Co dalej z Air Force One?

Wczoraj świat obiegła informacja o tym, że Donald Trump nie popiera programu budowy nowej maszyny Air Force One. W zasadzie uważa, że projekt ten kosztuje zbyt dużo.

Zostawmy politykę na boku i skupmy się na lotnictwie… i polityce jako że w tym przypadku oba obszary na siebie nachodzą. Proponuję jednak spojrzeć na całą sprawę nie z perspektywy Trumpa, a z perspektywy prezydenta.

Maszyny to tylko maszyny. Działają tak długo „jak mogą”, a następnie w wyniku zużycia się psują. Oczywiście można odsuwać w czasie datę poważnej awarii poprzez modernizacje, przeglądy, naprawy itd., ale w pewnym momencie nic to już nie da.

W Polsce coś o tym wiemy prawda? Nasze VIPy latały starym sprzętem i nie raz coś nie zadziałało jak trzeba i wcale nie chodzi tu o katastrofę pod Smoleńskiem. Zostawmy to na boku. Były przecież przypadki gdy personel naziemny zrobił co trzeba, załoga zrobiła co trzeba, a i tak coś nie zadziałało. To był problem dla prezydenta.

Czy Stany Zjednoczone mogą sobie pozwolić na coś takiego? Myślę, że nie. Będąc jedyną globalną potegą nosi się pewne brzemię. Oczy całego świata są na Ciebie zwrócone i czekają na podknięcie – pretendenci lubi zobaczyć olbrzyma na kolanach, nawet jeśli ma to być tylko małą usterka samolotu. To pokazuje, że giganci też są tylko ludźmi.

Czy program Air Force One powinien tyle kosztować? NIE… i TAK.

Program Marine One w którym utopiono ogromne sumy pokazał, że nie zawsze duża ilość pieniędzy pozwala osiągnąć zadowalające rozwiązanie.

Jeśli spojrzymy na to z drugiej strony, to najważniejszy samolot na świecie musi kosztować. Wypełniony jest najwyższej jakości sprzętem, który ma pozwolić zarządzać z powietrza całym narodem i jego armią.

Nie ma prostych odpowiedzi jak rozwiązać problem podniesiony przez prezydenta elekta, ale jedno jest pewne – jakieś rozwiązanie trzeba znaleźć, ponieważ niedopuszczalnym jest by głowa państwa nie mogła w każdych okolicznościach funkcjonować jak należy. Tutaj wracamy do początku tego tekstu – maszyny to tylko maszyny – nie możemy oczekiwać, że będą działały wiecznie. W pewnym momencie się zepsują.

Nowa administracja powinna w bliskiej współpracy z Boeingiem wypracować takie rozwiązanie, które będzie dobre i dla bezpieczeństwa głowy państwa jak i dla kieszeni podatników. Ci wszak lubią oszczędnych prezydentów.

Krzysztof Kuska

Zdjęcie: Boeing