalić”, to człowiek ma być niezawodny. Samolot którego wyprodukowanie kosztowało w sumie 77,4 miliarda dolarów może sobie nie działać… Jakby tego było mało po niebotycznie długi uziemieniu, które nie przyniosło rozwiązań odnotowano kolejne przypadki braku w dostawach powietrza. I jak w tym wszystkim mają się znajdować piloci, którym wpajano że są creme de la creme Sił Powietrznych Całego Świata bo latają na creme de la creme myśliwców? Jak oni mają ufać swemu sprzętowi, który nie działa i nie wydaje się by szybko działać zaczął?

Źródło: ABC

Zdjęcie: USAF/Lockheed