Kategorie
News Świat

Nasze załogi w Afganistanie są zawsze w gotowości!

Nasze załogi w Afganistanie jak zwykle stają na wysokości zadania i wspierają naszych chłopaków na ziemi.

Poniżej przedstawiamy relację udostępnioną przez kpt. Marcina Gila:

W dzień i w nocy, w pyle i pod ostrzałem – załogi śmigłowców Mi-17 nigdy nie odmawiają wsparcia żołnierzom operującym na lądzie.

Dowódca, drugi pilot, technik pokładowy i trzech strzelców to kompletny skład załogi Mi-17. W ramach Polskiego Kontyngentu Wojskowego funkcjonuje osiem takich załóg. Do dyspozycji mają sześć śmigłowców. Loty wykonują w obszarze odpowiedzialności kontyngentu oraz na trasach do Sharany, Kabulu i Bagram. Od początku XI zmiany PKW, czyli od 18 kwietnia, bezpiecznie dowieźli do celu ponad dwa tysiące pasażerów i dostarczyli niemal 24 tys. kg cargo, ale to wsparcie żołnierzy operujących na lądzie daje im największą satysfakcję. Od momentu otrzymania wezwania z COT (Centrum Operacji Taktycznej) do poderwania śmigieł mają zaledwie dwadzieścia minut na zebranie załogi, odebranie informacji o celu wylotu, rejonie i sytuacji. Na pokład zazwyczaj zabierają drużynę ze szwadronu kawalerii i ratownika medycznego. Mają świadomość zagrożenia. Śmigłowiec może być ostrzelany z broni mało i wielkokalibrowej, czy RPG, ale nie grozi im spotkanie z IED (improwizowane urządzenie wybuchowe). Jak wyjaśnia chor. Piotr Szczodry – strzelec pokładowy Mi-17 z doświadczeniem misyjnym na lądzie, w powietrzu żołnierze mają większe poczucie bezpieczeństwa: „Ten, kto kiedykolwiek był na misji i jeździł na kołach – na patrole, z konwojem itd., a w tej chwili lata, to wie, jakim nawet psychicznym wsparciem dla chłopaków jest to, że się pojawiamy. To jest budujące, kiedy wiemy, że jesteśmy potrzebni chłopakom, którzy robią o wiele cięższą robotę na dole.” Ale nie chodzi tylko o psychiczne wsparcie. Żołnierze na lądzie wiedzą, że załogi Mi-17 w razie potrzeby gotowe są do otwarcia ognia, czy zaryzykowania lądowaniem pod ostrzałem, o czym opowiada jeden z dowódców Sił Specjalnych w Afganistanie: „Mam duży szacunek dla chłopaków z SGPSz (Samodzielna Grupa Powietrzno-Szturmowa). Naprawdę kilka razy pokazali profesjonalizm i odwagę. Umożliwili nam szybką ewakuację podczas kontaktu ogniowego z przeciwnikiem. Jestem pełen uznania dla ich zaangażowania. Podczas wspólnych operacji często ryzykują razem z nami.” Każde lądowanie na tzw. terenie przygodnym to decyzja Dowódcy załogi Mi-17. Trzeba wybrać w miarę płaski teren w rejonie dogodnym dla żołnierzy na lądzie, którzy muszą pieszo pokonać spore odległości w pełnym rynsztunku. Na analizę sytuacji składa się wiele czynników, m.in. informacje od strzelców pokładowych o potencjalnym zagrożeniu ostrzałem, dane od technika pokładowego o parametrach śmigłowca. Nie ma czasu na dyskusje, czy długie rozważania. Im dłużej pozostają w miejscu, tym większe ryzyko zdradzenia przeciwnikowi rejonu lądowania. Dowódca słucha opinii załogi, ale na pokładzie nie ma demokracji. To on podejmuje ostateczną decyzję i bierze na siebie odpowiedzialność za wykonanie zadania. A nie jest to łatwe, bo musi brać pod uwagę zarówno bezpieczeństwo załogi, jak i potrzeby żołnierzy na lądzie, którzy oczekują od Mi-17 pomocy. „To jest jak układanie puzzli na czas. Ale jak masz zgraną, doświadczoną załogę i zaufanie do ludzi na pokładzie, to nie jest to niewykonalne.” – twierdzi por. Paweł Lachiewicz – dowódca załogi Mi-17.

Członkowie załogi zgodnie dodają, że w Afganistanie mają szansę na loty, których nie można przećwiczyć w Polsce. A to daje im możliwość zdobycia wyjątkowego doświadczenia. Tutaj trudno o teren zielony do lądowania, a z uwagi na zagrożenie IED trzeba unikać dróg. Pozostają piaszczyste grunty. Przy starcie i lądowaniu zapylenie jest tak duże, że pilot ze względu na ograniczoną widoczność liczy nie tylko na przyrządy, ale i wsparcie strzelców: „Jesteśmy dodatkową parą oczu, gdy widoczność spada praktycznie do zera. Widzimy tył śmigłowca, czy jest bezpieczna belka ogonowa. A ten, który siedzi na lewym strzelcu podaje wysokość do lądowania.”- tłumaczy st. kpr. Tomasz Szulowski – strzelec pokładowy. Ponadto na tych wysokościach i przy tych temperaturach śmigłowce mają ograniczone parametry lotne: „Nie mają takiej mocy jak w Polsce. Ruchy są delikatniejsze, a maksymalne przechylenie to 30 stopni. Na więcej nie można sobie pozwolić.” – wyjaśnia por. Adam Łukomski – dowódca załogi Mi-17. „Nie możemy też lądować z zawisu. W kraju przylatujemy na miejsce, zatrzymujemy się na 2-3 metrach i zjeżdżamy w dół. Tutaj z małym dobiegiem wykonujemy lądowanie. Przez chwilę przy przyziemieniu nie widzimy nic.” – dodaje por. Lachiewicz.

Przyznają, że pomimo ryzyka i wszelkich niedogodności, takie sytuacje dostarczają im również wiele pozytywnych wrażeń, tzw. „adrenaliny”. Na co dzień wykonują mniej ekscytujące zadania – przewożą pasażerów i dostarczają towar. Ale przecież w Afganistanie nie ma czegoś takiego jak loty rutynowe. Zazwyczaj przewożą sprzęt wojskowy, czasem prowiant dla żołnierzy, którym gdzieś daleko w terenie przedłużyła się operacja.

Tekst: Dominika Karasek

Zdjęcia: Dominika Karasek, Marcin Gil

Wszystko co możemy zrobić to podziękować za wzorowe wykonywanie służby i wsparcie z powietrza dla tych, którzy są na ziemi.

Autor: dr Krzysztof Kuska

dr Krzysztof Kuska , analityk bezpieczeństwa, specjalista w dziedzinie lotnictwa wojskowego, historyk. Współpracował m.in. z magazynami: "Jane's Defence Weekly", "Defence and Security Alert", „Airforces Monthly”, „Combat Aircraft”, „Lotnictwo Aviation International” , „Lotnictwo", "Polska Zbrojna". Więcej na krzysztofkuska.com.