Kategorie
XIX wiek

Przylądek Dobrej Nadziei – kolonizacja

Ziemie adoptowane pod bazę zaopatrzeniową nie były niezamieszkałe. Mniej więcej na tych terenach rezydowali Hotentoci (czyli „prawdziwi ludzie”) i Buszmeni. Jak można łatwo się domyślić nie byli zadowoleni z pojawienia się nowych osadników. Nie obyło się również bez zgrzytów pomiędzy tubylcami, a ludnością przybywającą. Minęło zaledwie 12 miesięcy od przybycia van Riebeeck kiedy doszło do pierwszych zbrojnych starć. Buszmeni bronili swoich terenów łowieckich i źródeł wodnych, które coraz częściej przybysze przysposabiali sobie na swój użytek. Ze względu przewagi technologicznej tubylcy w bezpośrednim starciu nie mieli najmniejszych szans i już wkrótce zostali podporządkowani. Z resztą nie tylko walka zbrojna przyczyniła się do zdziesiątkowania Hotentotów. Zetknięcie się z chorobami europejskimi także przetrzebiło szeregi plemion hotentockich (np. w 1713 epidemia czarnej ospy) ((http://pl.wikipedia.org/wiki/Hotentoci [2006].)).

Na południu Afryki Trekboerowie budowali nową cywilizację, opartą na protestanckiej surowości i przekonaniu o wyższości własnej rasy nad autochtonami. Osadnicy postępowali w myśl niepisanej zasady, iż „dobry murzyn to martwy murzyn”. Jednak ta zasada tyczyła się jedynie relacji z Buszmenami. Hotentoci, których plemiona były o wiele liczniejsze zajmowali się głównie hodowlą bydła. Przybysze początkowo po pierwsze nie byli na tyle silni by stanąć na polu walki z Hotentotami (ok. 50 000 osób). Po drugie chodziło o interesy. Nie tylko osadnicy, ale także Statki Kompanii Wschodnioindyjskiej potrzebowali mięso i właśnie w tym celu nawiązali kontakty gospodarcze z ludnością hotentocką. Interes był niezwykle intratny dla Europejczyków. Otrzymywali spore ilości mięsa w zamian za różne bezwartościowe świecidełka, naczynia miedziane czy tytoń ((F. Bernaś, Na wzgórzach Transwalu, Warszawa 1986, s.18.)).

Swoją drogą ten schemat traktowania tubylców można po części tylko wytłumaczyć zasadami religii przybyszów. W większości byli kalwinistami, a jak wiadomo jedną z głównych doktryn tej religii jest wiara w przeznaczenie, czyli predestynacja. Na podstawie tej przesłanki Burowie uważali siebie za naród wybrany. Normalnym zatem było traktowanie miejscowych, czarnych jako gorszych. Hotentoci i Buszmeni byli inni (kolor skóry, sposób ubierania się), bo przede wszystkim nie byli chrześcijanami. Panowanie białego nad czarnym, cywilizowanego nad dzikusem, stało na równi z rządami chrześcijanina nad poganinem. Istnieli w przekonaniu, iż czarni są tylko po to by służyć białemu człowiekowi. Doprowadziło to do jawnej segregacji ludności, która rzutowała na następne 300 lat rozwoju cywilizacyjnego w południowej Afryce. Takie zachowanie dało podwaliny pod system polityczny nazywany „apartheidem” (termin utworzony w latach 30-tych XX wieku ((http://www.africanaencyclopedia.com/apartheid/apartheid.html [2006].))). Dziś otwarcie Burów nazwalibyśmy rasistami. Ocieramy się w tym miejscu o tak drażliwe dzisiaj kwestie dyskryminacji rasowej, ale nie można tego osłonić kurtyną milczenie, gdyż stanowią one dość istotne zagadnienie w zakresie ruchu kolonialnego. Jednak podejście Trekboerów nie było wtedy niczym złym. Pochodzili z Europy, a tam niewolnictwo istniało już w starożytności. Zmiana myśli nastąpiła dopiero na przełomie XVIII/XIX wieku, gdy większość krajów zakazywała niewolnictwa.

Po odwołaniu ze stanowiska zarządcy kolonii van Riebeecka, ta przeżywała regres. Później komendantem został Simon van der Stel. Ten odniósł sukcesy głównie na polu demograficznym – za jego zarządu liczba białych mieszkańców wzrosła do 4000 tysięcy z początkowych 600 osób. Później władzę przejął jego syn Willem Adriaan van der Stel ((http://www.sahistory.org.za/pages/people/vanderstel-wa.htm [2007].)), który kontynuował niemal despotyczną politykę ojca. Kolejnym gubernatorem tego terenu został Pasques de Chavonnes ((http://www.members.tripod.com/~Louis_Engelbrecht/chavon.html [2007].)). Dopiero wtedy baza zaopatrzeniowa zaczęła przynosić Kompanii zyski. Gubernator ten przede wszystkim zmienił relacje międzyrasowe. Hotentoci i Buszmeni nie byli już traktowani jako niewolnicy, a najemni pracownicy, którzy w zamian za wysiłek otrzymywali wynagrodzenie. Sama baza z czasem stała się nie tylko organizmem gospodarczym, ale również politycznym.

Rozwój nie mógł trwać wiecznie. Żadna ze światowych potęg nie utrzymała się na szczycie zbyt długo. Tak też musiało być z Holenderską Kompanią Wschodnioindyjską. VOC od dawna czuła na plecach oddech największych konkurentów Wielkiej Brytanii i Francji. Ta pierwsza musiała mieć silną flotę ze względu na swoje położenie geograficzne. Republika Zjednoczonych Prowincji brała udział w większości wojen na przełomie XVII i XVIII wieku (m.in. wojna 30-sto letnia). Fakt ten znacznie nadwerężył możliwości państwa, co w dalszej kolejności przełożyło się na prymat w handlu na morzu. Mamy tu do czynienia z błędnym kołem, bo choć Kompania Wschodnioindyjska ucierpiała na upadku pozycji Niderlandów, to ona sama znacznie się do tego przyczyniła. Coraz bardziej się rozwijając działała paradoksalnie na niekorzyść państwa ((J.Balicki, M.Bogucka, Historia Holandii, Wrocław 1976, s. 246.)).

Tymczasem mieszkańcy Przylądka Dobrej Nadziei wcale nie chcieli stanąć w miejscu. Mimo kryzysu w państwie, pragnęli większych swobód dla siebie. Dalej brnęli w radykalne formy rasizmu, żądając przy okazji oficjalnego pozwolenia na chłostę niewolników ((F.Bernaś, Na wzgórzach… , s.47.)). Jak donosi Jan Balicki „Wrzenie w kolonii rosło. Szczególnie ostro występowali przeciwko władzom farmerzy z dystryktów Swellendam i Graaf-Reinet. Potęgowały się tam spory o bydło, ziemię, wodę, dochodziło do walk. Władze w Kapsztadzie próbowały powstrzymać osadników od wymierzania samym sobie prawa, nie panowały faktycznie nad sytuacją i stawały się coraz bardziej znienawidzone. W 1795 roku doszło do jawnego buntu kolonistów, którzy tworzą własny rząd w Graaff-Reinet. Po paru dniach drugi rząd w Swellendam. Kolonia rozpada się faktycznie na trzy części (…) Ale w tym samym tygodniu, w którym wybuchła rewolucja w Zatoce Stołowej ukazało się 9 angielskich okrętów wojennych” ((J.Balicki, Historia Burów. Geneza państwa apartheidu. Wrocław 1980, s. 54.)).

 Adam Wysocki

Autor: Adam Wysocki

Adam Wysocki - Absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.