Zabezpieczenie pilota podczas DWS. Rys.

W przypadku strącenia pilot podawał przez radio koordynaty w których się znajdował, aby ułatwić odnalezienie go przez załogi ratownicze latające na wodnosamolotach.

Były to specjalne maszyny oznaczone znakami czerwonego krzyża. Lotnicy ci charakteryzowali się wielkim oddaniem, a niekiedy brawurą ratując swoich rodaków wprost z ujścia Tamizy. Anglicy uważając te samoloty za jednostki rozpoznawcze bezlitośnie je zestrzeliwali. I nie ma co się dziwić. Uratowany pilot niemieckiego myśliwca mógł już następnego dnia znaleźć się za sterami Messerschmitta i zestrzeliwać alianckich pilotów. Innym sposobem ratowania pilotów były szybkie kutry motorowe jeśli rozbitek znajdował się w miarę blisko lądu.

Zadania tych jednostek wydają się być bardzo istotne dla podnoszenia morale latających załóg zarówno bombowych, jak i myśliwskich. Świadomość istnienia ratunku z zimnych wód Atlantyku była bardzo ważna dla podtrzymania morale wśród walczących oddziałów. Ważna była również pomoc, którą zapewniali towarzysze z jednostek bojowych. Niejednokrotnie eskortowali oni postrzeloną maszynę, a jeśli istniała taka możliwość to krążyli nad już zestrzelonym samolotem aż do przybycia ratowników. Takie postępowanie tylko umacniało więzi tworzące się pomiędzy pilotami w poszczególnych jednostkach, a strata towarzysza walki była odczuwana bardzo boleśnie zwłaszcza w szczytowym okresie, gdy liczba zestrzeleń rosła dramatycznie. Podobne podejście i więzi można zauważyć w każdej jednostce myśliwskiej na świecie. Jak by banalnie to nie brzmiało żołnierz nie walczy za ojczyznę, ideały, szczytne cele czy dowódców. Żołnierz walczy za i z kolegą obok. Reszta to warstwa dodana.

Aby zaradzić problemowi strat lotników wywołanych lądowaniem w morzu z inspiracji generała Udeta opracowano specjalna pławę ratunkową. Była to mała tratwa zamocowana do dna morza, na której mogło znaleźć schronienie do 4 osób. Specjalna konstrukcja ułatwiała dostanie się na jej pokład, a przymocowana do niej lina długości 100m wyposażona w kolorowe pływaki umożliwiała określenie kierunku prądu morskiego. Zalecano lądowanie samolotu pod prąd by w razie ominięcia tratwy istniała możliwość uchwycenia się liny. Na pokładzie tratwy znajdowały się materiały opatrunkowe, pożywienie, środki sygnalizacyjne oraz odzież. Pilot, który znalazłby schronienie na takiej tratwie winien po uratowaniu przedstawić w raporcie zużyte przez siebie środki w celu ich uzupełnienia.[1]

Zabezpieczenie możliwości przeżycia było szczególnie istotne zwłaszcza w ciężkich warunkach w jakich latali piloci w Norwegii. Zapewniała to podstawowa racja żywnościowa umieszczona w plecaku wożonym w samolocie. Racja taka standardowo przeznaczona była na 2 dni. Znajdowała się tam między innymi specjalna czekolada „Schoko –Kola” posiadająca dodatki w postaci kofeiny, witamin i substancji wzmacniających. Oprócz czekolady były tam też suchary i konserwa mięsna. Na wyposażeniu ratunkowym znajdował się również benzynowy palnik na którym można było podgrzać jedzenie, tudzież wodę.[2] Oczywiście do wyposażenia należały takie podstawowe przedmioty jak saperka, nóż, czy race sygnalizacyjne. Mimo tego, zestrzelenie w warunkach kręgu podbiegunowego było niemalże wyrokiem śmierci jeśli szybko nie pojawili się ratownicy. W bardzo niskich temperaturach szybko następowało osłabienie organizmu, a przeżycie zależało często od siły woli poszkodowanego. W przypadku wodowania lub skoku ze spadochronem pilot miał do dyspozycji kamizelkę ratunkowa i niewielką tratwę na której mógł czekać na oddziały ratunkowe. Ciekawym elementem wyposażenia był specjalny barwnik zabierany przez pilotów na misje. W momencie znalezienia się w wodzie należało rozerwać torebkę z barwnikiem który należało wylać. Momentalnie woda zabarwiała się na kolor blado-zielono-żółty i ułatwiała ratownikom zlokalizowanie poszkodowanego. W połączeniu z jaskrawym kolorem pontonu i kamizelki znacznie ułatwiało to pracę jednostkom ratunkowym.[3]

Bibliografia:

Piekałkiewicz Jan, Wojna w powietrzu 1939-1945, Warszawa 2001.
Knoke Heinz, Walczyłem dla Fuhrera, Gdańsk 2002.

——————————————-
[1] J. Piekałkiewicz, Wojna w powietrzu 1939-1945, Warszawa 2001, s. 91.
[2] Ibidem, s.13.
[3] H. Knoke, Walczyłem dla Fuhrera, Gdańsk 2002, s. 133.

Zdjęcie: Arvi A. Karisto