1000 bezzałogowych statków latających dla Polski

Wczoraj Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz zapowiedział zakup 1000 bezzałogowych statków latających dla polskiej armii.

Póki co nie znamy większej liczby szczegółów, ale sam fakt ogłoszenia takich planów trzeba uznać za krok w bardzo dobrym kierunku. Polska od dawna cierpi na brak „oczu” w armii i aparaty bezzałogowe są jednym z narzędzi pozwalających poprawić sytuację w tej materii. Oczywiście nie zastąpią satelitów, ale już teraz tworzone są koncepcje w których sieci stale unoszących się w powietrzu niewielkich aparatów zapewniają permanentne pokrycie danego terenu przesyłając dane w czasie rzeczywistym.

Można zakładać, że armia dostanie szeroki wachlarz urządzeń, począwszy od tych najmniejszych do tych największych. Jeśli zatem spojrzymy na całą informację szerzej to okazuje się, że liczba 1000 sztuk wcale może nie być tak imponująca. Niewielkie aparaty, niewiele większe od dłoni, są używane na niskich szczeblach, a jeśli posuwamy się wyżej obserwujemy coraz większe jednostki. Jeśli zatem podzielimy całość przez różne oddziały na wszystkich szczeblach może okazać się, że po prostu osiągniemy stan zadowalający i odpowiadający współczesnym wymaganiom. Wojsko by skutecznie i precyzyjnie operować musi przede wszystkim widzieć i to widzenie mogą zapewnić właśnie aparaty bezzałogowe.

Kluczowy aspekt całego przedsięwzięcia to chęć zaangażowania rodzimego przemysłu. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że cała operacja będzie odbywała się sprawnie i firmy zbrojeniowe staną na wysokości zadania. Zazwyczaj bowiem topimy się w przetargach, pracach rozwojowych, zmianach, poprawkach, wersjach itd. Tutaj trzeba szybkich działań i dostaw niezawodnego sprzętu. Aparaty bezzałogowe są dalece mniej skomplikowane niż samoloty więc jest nadzieja, ze uda się to przeprowadzić.

Polski przemysł zbrojeniowy kuleje i za wszelką cenę trzeba go podnieść z kolan. Jeśli ktokolwiek w kraju marzy o silnej Polsce liczącej się na arenie międzynarodowej to musi zdawać sobie sprawę, że bez silnego przemysłu, który jest w stanie zaspokoić potrzeby naszej armii nie mamy co liczyć na taką pozycję. Nie trzeba szukać daleko – Niemcy już wdrożyły program maksymalnego uniezależnienia się od dostawców zagranicznych i to jest droga, którą również Polska powinna podążać, oczywiście w miarę naszych skromnych możliwości.

O ile mniejsze statki nie powinny być problemem o tyle większe, przenoszący uzbrojenie mogą nie być tak łatwe do zbudowania. Stopień komplikacji takowej konstrukcji wzrasta w sposób ogromny i w krótkim czasie może być trudno osiągnąć zadowalające rezultaty. To z kolei może zmusić nas do zakupów gotowych i sprawdzonych rozwiązań.

Dlaczego to takie ważne? Trend na świecie wydaje się ustalony. Bezzałogowce zakorzeniły się już w strukturach armii i rozpychają się coraz mocniej. W naszej sytuacji, gdy Su-22 są już sprzętem drugiej jeśli nie trzeciej kategorii aparaty bezzałogowe mogłyby posłużyć jako ich następcy. Oczywiście lepiej byłoby gdybyśmy zakupili samoloty mające zastąpić Su-22 oraz aparaty bezałogowe, ale ograniczony budżet może na to nie pozwolić. Zatem być może ciężkie bezzałogowce będą w stanie przynajmniej częściowo wypełnić lukę po wycofaniu Su-22. W kolejce czekają również samoloty MiG-29, ale ich bezzałogowcami nie da się zastąpić, przynajmniej na tym etapie rozwoju tych statków powietrznych.

Trzeba obserwować dalsze kroki ministerstwa i mieć nadzieję, że całe przedsięwzięcie zostanie doprowadzone szybko i sprawnie do końca i że odbędzie się to z korzyścią dla armii jak i dla całego rodzimego przemysłu.

Krzysztof Kuska

Zdjęcie: Flytronic